browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Okolice Solca – powodzenia i niepowodzenia

do galerii Picasa

Bejsce

Następnego dnia ustawiliśmy ostatnie zabiegi tak wcześnie by po zabiegach móc pojechać na zwiedzanie okolicy. Tym razem trasę wymyślał W., Erynia jedynie zażyczyła sobie serów z Farmy Jaga. No to poszło. Najpierw były Bejsce z kościołem, w którym „niejacy” Firleje ufundowali piękną kaplicę. Kaplica była akurat w renowacji ale grupa konserwatorów zwróciła nam uwagę na trzynastowieczne freski właśnie odrestaurowane i zabezpieczone. W Bejscach jest jeszcze drugie ciekawe miejsce – klasycystyczny pałacyk zwany „Małym Belwederem”. Jest w nim co prawda Ośrodek Pomocy Społecznej ale można go zwiedzać. Ośrodek ten musi mieć dobrego zarządzającego bo wnętrza nie wyglądają typowo dla takich miejsc lecz zostały bardzo ładnie odrestaurowane (z funduszy unijnych) i utrzymywane – nawet piwnice i park!
w Słonowicach

Słonowice


Przez Kazimierzę Wielką jedynie przejechaliśmy bo W. wyniuchał ciekawostkę archeologiczną w Słonowicach i ponoć miała tam być ‚Wioska Neolityczna’ – nie było (W. chyba czegoś nie doczytał), a jeżeli nawet to mało rozreklamowana. Zupełnie inaczej niż kurhany pod wsią Leśno na Kaszubach. No cóż widać tutaj jeszcze brak smykałki do promocji regionu. To niepowodzenie nie zniechęciło nas do dalszej części trasy i zawitaliśmy do Wiślicy, kiedyś trzeciego miasta Małopolski a obecnie wsi na prawach gminy. Niemniej jednak pozostało w niej parę ciekawych miejsc do zwiedzenia. Nietypowo rozpoczęliśmy zwiedzanie od lodziarni z 60-cio letnią tradycją.
do galerii Picasa

Wiślica

Lody były nawet dobre. Po kontakcie telefonicznym przemiła kustoszka oprowadziła nas najpierw po pawilonie skrywającym najstarszy z kościołów wiślickich, o którym legendy mówią że nastąpił w nim akt pierwszego na ziemiach polskich chrztu księcia (i jego poddanych) – akt datowany na około 880r. Oczywiście zdania naukowców są podzielone… Podobnie nie wszystko jest jasne w podziemiach kolegiaty, gdzie znaleziono pozostałości dwóch poprzednich kościołów, budowanych jeden na drugim. W najstarszym zadziwia świeżością płyta orantów z figuratywnymi przedstawieniami sześciu osób w otoczeniu ‚szlaczków’ w motywy roślinno-zwierzęco-mitologiczne. Obok kościoła znajduje się Dom Długosza (jeden z wielu) ale w tym pomieszkiwał przez lata odwiedzając Wiślicę. Zresztą wybudował go dla wikarych,
Muzeum w Wiślicyh

Muzeum w Wiślicy

którzy wcześniej zamieszkiwali w całym mieście – łatwiej ich było kontrolować pod jednym dachem. I do dzisiaj jest to dom należący do parafii, z wyłączeniem jednego pomieszczenia wydzielonego na muzeum. W tym to muzeum mieliśmy przyjemność, oprócz obejrzenia średniowiecznych fresków, również miłej pogawędki z panią kustosz. W międzyczasie do Domu Długosza proboszcz przywiódł wycieczkę, przez co mieliśmy okazję obejrzeć również jego (domu) podziemia.
Podczas masażu masażystka przekazała Erynii informację o interesującym prywatnym ogrodzie botanicznym więc ruszyliśmy w tamtym kierunku. Oczywiście coś musiało skierować nas w bok – i był to pałac Wielopolskich w Chrobrzu.
Pałac Wielopolskich w Chrobrzu

Chroberz

Pałac położony jest w dużym parku z co najmniej kilkoma drzewami godnymi majestatu pomników przyrody. W. wypatrzył platan, lipę i miłorząb ale może ich być więcej. Na bramie wjazdowej napisane było, że jest to teren szkoły rolniczej i W. się zagotował. Park mógł by być tak pięknym przykładem zagospodarowania przestrzeni parkowej przez uczniów szkoły rolniczej a oni nie potrafili nawet utrzymać w przyzwoitym stanie muzeum narzędzi ‚pod chmurką’. A jak zobaczył piękne lipy to natychmiast uznał, że brak w pobliżu pasieki świadczy o ograniczeniu kadry nauczycielskiej, która zamiast pokazywać młodym rolnikom połączenia istniejące w przyrodzie nie wykorzystują nawet istniejących możliwości. My również nie wykorzystaliśmy możliwości, bo akurat tego dnia pałac był zamknięty. Nie tylko pałac, „Ogród na Rozstajach” również – W. znowu nie doczytał, że dostępny jest wyłącznie(!) w soboty i w niedziele. Ale za to w pobliżu były całkiem niczego sobie wąwozy lessowe – niestety Erynia poczuła głód i zaczęła uśmiechać się przez kły…
do galerii Picasa

Pińczów

no to ruszyliśmy do Pińczowa. A tutaj, dla odmiany, dobrze trafiliśmy. Po drobnym obiedzie spotkany w Informacji Turystycznej, przypuszczalnie dyrektor muzeum, a jednocześnie osoba bardzo zaangażowana w renowację zabytków Pińczowa, oprowadził nas po synagodze opowiadając o historii miasta i gminy żydowskiej. Przyjemnie jest poznawać takich ludzi. Już sami obejrzeliśmy miasto ze wzgórza na którym stoi kaplica Św.Anny oraz oba kościoły i ruszyliśmy poszukać serowarnię w Bogucicach Drugich. Tym razem znaleźliśmy i można było kupić kozie sery. Kupiliśmy a przy okazji dowiedzieliśmy się dlaczego kozie sery ‚trącą’ kozłem – bo w stadach zazwyczaj jest cap i zacapia wszystko. W tej serowarni cap był dotychczas dzierżawiony jedynie na parę tygodni w roku a obecnie zakupiono kozła specjalnej rasy (anglonubijskia) nie posiadającej gruczołów zapachowych – kozioł jest drogi ale warto było. Sery są dobre zarówno w smaku jak i w zapachu. Poza tym porozmawialiśmy o paru jeszcze ‚tajemnicach’
kozie sery z Farmy Jaga

kozie sery

serowarskich i bardzo nam się spodobała zarówno Farma Jaga jak i podejście jej właścicielki do prowadzenia gospodarstwa. Koty i psy były również urocze – niestety psów nie mieliśmy okazji pogłaskać.
Chyba tu jeszcze zajrzymy…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.