browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

dookoła Zalewu Szczecińskiego

do galerii Picasa

Uznam

W dzień kolejny W. odwaliło: postanowił objechać Zalew Szczeciński dookoła (w prawo). Co prawda wyjechaliśmy z hotelu dosyć późno – sobotnie śniadanie jest o godzinę późniejsze, ale droga wydawała się wystarczająco ‘prosta’ by się tym nie przejmować. Niestety droga może i była łatwa ale W. zapomniał o czasie. Dzień był wybitnie zbyt krótki na drogę i zwiedzanie, pozostało więc ‘zwiedzanie samochodowe’. Zresztą opuszczanie samochodu nie należało do najprzyjemniejszych doznań (-8C i mocny wiatr ze wschodu). Obejrzeliśmy więc niemieckie wioski i miasteczka przejazdem. Ciekawe były zarówno architektonicznie jak i ‘czystościowo’. Można było mieć co najwyżej trochę uwag do miejscami widocznych ruinek, ale krowy były(!) a na dodatek żywe i na pastwiskach. W każdym razie udało się W. dotrzeć do Ahlbeck przed zmierzchem co zaspokoiło, po części, życzenie Erynii. Spacer był udany choć krótki z powodu zimna i wiatru, niemniej jednak spodobały nam się zarówno budynki jak i ceny kwater (na poziomie kilkunastu € za osobę za dzień) – może kiedyś. Ze Świnoujściem nie było już tak pięknie, dotarliśmy tam już pod sam koniec dnia, ruszyliśmy więc jedynie w kierunku fortów (Anioła i Zachodniego) a następnie do stawy wyglądającej jak wiatrak – tu odwaliło Erynii. Wiało tak mocno i było tak wilgotnie-zimno, że W. odtrąbił (na zmarzniętym nosie) odwrót gdy tylko znaleźliśmy się w miejscu umożliwiającym uwiecznienie stawy fotograficznie. Erynia też jakoś nie napierała na dalszy spacer.

Świnoujście

W pobliżu Fortu Zachodniego w restauracji Prochownia postanowiliśmy poprawić sobie nastrój fizyczny i psychiczny. Udało się z oboma, w restauracji było ciepło i jedzenie było wyśmienite. Na dodatek mimo cen ‘pod Niemców’ ich stosunek do ilości i jakości jedzenia był bardzo dobry.
Po jedzeniu pozostało już tylko wrócić do Szczecina co było dosyć ‘długim’ przeżyciem ze względu na postój przed przeprawą promową. Ale i tutaj fuks był po naszej stronie – byliśmy ostatnim samochodem który zmieścił się na promie w tej turze. Dalej już było łatwo…
A powrót następnego dnia był płynny i spokojny – z wyłączeniem kilkudziesięciu kilometrów hitlerowskiej trasy Berlin-Wrocław po polskiej stronie granicy. Oczywiście zamiast zrobić przyzwoitą nawierzchnie jakiś geniusz postawił ograniczenie prędkości…

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.