browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Ringkøbing Fjord – ‚w lewo’

do galerii Picasa

Ringkøbing Fjord

Piątek zaczęliśmy od długiego spania a później od długiego wybierania miejsc do zobaczenia. I wybraliśmy. Wypadło na kierunek odwrotny od wczorajszego. Na pierwszy ogień poszła Duńska Destylarnia Whisky – Stauning Whisky. Whisky tu produkowana zdobywa medale bo firma produkuje ją zwracając baczną uwagę na dotrzymywanie warunków tradycyjnej technologi amerykańskiej i szkockiej – Erynia przetestowała trzy rodzaje, w tym jedną z aktualnie nalewanej serii ‚smoked’. Prowadzący degustację opisał nam różne sposoby produkcji i był zdziwiony, że Erynia pierwszy raz degustując whisky zasmakowała w tym alkoholu a nawet, jako jedna z 15% populacji, w typie ‚smoked’. Erynia po degustacji pogodziła się z duńskimi cenami… i kupiła dwie butelki. Nie będziemy pisać za ile ale jedna z nich to raczej jako lokata kapitału…
Duńska Destylarnia Whisky

Stauning Whisky

Jest to whisky smoked jedna z pierwszych (butelki są ręcznie numerowane, ta miała numer 105) nalewana z trzeciej serii. Butelek z drugiej serii już nie ma w sprzedaży a na aukcjach kosztują ponoć do 2000$ (sprawdzimy). W. jak zwykle nie pił, wykręcał się prowadzeniem…
Po tak mile rozpoczętym dniu rzuciliśmy okiem na ewangelicki kościół w Stauning i skierowaliśmy się w kierunku Ringkøbing. Na jednym ze skrzyżowań W. zapytał „Czy chcemy obejrzeć muzeum lotnictwa?” i dostał odpowiedź.
Duńskie Muzeum Lotnictwa

Duńskie Muzeum Lotnictwa

W efekcie parę godzin spędziliśmy w wielkim hangarze na podziwianiu wszystkiego co ma coś wspólnego z lataniem (były nawet radary i wieżyczki obserwacyjne). Po spotkaniu bezdotykowym z historią Erynia zapragnęła trochę historii podotykać i zasugerowała odwiedziny w Ringkøbing (te gebrungi są wciągające…). W. zafascynowany jedną z ław już się zastanawiał jak ją przyczepić do samochodu na trasę do Polski (Erynia wybiła mu ten pomysł z głowy) a W. odwdzięczył się jej przy chęci zakupu pięknego dzbanka do herbaty i w efekcie wyszliśmy z pustymi rękami. Dalej zrobiliśmy sobie drugą rundę wokół Ringkøbing Fjord, tym razem wchodząc na latarnię Lyngvig Fyr, a następnie (tradycyjnie) spóźniliśmy się do wioski Wikingów w Bork Havn
port i wioska Wikingów

port Wikingów

– może to i lepiej (a na pewno taniej), bo wioska na oko i według planów przed bramą, była malutka (parę chałup) i niespecjalnie wyposażona. Za to zrobiliśmy jej zdjęcia z zewnątrz i pofatygowaliśmy się jeszcze na plażę przy marinie, gdzie szaleli kite surferzy. Duńczycy uważają, że wieje dopiero wtedy gdy idąc obok siebie nie da się rozmawiać. Wiatru (według duńskiej definicji) wcale nie było – jeszcze było słychać co mówi druga osoba.
Po tym wszystkim wróciliśmy do domu K. gdzie razem miło spędziliśmy wieczór.
Następnego dnia przed południem pospacerowaliśmy po Skjern. Jest to jedno z młodszych miast Danii ale zbudowane jest w stylu typowym dla większości odwiedzonych przez nas miast. Ciekawe są w nim również dwa pomniki: Wikinga i kobiety z krzesłem. W. został na nim obfotografowany.
 
Po spacerze spakowaliśmy się i bardzo dziękując K. za umożliwienie nam zwiedzenie Danii i przemiłą, ciepłą atmosferę ruszyliśmy w drogę do Polski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.