browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Krzywy Las i Szczecin

do galerii Picasa

Krzywy Las

Przyjemny wieczór z winem sprawił, że nazajutrz zaliczyliśmy „dzień lenia”. W naszym przypadku objawiło się to tym, że wojaże pozamiejskie ograniczyliśmy do Krzywego Lasu koło Gryfina. Jest to ciekawostka przyrodnicza, powstała niewątpliwie na skutek działalności człowieka, tyle że do tej pory nie odkryto celu tej działalności. Zresztą nie jest do w Polsce osamotniony przypadek.
Po powrocie do Szczecina skierowaliśmy się tradycyjnie do Informacji Turystycznej, tym razem na Zamku Książąt Pomorskich. Po drodze, pod estakadami Erynia wypatrzyła murale. Nie przeszła obojętnie. W zamku oprócz fachowej informacji, skorzystaliśmy również z (darmowej!) wystawy poświęconej księciu pomorskiemu Filipowi II, ze szczególnym uwzględnieniem kunstkamery czyli gabinetu osobliwości. Niestety na wystawie nie można było robić zdjęć więc aparaty uruchomiliśmy dopiero po wkroczeniu na czerwony szlak wymalowany na chodniku i podążyliśmy nim, rzecz jasna, pod prąd. Przecież chodzenie „pod linijkę”, zgodnie z kolejnością, jest nudne…
do galerii Picasa

Szczecin


Nie będziemy opisywać poszczególnych punktów trasy zrobiono to znacznie lepiej przy jej opisie (link powyżej), ale niektóre miejsca nas zaskoczyły swym urokiem.
Po kilku godzinach (minionych) i kilometrach (wydeptanych) i na lekkim (kulinarnym!) głodzie wstąpiliśmy do pierwszego lokalu jaki nam się napatoczył na trasie. Akurat była to hotelowa cukiernia. Hotel Radisson Blu, na co zwróciliśmy uwagę dopiero zasiadając do stolika. Po czterogwiazdkowym hotelu spodziewaliśmy się zarówno obsługi jak i doznań kulinarnych co najmniej ciut odstających od przeciętnej. Faktycznie, ciut odstawały: po pięciu minutach czekania Erynia podeszła do baru i poprosiła kelnerkę o podejście do stolika. Kelnerka uczyniła nam tę łaskę. Zamówiliśmy dwa ciastka (były poprawne ale nie powalające) i czekoladę do picia. Ku naszemu zdumieniu dostaliśmy rzadki napój o kolorze lekko beżowym. W pierwszym momencie sądziliśmy, że może to napój z przewagą białej czekolady ale „Daremne żale – próżny trud, Bezsilne złorzeczenia!” (© Asnyk) – płyn zarówno kolorem, konsystencją jak i smakiem przypominało kakao serwowane w szkolnej stołówce w latach 80′ ubiegłego wieku. Domowe kakao serwowane w tamtym czasie przez mamę było dużo lepsze. Ogrzani acz zniesmaczeni dokończyliśmy wędrówkę za Wałami Chrobrego, gdzie czekał na nas samochód. Szczęśliwie dla nas miasto zrezygnowało z opłat parkingowych w Sylwestra. Równie szczęśliwie trafiliśmy na późny obiad w naszej hotelowej restauracji.

Nekropolia Szczecińska

Dzień lenia rozciągnął się na dzień drugi. W sumie nic dziwnego: nie dość że Nowy Rok to jeszcze mgła za oknem i lekka szklanka na drogach nie sprzyjały ochocie na cokolwiek. Po późnym śniadaniu wybraliśmy się na spacer na Cmentarz Centralny, jedną z największych europejskich nekropolii. Pogoda była nastrojowa, żeby nie powiedzieć, że łzawa, tak że spacer odbywał się w mało zatłoczonych warunkach. Zastanawialiśmy się jak by to wyglądało w Zaduszki.
Na cmentarzu tym, w kwaterze 25B, odwiedziliśmy Nisię i drogą trochę okrężną przez kwatery żołnierskie, wróciliśmy do auta.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.