browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Ołomuniec

do galerii Google+

Ołomuniec

Wstawanie było trudne i na dodatek przerwane koniecznością zejścia na śniadanie (całkiem, całkiem). Po śniadaniu kontynuowaliśmy wstawanie, aż wreszcie około 10. poszliśmy na stare miasto. Po części czuliśmy się usprawiedliwieni, bo pogoda była “pod zdechłym Azorkiem” – lało. Zaczęlismy spacer od zejścia do Open Wine – sklepu winiarskiego. Był w tym samym budynku co hotel. Trochę zawiodła nas odpowiedź kierowniczki, że sprzedawane są tu jedynie wina z Ameryki Południowej – właścicielem jest Chilijczyk. Po drobnym namyśle W. doszedł do wniosku, że wina wytrawne się nam kończą i… kupiliśmy sześciopak mieszany plus dodatki – oliwy i kawy (czeski sześciopak kupiliśmy później). Menedżerka
Kolumna Trójcy Przenajświętszej w Ołomuńcu

kolumna morowa

potrafiąc bardzo ładnie opisać smaki win, i nie tylko, umiejętnie zachęciła nas do zakupów. W efekcie wychodzenie do miasta się trochę przeciągnęło, ale może to i dobrze, bo około 11. – dojściu do starego miasta i wypiciu po piwie – przestało padać, co umożliwiło nam wyjęcie aparatów z kabur i kontakt fotograficzny z zabytkami Ołomuńca. Na pierwszy ogień poszła, oglądana już wieczorem,
szczotka w kolumnie UNESCO

szczotka UNESCO

Kolumna Trójcy Przenajświętszej (“morowa”), pod patronatem UNESCO. W. musiał ją obejrzeć również “z tyłu” i ubawił się setnie wystawioną w oknie szczotką ryżową na kiju (tak się dawniej nazywała, teraz “włosie” ma plastikowe). Oczywiście zajrzeliśmy do informacji turystycznej – dwie starsze niewiasty dały nam mapkę, powiedziały “tam wszystko jest napisane” i z uśmiechem na ustach dały do zrozumienia, że ‘więcej informacji nie będzie’. Po mieście na liście UNESCO spodziewać by się można więcej. Nie pozostało nam więc nic więcej niż ruszyć w miasto podglądając trasę na dwóch mapach – ta otrzymana w hotelu była większa i dokładniejsza. Same stare miasto nie jest zbyt duże, tak że nie było problemem przejście go w miarę szybko. Zatrzymywały nas jedynie kościoły i dwa muzea:
Vlastivědné muzeum v Olomouci

vlastivědné muzeum

vlastivědné – wyśmienicie przygotowana część multimedialna, dla dzieci też – i archidiecezjalne. To ostatnie obejrzeliśmy już po odwiedzeniu katedry św.Vaclava
katedra i muzeum

katedra i muzeum

– o ile z zewnątrz bryła była nawet interesująca – szczególnie, że na chwilę wyszło słońce, to środek nie powalał.
W ogóle (według W.) cały Ołomuniec jest ‘nudny i prawie martwy’. Może to wina praktycznego braku turystów (po sezonie) ale niby wszystko jest (lub będzie, po remoncie) ładne, niby się podoba, jest co pooglądać i oko ucieszyć ale i tak W. zdania nie zmienił aż do wieczora gdy odwiedziliśmy, po kolei: nowootwartą winotekę (porażka, barman sprzedawał wypełnienie kieliszka) i Blues Rock Cafe. I tutaj W. zobaczył pierwsze oznaki życia. Niby ludzie normalnie jedli, pili i rozmawiali ale czuło się tu energię (i 75dB). A jedzenie i picie było wyśmienite, no i kelnerki uśmiechnięte!

Poprzedni
Następny

8 odpowiedzi na Ołomuniec

  1. Krystyna

    Dla mnie to dobra wskazówka – Ołomuniec tylko po sezonie. Im mniej turystów, tym lepiej, byle było gdzie wypić dobrą kawę i zjeść coś smacznego.

    • Erynia

      Sądzę, że dobra kawa się znajdzie, choć akurat w Czechach preferujemy inne trunki 😉 . Dobre jedzenie – bez wątpienia się znajdzie.

  2. Pudelek

    Pojedźcie w grudniu, to będziecie się modlić, aby było “martwe” 😛 W sezonie letnim tam też bywa sporo wycieczek, głównie oczywiście z Polski.

    • Erynia

      Mojemu Chłopu nie dogodzisz! Za dużo turystów – źle, brak turystów – martwe miasto. Foch!

      • W.

        Bez przesady – odczuwalna ‘martwota’ miasta to nie tylko kwestia braku turystów. To się po prostu czuje…

        • Erynia

          Jesteś przeczulony!

        • Pudelek

          Ja tej martwoty nie czułem, wręcz przeciwnie – miałem wrażenie, że nawet boczne uliczki tętniły życiem. O knajpach nie wspominając…

          • Erynia

            W. też zauważył “pierwsze oznaki życia” w knajpach. Całkiem spore oznaki… 😉 A na poważnie, pogoda nie zachęcała do wyjścia (do nich też orkan dotarł), więc ulice były chwilami jak wymarłe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.