browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

przez pochylnie do Elbląga

dworek w Drulitach

dworek w Drulitach

W pobliżu pochylni Buczyniec leży wieś Drulity, gdzie, według mapy, znajduje się zabytkowy dworek. Erynia zaraz to wyniuchała i poszliśmy go obejrzeć. Z zewnątrz dworek, w którym mieszka właściciel gospodarstwa agrorolnego Alfa Bond, wygląda jak „do remontu”. Zabudowania w stanie: „poPGRowskim”, to znaczy: „cud, że jeszcze stoją”, ale ponoć wnętrza dworku wyglądają już całkiem, całkiem. Trawniczek, z jeziorkiem, przed dworkiem też już sugerują wracającą świetność. Oprócz dworku był i sklepik, w którym nabyć można było dobra wszelakie, jak to na wsi. Wracając, skrótem, ścieżką przez las W. naraził się na warkot Erynii, że „nie wzięliśmy latarek i napewno nie zdążymy przed nocą” – zdążyliśmy, a jeśliby nawet nie, to co to za problem chodzić po lesie nocą?
do galerii Picasa

pochylnie


Poranek zaczął się uroczo – spacerkiem po lesie, a potem to już tylko była walka z jachtem przy wpływaniu na pochylnię, na silniku. Dopiero później wpadliśmy na pomysł by na wózek wpływać z opuszczonym mieczem, a dopiero po zacumowaniu podnosić i miecz, i płetwę sterową. Po takiej zabawie cumowanie „na biegowo” i ‚pochylniowanie’ to już była czysta przyjemność. I tak: wpłynąć, zacumować, zadzwonić, poczekać na obsługę by uruchomiła pochylnię, zjazd, odcumowanie i do następnej pochylni przez wszystkie pięć pochylni. W sumie po paru (sic!) próbach poszło już łatwo i cieszyliśmy się odpoczynkiem oraz zdjęciami (my i nam) na pochylniach. Nigdy nie zrobiono nam tylu zdjęć – turyści (zazwyczaj niemieccy) ze statków Białej Floty robili zdjęcia całymi seriami. Zresztą ta cała Biała Flota ‚tylko przeszkadza’ – nie dość, że startuje o 10:00 i trzeba na nią czekać, to jeszcze się wlecze i znowu trzeba czekać… 😉
sejmik Czapli Siwych

sejmik czapli siwych

Czekaniem uraczyła nas również załoga maszynowni w Całunach. Schowana w maszynowni nie słyszała dzwonu i mieliśmy dodatkowe 20 minut postoju. W końcu nigdzie nam się nie śpieszyło, i mieliśmy nawet czas na robienie zdjęć całej gromadzie czapli szarych na sejmiku przed odlotem do ciepłych krajów. Po przepłynięciu kanału ptaków było jeszcze więcej. Mimo późnej już pory roku na jeziorze Druzno pozostało jeszcze całkiem sporo ptactwa: czaple białe i siwe, łabędzie, kaczki i kormorany a nawet norki (albo też inna zwierzyna mała a pływająca – nie było dokładnie widać). Samo jezioro wygląda na bardzo zarośnięte, wolny właściwie jest tylko tor wodny do Elbląga. Elbląg przepłynęliśmy cały aż do przystani Wodnik. Przy przystani Jachtklubu znajdował się i Hotel Wodnik. Jednak przed podjęciem decyzji gdzie się przespać trzeba było zacumować. I tu zaczął się cyrk. Z prawej strony, przy hotelu, pomost wyglądał na cokolwiek rozsypujący się, nawet pisało „zakaz cumowania”, na wprost stały jachty a po lewej było trochę miejsca, tylko że wyglądało na zarezerwowane. Na dodatek wiatr był dosyć wredny i wiał z lewej strony. Po paru próbach zacumowania na wprost, kończących się wycofaniem by nie zniszczyć jachtu(-ów) zdecydowaliśmy się zacumować po lewej stronie przystani. Okazało się to decyzją niezbyt szczęśliwą bo w hotelu, gdzie poszliśmy dowiedzieć się o opłatę za cumowanie (12zł), wytłumaczono nam, że możemy zacumować jedynie przy ‚sypiącym się’ pomoście. Cała reszta jest w zarządzie Jachtklubu i tylko za jego zgodą można tam cumować. No to przyszło przecumowywać. Żeby nie walczyć z wiatrem W. postanowił wypuścić jacht na cumach przez całą szerokość przystani i po zacumowaniu przy pomoście ściągnąć cumy. Wszystko poszło sprawnie oprócz niedogadania przy końcówce cumowania – w efekcie kilkadziesiąt metrów cumy wylądowało w wodzie. Na szczęście drugi koniec cumy pozostał na bojce – tyle tylko że kilkanaście metrów od brzegu. Masz babo placek! Na szczęście przyszedł nam z pomocą cumujący przy kei jachtklubu żeglarz. Przy użyciu rzutki z hakiem udało się wyłowić cumę, aczkolwiek nie było to łatwe. W celu wzmocnienia podziękowań, których nie szczędziliśmy, w mieście kupiliśmy piwo i wróciliśmy podziękować i porozmawiać.
do galerii Picasa

Elbląg nocą


Piwo piła Erynia i Wojciech (W. nie przepada za alkoholem) za to W. miał co notować. Rozmowa, oprócz ciekawostek prywatnych, zaowocowała, dla nas, dużą ilością wiedzy praktycznej, która to, między innymi, uratowała nam życie na zalewie. Po rozmowie poszliśmy do miasta i przy okazji zrobiliśmy parę zdjęć. Wróciliśmy do jachtu i po umyciu się, w zimnej wodzie – innej nie było, poszliśmy spać. Wstaliśmy około 6. i po śniadanku, i kawie u Wojciecha wyszliśmy z przystani tak by trafić na otwarcie mostu pontonowego na Elblążce w Nowakowie. Dotarcie do mostu zajęło nam około 30 minut i o 9. przeszliśmy przez most.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.