browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Zalew Wiślany (…i z powrotem)

tam walczyliśmy

tam walczyliśmy

Całe szczęście, że dopiero gdy już kotwica chwyciła. Wiatr rzucał bomem jak chciał a my usiłowaliśmy sklarować grota. Silnik przy ponad metrowej fali wyskakiwał co rusz z wody tak, że nie było go sensu odpalać. Pozostało zadzwonić do Ratownictwa Morskiego o informację pogodową. Odpowiedzieli, że po 16. wiatr zacznie słabnąć. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że ratownictwo dostaje prognozy co 4 dni, mieliśmy teoretycznie świeższe dane. Po prowizorycznym naprawieniu talii pozostało tylko czekać zmiłowania w skaczącym na krótkiej fali jak piłka jachcie. Zmiłowanie nie nadchodziło. Pozostało więc tylko usiłować przespać te parę godzin wyglądając od czasu do czasu czy wiatr przypadkiem nie słabnie. Nie słabł więc po 16. zadzwoniliśmy jeszcze raz do Ratownictwa Morskiego po to by się dowiedzieć, że prognozę pogody dostali z IMGW 3 dni wcześniej, „ale wiatr miał dzisiaj słabnąć„. W efekcie poprosiliśmy o ratowników w szybkiej łodzi ratunkowej R30, żeby nas odholowali do najbliższego portu – Fromborka. Ekipa ratunkowa przyszła w miarę szybko i zaczęła się walka z wyrwaniem kotwicy z mułu. Bez kilkusetkonnej łodzi motorowej nie byłoby to chyba możliwe. Głębokość wody była nie większa niż dwa metry a kotwica drugie tyle zaryta była w mule. Zadecydowaliśmy, że pójdziemy na holu (310zł za godzinę holowania) i mimo pewnych trudności z jego podaniem udało się to w dwie godziny (620zł). Alternatywą był sen na kotwicy do rana bez pewności wyrwania jej rankiem z mułu. A tak: popaprani mułem, spragnieni siusiania i „niegłodni” z głodu dotarliśmy około 19. do Fromborka. Przy wejściu do portu, pomny płycizn w Piaskach W. próbował podejścia na podniesionym mieczu nieomal rozwalając (się o) keję i stojący przy niej ponton ratowniczy (z kei zakrzyknięto by podnieść miecz, potem wyszło, że to była pomyłka – port ma głębokość prawie 2m). Stojący na kei żeglarze, którzy z powodu złych warunków nie wrócili z wczorajszych regat do portów macierzystych i od dłuższego czasu obserwowali nasze wyczyny na wodzie, patrzyli na nas z mieszaniną podziwu, przerażenia i powątpiewania w nasze władze umysłowe. Erynia po wyjściu na brzeg wpadła w amok i nie pozwoliła nikomu pomóc sobie w knagowaniu cumy. Z przerażeniem w oczach powtarzała, mieszając rękoma bez ładu i składu, „jak nie zaknaguję to mnie zabije, jak nie zaknaguję to mnie zabije…”. W końcu udało się komuś wyrwać jej cumę z rąk i jacht stanął przy kei. Po chwili oddechu poszliśmy spisywać protokół do bosmanatu portu. Po tym „miłym obowiązku” pozostało nam już tylko przecumować jacht na miejsce postojowe, zarejestrować i opłacić się w klubie (za odwagę dostaliśmy zniżkę – pół taksy postojowej!) wykąpać się i wysłuchać oceny naszych wyczynów z ust doświadczonych żeglarzy, którzy „od wieków” pływają po zalewie. Oprócz tego, że stwierdzili, że „ten jacht nie nadaje się do pływania w tych warunkach po zalewie” i, że „trzeba było siedzieć w Piaskach, a jak już się nie dało inaczej to trzeba było pójść fordewindem do Fromborka”, to właściwie nawet przyjemnie się rozmawiało. To wszystko nie miało większego znaczenia – ważne, że przeżyliśmy. Po dokładniejszej naprawie podwójnej szekli obrotowej (krętlik szekla-szekla) przy talii poszliśmy na spacer wokół zamku i spać. Przed snem W. był w stanie (o mało co) depresji. Nie dość, że zawiódł przy ocenie pogody to i nie doprowadził jachtu do portu – i nie pomagało, że mimo wszystko przeżyliśmy, ponoć dzięki jego umiejętnościom.
PGW światło Elbląg ("Andzia")

PGW światło Elbląg ("Andzia")

Rano depresja W. miała się równie dobrze jak wieczorem, a może i lepiej, ale „obowiązek rzecz święta” dzikim świtem okolo 9. po śniadanku wzięliśmy kurs wyjściowy z portu, przy wietrze 3-4°B, foku, zrefowanym grocie i silniku(!). Najpierw pohalsowaliśmy prawie pod Krynicę Morską, później pod Kadyny i dopiero po tym na tor podejściowy do Elbląga. Pod koniec trasy wiatr osłabł do 1-2°B i przy slalomie pomiędzy sieciami silnik był bardzo przydatny. Prawą Główkę Wejściową („Andzię”) przywitaliśmy z oddechem ulgi. Do mostu pontonowego dotarliśmy o 15:15 co zmusiło nas do czekania przez prawie 2 godziny. Na szczęście dogonił nas zaprzyjaźniony (we Fromborku) jacht Fenomen. Mili Właściciele zaprosili nas na kawę a po przejściu przez most wskazali nam przystań Harcerskiego Ośrodka Wodnego Bryza naprzeciw Wodnika – trochę zatłoczona ale dobrze wyposażona (woda, prysznic z ciepłą wodą – 2zł) – siermiężna ale prężna. Legenda Pięknego Lola i dwojga wariatów już tutaj dotarła (nie płaciliśmy za prysznice) ale nie ustrzegło nas to przed pytaniami typu:
To jest jacht balastowy?” – „Nie.” – „O Boże.„,
To może macie balast denny, falszkil, tak z 500kg?” – „Nie.” – „O Boże!„,
A sztywny sztag oczywiście macie?” – „Nie.” – „O, …„,
To może macie ciężki miecz jako balast?” – „Nie.” – „To jak wyście to przeżyli? Bez wywrotki? To nie możliwe przy takiej pogodzie. Tym jachtem można tu pływać w lipcu jak wieje 2-3°B
Depresja W. trochę oklapła.
Po zacumowaniu skoczyliśmy po benzynę. Bosman (za browar) pożyczył nam rower byśmy nie dźwigali kanistra (i pozwolił podłączyć ładowarkę telefonu do sieci). Po zatankowaniu poszliśmy na spacer, który skończył się zakupami serów, owoców i pumpernikla w Kauflandzie. Po powrocie to już tylko papu, kąpiel i spać.
 
wtrącenia:
– W domu dowiedzieliśmy się, że tego samego dnia zatonął na zalewie inny jacht – załogę uratowano. 🙁
– W tym samym czasie na Jezioraku było jeszcze gwałtowniej niż na zalewie, prawdziwy sztorm. 😐
– Gdy, po powrocie do domu, zadzwoniliśmy do Wojciecha z podziękowaniami – naszą legendę już znał – staliśmy się sławni. 😉
– ubezpieczyciel Odpowiedzialności Cywilnej – PZU – wykpił się oczywiście od zwrotu kosztów holowania, gdybyśmy „rozwalili, lub zatopili jacht to co innego” 😮

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.