browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

nad Morzem Wattowym

Morze Wattowe

Morze Wattowe

Przygotowując się do zwiedzania Danii znaleźliśmy opis Morza Wattowego. Jest to właściwie, zdaniem W., płytkie błotniste wybrzeże, ciekawe głównie ze względu na pływy morskie odsłaniające duże przestrzenie błotnistego ‚czegoś’. Jest to niewątpliwie duża frajda dla ptactwa, dla ludzi też…
My otarliśmy się o północno-wschodnią jego krawędź jadąc na wyspę Rømø. Wyspę łączy z lądem stała grobla długości 14km. Akurat gdy jechaliśmy, poziom wody był wystarczająco wysoki by grobla wyglądała jak grobla.
do galerii Picasa

Rømø

Dalej to już była kurortowa wyspa. Można po niej jeździć konno, rowerem lub spacerować oglądając domy kryte trzciną, port i ciekawy kościół ewangelicki – otwarty(!). Ponieważ był zakaz fotografowania wnętrza więc w kościele zdjęć nie robiliśmy. Za to zaciekawiły nas groby na przykościelnym cmentarzu. Są zupełnie inne niż gdziekolwiek indziej. Zresztą w całej Danii groby są właściwie bez grobów. Z płaskiej wysypanej żwirkiem przestrzeni, ogrodzonej niekiedy niskim żywopłotem, wystają tablice nagrobne. Bywają tam również pojedyncze kamienie czy żywe kwiatki oraz drobne ‚wodopoje dla ptaków’. Same ptaki, w formie figurek, są zresztą obecne na wielu nagrobkach. Po wizycie w kościele pojechaliśmy dalej na południe, aż do Havneby, gdzie się nam droga skończyła. Postanowiliśmy więc rozejrzeć się trochę. Rzuciliśmy najpierw okiem na sklepy i restauracje z rybami – produkty były wściekle drogie. Następnie obok portu przeszliśmy za falochron gdzie W. zamoczył nogi w Morzu Wattowym, Erynia poszła w jego ślady i do samochodu wróciliśmy boso przechodząc obok bardzo ciekawych domów na palach. Nie jesteśmy przy tym pewni czy było to Morze Północne czy Wattowe, ale ponieważ wcześniej W. wdepnął w bagienkowatą część grobli i następnie wypłukał maź z nóg w morzu to może powiedzieć, że ‚zaliczył’ Morze Wattowe. Na wyspie niewiele więcej było do oglądania więc zwinęliśmy się w dalszą drogę do Ribe.
Ribe

Ribe

Ribe to najstarsze miasto w Danii. Charakterystyczna katedra (trzy wieże – każda inna) i bardzo ciekawa, acz typowa zabudowa, bardzo nam się spodobały. Erynia zjadła tam co nieco i ruszyliśmy do Skjern. Ponieważ było już późno ominęliśmy Esbjerg – może kiedyś. Dojechaliśmy do Skjern dosyć późno ale jak się dziewczyny wzięły za Nocne Rodaczek Rozmowy to ledwo udało się je zagonić do spania. No ale jak tu spać przy Katince? Tyle dobrze, że udało się następnego dnia zwlec Erynię z wyra około 8. rano. W planach było Odense.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.