browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Brunary i Karpacka Troja

galeria Picasa

Wysowa i Okolice

Kolejny wyjazd ‚przez Wysową’. Erynia miała większe plany i dlatego zaordynowała wzięcie dwóch dni urlopu by móc odwiedzić Zamość i Roztocze. Oczywiście, od samego początku, nie moglo się obejść bez nieprzewidzianych postojów. Tym razem padło na Cerkiew pw.Św.Michała Archanioła w Brunarach. Trzeba się było zatrzymać i obejrzeć, szczególnie że była otwarta a nawet gdyby nie, to podany był telefon do przewodnika.
Po odstawieniu Mamy Erynii do sanatorium i zrzuceniu bambetli w pensjonacie Emilia, Erynia zarządziła ‚kierunek na wody mineralne’, no to poszliśmy. W ładnym parku zdrojowym, pięknie wytyczonymi ścieżkami dotarliśmy do drewnianego domku w którym do wyboru było pięć różnych wód leczniczych
park zdrojowy w Wysowej

park zdrojowy w Wysowej

(każda po 1,5zł za kubek około 0,3l). Każde z nas wzięło po dwie – jakie, pozostawimy sobie. Następnie nie pozostało nam już nic innego jak odwiedzić naszą ulubioną Gościnną Chatę. Jak zwykle, nie zawiedliśmy się. Od kwasu chlebowego na miodzie przez podpiwek po żurek w chlebie i kiszeniaki (rodzaj gołąbków na kaszy gryczanej w kiszoną kapustę zawijanych) z sosem grzybowym wszystko było wyśmienite. Oczywiście W. musiał coś znaleźć – w tatarze były ogórki konserwowe a nie kiszone a i stosunek ilości mięsa do dodatków też by (dla niego) niewłaściwy. Bez względu na te drobiazgi wyturlaliśmy się napchani po uszy, a ponieważ ostatnio oboje wstawaliśmy bardzo wcześnie, postanowiliśmy pójść spać. Poranek zaczął się wyśmienitym śniadaniem porównywalnym z najlepszymi jakie gdziekolwiek jedliśmy, a do tego rozmowa z przesympatyczną właścicielką o pieczeniu chleba – chleby dla gości wypieka sama a są to chleby naprawdę wyśmienite.
galeria Picasa

Karpacka Troja


 
Pojedzeni wyruszyliśmy w dalszą drogę. Tym razem za kierownicą, z własnej i nieprzymuszonej woli, zasiadła Erynia i może dlatego to W. tym razem znalazł drogę ‚w bok’, i wylądowaliśmy w Karpackiej Troi. Co prawda oboje mieliśmy ochotę tam kiedyś wstąpić ale jakoś się nie składało. A było warto. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od obejrzenia filmu o historii tego miejsca od czasów brązu po czasy słowiańskie. Obok sali kinowej znajduje się niewielka ale dobrze przygotowana ekspozycja pokazująca znalezione okruchy historii materialnej na praktycznych przykładach. Wszystko dobrze wyeksponowane i oświetlone. A była to tylko niewielka część znalezionych artefaktów. Po obejrzeniu wystawy i rozmowie (uzupełniającej) z kustoszką ruszyliśmy w kierunku odrestaurowanych osad kultury Otomani-Füzesabony i słowiańskiej oraz odpowiadających im umocnień i fortyfikacji. Spacerując po terenie parku archeologicznego zgodziliśmy się ze sobą, że miejsce to jest znacznie lepiej ‚przygotowane’ niż Biskupin. Może to kwestia braku wszechobecnej w Biskupinie komercji, a może kwestia odbudowania chat przez grupy osób zafascynowanych dawnym życiem ale mieliśmy wrażenie jakby w każdym momencie miejsce mogło zacząć funkcjonować jak dawniej. W Biskupinie tego nie czuliśmy – było sztucznie. Osada co prawda została wybudowana w starorzeczu a nie na górze wśród obwarowań ale tutaj można było je łatwiej postawić nie niszcząc jednocześnie stanowisk archeologicznych. Parę chałup postawiono również we ‚właściwym’ miejscu wewnątrz wybudowanych partii murów ale były one tylko dobrym przykładem umiejscowienia dawnej zabudowy. W. trochę dziwił układ wewnętrzny chałup, które różniło ponad 2000 lat ale w końcu mogło być to spowodowane charakterem budowniczych. Oprócz obiektów zrewitalizowanych, na wzgórzu było jeszcze całe mnóstwo schodów, zupełnie nieświadomie W. sprawił tym Erynii (i sobie) wielką radochę. Część z tych schodów zaprowadziła nas na wieżę widokową. Przy temperaturze powyżej 35°C w cieniu, trochę nas co prawda przerażało drapanie się na to n-te piętro, ale od drugiego już wiaterek ładnie wychładzał spocone ciała więc jakoś żeśmy dotarli na górę i na dół. Powrót był już bajecznie prosty więc Erynia tylko trochę zmęczona zasiadła znowu za kierownicą i ruszyliśmy dalej.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.