browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Odense i Fredericia

do galerii Picasa

Odense

Trasę do Odense zaplanowaliśmy na cały dzień bo mimo, że drogi w Danii są proste i płaskie a ruchu praktycznie nie ma, to ograniczenia prędkości potrafią zabić każdy plan liczony według polskich standardów. Jazda w Danii dla W. była bardziej niebezpieczna niż w Gruzji. Przy duńskich zasadach i karach W. przestrzegając prawa zasypiał za kierownicą. Drogi duńskie są nudne, nudne, nudne, nudne…
Jakoś dojechaliśmy do Odense bez żadnego wypadku i znaleźliśmy, zupełnym przypadkiem, parking w pobliżu centrum. Po odpytaniu miejscowych jak działa parkomat wykupiliśmy postój na 4 godziny i ‘w miasto’. Nie w pełni świadomie zaczęliśmy od domu H.C.Andersena, taki mały żółty domek wśród innych małych domków w kwartale obok starówki. I tu pojawił się problem – zupełnie zapomnieliśmy, że był poniedziałek i wszystkie muzea były zamknięte. Stąd te puste ulice… Na szczęście informacja turystyczna w ratuszu była czynna i uczynna, tak że w parę minut zaopatrzeni zostaliśmy w potrzebne mapki i informacje przydatne do zwiedzania centrum Odense. W. nie odpuszczał żadnemu kościołowi więc już po niedługim czasie Erynia zaczęła się stawać podobną do swojej prekursorki. Kościoły były w większości kościołami katolickimi przekształconymi w ewangelickie co dawało dosyć
Katedra św.Kanuta

Katedra św.Kanuta

ciekawe efekty artystyczne. Rozkoszna była również niekonsekwencja dostrzeżona w jednym z kościołów – w pobliżu ołtarza stały dwie otwarte trumny ze szczątkami zamordowanych w tym kościele króla Kanuta IV i jego brata Benedykta, którzy zginęli wraz z 17 broniącymi ich ludźmi. Król został uznany świętym 20 lat po śmierci a relikwie są wystawione na widok przez ewangelików(!). No nic – królem był i katedra, i szacunek mu się należą.
Poza kościołami architektura była niespecjalnie zachwycająca, za to parki były świetne. Szczególnie spodobały nam się pikniki na zielonej trawce. Jednak samo miasto nie posiada już takiego nastroju jak na przykład Tønder, nie wiemy czy to kwestia wielkości, remontów na drogach czy składu etnicznego ale nawet czystością grzeszy trochę mniej, co w Danii trochę szokuje.
Fredericja

Fredericia

Po opuszczeniu Odense wyruszyliśmy do Fredericii, miał być stamtąd dobry widok na most nad Małym Bełtem – i był. Najpierw zatrzymaliśmy się przy porcie jachtowym Sanddal Bakke 21 – śliczne jachty i ładny widok na most. Dalej pojechaliśmy już do centrum. Krótkie spostrzeżenie na temat budynków miejskich “takie familoki tylko bardziej upiększone i lepiej utrzymane” i lepiej zachowane. Architektura sprawiała wrażenie typowego XIXw. miasta portowo-fabrycznego. W hotelu, przy którym W. zaparkował dostaliśmy mapkę miasta i folder miejski, tak że mogliśmy przejść się spokojnie po mieście oglądając ciekawostki – a nie było ich wiele. Port, bastiony i miniaturowe miasteczko – to ostatnie obejrzeliśmy jedynie z daleka bo otwierane jest dopiero w maju. Zaczął się powoli zbliżać wieczór więc my także skierowaliśmy się z powrotem do Skjern na obiad i nocne pogaduchy z K. Pogaduchy tym razem nie były zbyt długie bo postanowiliśmy wstać wcześniej by pojechać na północny koniec Danii.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.