browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Batumi – wśród przyjaciół

 
Ani opuszczaliśmy przygnębieni a przed nami było 300km drogi do Batumi. Początkowo droga była szeroka i prosta ale później najpierw zbzikowała nawigacja a później zaczęły się górki i serpentynki. Erynia zaczęła pełnić funkcję pilota biorąc dane z nawigacji w telefonie (ta działała bez pudła choć jest typu freeware), zresztą Automapa nie zalicza Gruzji do Europy i nie zamierza udostępniać jej na swoich mapach. Żeby było śmieszniej cała Turcja jest na mapach w opcji „Europa”.
Do przejścia granicznego dotarliśmy po 21. a do naszych gruzińskich przyjaciół, po drobnym szukaniu, po 22. Rozmowy trwały do wczesnych godzin porannych (dochodziła 4.).
Kiedyś musiał nastąpić dzień lenia. Nocne przyjaciół rozmowy sprawiły, że nastąpił on tego dnia. Po późnym śniadaniu, wsiedliśmy w samochód (zapominając aparatów) i ruszyliśmy przed siebie rejestrując zmiany w znanym nam mieście. Nie tylko miasto się zmieniło. W naszej dotychczas ulubionej restauracji Shumeruli, nie było już kwasu chlebowego (a wcześniej mieli swój), zlikwidowali piece tone (przeszli na standard restauracyjny), sos baże smakował mdło (to zbrodnia!), i tylko chinkali trzymało jaki taki poziom. Cofamy niniejszym naszą rekomendację tej restauracji. Ciut zniesmaczeni wyjechaliśmy za miasto. W. zamarzyło się pojeździć wśród pól herbacianych, (ale nie Batumi). Do Ozurgeti nie dojechaliśmy, ale i tak się napatrzyliśmy na przyrodę. W drodze zaliczyliśmy jeszcze dziką plażę i kąpiel w morzu Czarnym, a u Daro już czekała na nas haszlama, no i materiały na chaczapuri aczmę, do pomocy przy przygotowaniu której zatrudniono Erynię. Całość została spożyta w większym towarzystwie, gdyż do Daro wpadli goście. Znowu nie dospaliśmy.
Dziewczyny, nie chciały nas wypuścić bez chinkali, a że mieliśmy wyjechać po śniadaniu, lepiły je od szóstej. To się nazywa przyjaźń! Przyjaźń sprawiła też, że po raz pierwszy daliśmy się im namówić na wspólne selfies, których z reguły unikamy.
 
Poprzedni
Następny

2 odpowiedzi na Batumi – wśród przyjaciół

  1. Pudelek

    Z tekstu wynika, że przekroczenie granicy było szybkie. Czepiają się tam w ogóle w tym miejscu turystów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.