browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Marsaxlokk

do galerii Picasa

Marsaxlokk

Jest to miejsce w jakiś sposób specjalne. W końcu było praktycznie pierwszą praprzyczyną naszych wakacji na Malcie. A gdy usłyszeliśmy, że w każdą niedzielę odbywa się tutaj, znany na całej wyspie targ rybny, Marsaxlokk (czytaj: Marsaszlok) musiał zostać odwiedzony – i już! Problemy z wymową tej jakże wdzięcznej nazwy bynajmniej nie uniemożliwiają jej znalezienia, wystarczy zapytać o „fishing village” – każdy Maltańczyk wskaże drogę. To się przynajmniej nie myli z Marsaskala – mieściną w pobliżu, gdzie targu rybnego nie ma. A Marsaxlokk warto zobaczyć również dlatego, że jest to miejsce, które chyba najbardziej z maltańskich miast, kojarzy się z wioską: niska, prosta zabudowa koło portu, wysokie i nowoczesne apartamentowce nie rzucają się w oczy.
Dojechaliśmy tam z przesiadką w Valetcie. Dzięki tygodniowemu biletowi na wszelkie autobusy (21€ od łba), jazda sprowadza się do wybrania kierunku. Nie zawsze jest to jednak takie proste, ale o tym przekonaliśmy się dopiero po przejściu targu i pobliskich uliczek. Targ okazał się „nie tylko rybny”, wprost było na nim wszystko – nawet afrykańskie łuki i rzeźby sprzedawane przez bardzo postawnych Murzynów. Erynia po cichu zastanawiała się, czy łuki faktycznie są afrykańskie czy… Made in China. Wszak w dobie globalizacji wszystko jest możliwe. Sam targ ciągnął się wzdłuż całego portu podwójną linią straganów. Przeszliśmy go cały, w upale z tylko lekką bryzą, od czasu do czasu schodząc na nabrzeże by napawać się widokiem kolorowych luzzu, chronionych przed złym losem „oczami Ozyrysa”.
Luzzu - łodzie z oczami

Luzzu

Te ostatnie zrobiły na nas spore wrażenie: przeważnie miały odpowiedni „oczny” kształt, namalowane brewki czy rzęski i… zeza! (przeważnie) Czy te oczy mogą kłamać?
Co ciekawe, nawet w porcie woda była czysta. Chodząc wśród stoisk i podziwiając ich część rybną W. oczywiście zoczył przyprawy – ryb kupić nie mógł, ale przyprawy? Czemu nie! Po obejściu targu warto jeszcze zajrzeć do restauracyjek i barów przy porcie: codziennie oferują świeże ryby i owoce morza. Nie skorzystaliśmy – było wcześnie i głód nam nie doskwierał a na obżarstwo musimy mieć nastrój.
Ponieważ targ nie zajął nam aż tak wiele czasu, W. postanowił, że pojedziemy na najdalszy południowy cypel Malty. Znaleźliśmy nawet przystanek z którego miał odchodzić autobus 119, ale nie odchodził – a nawet nie przyjechał! Później przekonaliśmy się, że to jest chyba jego (autobusu, nie przystanku) cecha podstawowa.
Nie pozostało nam więc nic innego jak wybrać inny kierunek i… rzecz jasna wybraliśmy.

Poprzedni
Następny

4 odpowiedzi na Marsaxlokk

  1. Jaruta

    Pasjami lubię targowiska, rynki, kramy. Często mówią więcej o mieszkańcach,, niż mądre opracowania socjologiczne, no i ten koloryt i zapachy i budki z jedzeniem, Lubię.

  2. Erynia

    Basiu,
    Jak zwykle przyprawy 😉

  3. Basia

    O, takie targowisko mi się zamarzyło, jakby je widziała. Coś kupiliście?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.