browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Muzeum Śląskie

do galerii Google+

Muzeum Śląskie

Niby tak blisko, niby codziennie Erynia przejeżdża obok ale „jakoś się nie składało”. W końcu jednak przyszedł czas i na Muzeum Śląskie w Katowicach. Jest to jeden z niewielu w Polsce, i rodzący się w bólach, projekt przekształcenia dawnej architektury przemysłowej w budynki „użyteczności nowoczesnej”. I to co już zrobiono wygląda na dobrą robotę, a będzie więcej! Co prawda Erynia kręciła nosem na „szklane pudełka” wystające spośród starej zabudowy i zupełnie do niej niepasujące, ale nie przeszkadza to wielu parom, które przy tych szkiełkach robią sobie zdjęcia poślubne. Obiektywnie rzecz biorąc to te pudełka nawet nieźle wyglądają ale do starej zabudowy to nawet W. one nie pasują. I o ile do widoków zewnętrznych mieliśmy drobne zastrzeżenia to już wnętrza zaczęły nam obojgu pasować podobnie. Przede wszystkim ogromne przestrzenie, na dodatek zagospodarowane (dla nas) genialnie pod względem architektonicznym. Co nieco ubawiły nas bramki z wykrywaczami metalu (W. musiał oddać swój scyzoryk do depozytu) ale bardziej uradował nas darmowy wtorek – weszliśmy więc za darmo.
to też ważne!

wielopoziomowe


Muzeum podzielone jest na parę poziomów i oprócz części typowo (a właściwie nietypowo) muzealnej są jeszcze: sala lustrzana (duuuuuża!), bar, restauracja (o niej później), biblioteka, kawiarnia i sklep z pamiątkami. Oprócz poziomów muzeum dzieli się na sekcje: malarstwa – bardzo interesujące zbiory XIX i XXw., sakralną – głównie rzeźby z górnośląskich kościołów, archeologiczno-etnograficzno-historyczną – od pradziejów do Solidarności i teatralną – a właściwie szkice i stroje teatralne „od Grecji do Awangardy”.
Przechodząc przez kolejne zakamarki wystawy – przynajmniej jej część jest prowadzona labiryntem – byliśmy zachwyceni zarówno samą koncepcją jak i realizacją. Świetnie pomyślane, umieszczone na suficie, szyny z reflektorami genialnie wprost oświetlają poszczególne eksponaty. Zresztą nie tylko bezpośrednie oświetlenie było ‚właściwie skomponowane’. Niektóre ekspozycje tworzone wprost były przez światło. Na koniec zajrzeliśmy jeszcze do pawilonu z wystawą poświęconą Józefowi Szajnie. I tutaj W. znowu kręcił nosem – nie lubi sztuki współczesnej bez względu na wielkość autora, a nawet jeżeli sztuka ta wzbudza w nim jakieś doznania… ta wzbudzała!
Zwiedzanie, aczkolwiek interesujące, trwało tak długo, że nasze wnętrza zaczęły nam sugerować dalszy kierunek przemieszczania naszych ciał. I tutaj, nareszcie, przychodzi czas na restaurację. Może i jest niewielka, może i ma surowy wystrój ale jedzenie było wyśmienite. Co prawda nie było typowo śląskie ale można się nim było najeść do syta i na dodatek smacznie. Na dodatek obsługa szybka, sprawna i profesjonalna. Czego chcieć więcej!

5 odpowiedzi na Muzeum Śląskie

  1. a cappella

    W muzealnej interaktywności, multimedialności, itd. zakochałam się zimą/wiosną 1993 w Londynie, gdy naprzeciwko mca zamieszkania miałam Museumland (S.Ken) z obiektami światowej sławy, zarówno nobliwymi (V&A) jak i cutting edge (Science Museum, do pewnego stopnia Natural History & Earth, itd.).
    Biegałam co wieczór, gdy tylko miałam czas (okres, gdy za darmo było tylko ostatnie półtorej godziny, potem Blair to zmienił… można też było wejść do V&A na wykład, jakoś wymigując się od imperatywu ‚donations’… – wydawało mi się, że jestem do tego zobligowana moralnie, studentka z Polski… ;))

    Wymagania więc mam: że musi się dziać (dzieci, gallery talks, filmy, etc., etc.,) i nie wyobrażam sobie zajmującego muzeum/galerii, gdzie nie byłoby eksperymentów z przestrzenią, kubaturami, architekturą, nowymi materiałami konstrukcynymi.
    Nb, pamiętam, na długo przed Londynem (w proporcji do mojego ówcz. wieku) czyli w okolicy 200-lecia rewolucji, byliśmy z chórem w Paryżu, wjeżdżamy do Centre Pompidou i kilka starszych obytych koleżeństwa wydziwia na „wydziwiony projekt budynku”. Ja zaś, jedna z najmłodszych, myślę: „no pszesz każdy wie i zna, był czas się opatrzeć, przyzwyczaić… Poza tym to genialna klasyczna architektura nowoczesna”… – Chyba mam i w tym względzie znacznie wyższą od przeciętnej tolerancję na eksperyment, poszukiwanie…

    Muzeum Śląskie w tym kontekście? Bardzo spokojne, konserwatywne rozwiązanie 🙂 Powiedziałabym, że pod względem śmiałości nawet zestawić się tego nie da z Sainsbury Wing (dobudówka National Gallery) czy tamże (Trafalgar Sq) niektórymi czasowymi instalacjami (Forth Plinth)… Ani z osławioną Piramidą Mitteranda na dziedzińcu Luwru.
    Szkiełka ładne i bardzo „śląskie”. Lubię tam być, bywać, przypędzać (szybko, do NOSPR, byle dobre miejsce było do zaparkowania, najczęściej właśnie blisko MŚ) lub zejść do samego Muzeum. Względnie posiedzieć – dniem albo nocą. Najlepiej w amfiteatrze pod NOSPRem, oglądając się co jakiś czas za siebie ku podświetlonym szklanym bryłom… 🙂

    • W.

      Dziękujemy za ciekawy i szeroki opis. Trzeba będzie pomyśleć i o tamtych muzeach.

  2. W.

    W muzeach czuję się jak w domu (wychowywałem się w jednym) ale potrafię docenić coś nowego – na zasadzie: „jak oni to zrobili” albo „całkiem nieźle to zrobili” albo „jak to działa na odbiorcę (na mnie 😉 )” i jeszcze parę innych.

  3. Erynia

    No to ja mam na odwrót: nie byłam w starym budynku 🙂
    Stare muzea faktycznie mają swój klimat ale nie każdy to potrafi docenić.

  4. Pudelek

    Kurde, a ja jeszcze nie byłem 😐 Tzn. byłem w starym budynku, nowy tylko oglądałem z zewnątrz.

    Na zdjęciach wygląda ciekawie, choć ja akurat jestem muzealnym konserwatystom i wolę muzea tradycyjne – gabloty itp., bez dodatków multimedialnych i jakiś awangardowych połączeń, co teraz jest bardzo modne 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.