browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Sery, ryby, jagody i obżarstwo

do galerii Picasa

Kaszubska Koza

Kolejny dzień minął nam pod znakiem obżarstwa. Jeszcze w domu Erynia wyszukała Kaszubską Kozę w Robaczkowie. Jest to gospodarstwo produkujące kozie sery i powiedzmy sobie szczerze, Kaszubska Koza nie potrzebuje naszej reklamy – te sery regularnie zdobywają nagrody w konkursach gastronomicznych i rankingach slow food a większość produktu ląduje bezpośrednio w kuchniach lepszych (a na pewno droższych) polskich restauracji w całym kraju. Na nasze szczęście zaanonsowaliśmy się dzień wcześniej, dzięki czemu właściciel odłożył nam kilka serów, w tym pięknie pachnący Kozi Dymek, urzekający różem pleśniowy Barszczuś i Kozią Babę z czosnkiem niedźwiedzim. Mając poważne obawy, że serki nie dotrwają powrotu do Chrzanowa, na niedzielę zamówiliśmy jeszcze więcej…
Pan Tomek, choć zapracowany do imentu, pozwolił nam (jakkolwiek to zabrzmi) wygłaskać kozy i znalazł chwilę czasu na rozmowę. Pomni informacji z Farmy Jaga, spytaliśmy dlaczego jego kozy (i sery) nie capią – odpowiedź była tyleż wymijająca co piękna: „bo są szczęśliwe”. Rzeczywiście w zagrodzie, oprócz drzewa z niskimi gałęziami, był również kozi tor przeszkód a nawet coś w rodzaju huśtawki. A kozy rzeczywiście wyglądały na szczęśliwe tuląc się do gospodarza, który wszystkie je wołał po imieniu. Niestety, pracując po kilkanaście godzin na dobę, nie miał za dużo czasu na pogawędki ale, w ramach bonusu, podzielił się z nami namiarami na dobre knajpy w naszej i swojej okolicy. W. skrzętnie notował. Za to Erynia, nieświadomie a ku wielkiej radości Gospodarza, zdekonspirowała Brzucha z blogu Gotuj się. Panowie znają się od lat, niejedną wódkę razem wypili a Gospodarz nie miał pojęcia o blogowym przezwisku kolegi.
wyśmienite jedzenie

Karczma Drewutnia

Jako że nadeszła pora obiadowa, postanowiliśmy skorzystać z podpowiedzi pana Tomka i pojechaliśmy przez Borsk aż do Olpucha, skręcając za wiaduktem do przydrożnej Karczmy Drewutnia. Trafiliśmy tam na jedną z najlepszych zup rybnych jakie jedliśmy do tej pory, a było ich sporo, wliczając do rankingu irlandzki fish chowder, węgierskie halászlé i zupki z okolic delty Dunaju. Zawiesista, treściwa, dodatkowo z warzywami, cudownie zrównoważona w smaku, lekko kwaskowata, ciut (może nawet więcej niż ciut) ostra i… tylko 9zł. Po tym jeszcze zmieściliśmy po cztery sielawki na głowę, a do domu zgarnęliśmy świeżo wędzone pstrągi. Tak, karczma ma własną wędzarnię na miejscu „co widać, słychać i czuć”!
Cud, mjut i orzeszki.
Po tym smakowitym jedzeniu nie dziwiliśmy się, że Chińczycy których pan Tomek zabrał tam na obiad byli zadziwieni tym, że nawet w najlepszych restauracjach trójmiasta takiego jedzenia nie smakowali.
Wracając, W. zatrzymał samochód w lesie przy kępie jagód (wreszcie dojrzały!) i utrwaliliśmy obżarstwo na niebiesko. Po dotarciu do domu przez aklamację ogłosiliśmy dzień lenia (no w końcu przejechaliśmy tylko 140km), dojadając domowe ciasto ze Swornychgaci i popijając świeże mleko od zaprzyjaźnionych krów.
Život je čudo!
P.S. Według strony internetowej Drewutnia jest karczmą, według napisu na budynku – barem. Bez względu na nazwę, warto tam się wybrać.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.