browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Cabo Girão i Câmara de Lobos

do galerii Google+

Cabo Girão

Pogoda wciąż była dla nas łaskawa, wróciliśmy więc w okolice niedooglądane. Pierwszym punktem był Cabo Girão (przylądek Girao) – jeden z najwyższych klifów Europy (nigdzie nie znaleźliśmy listy takowych). Widoki stamtąd były oszałamiające (zwłaszcza gdy się stało na szklanej platformie), niemniej wiatr urywający głowę sprawił, że czym prędzej stamtąd zwialiśmy. Miejsce to związane jest legendą o królu Władysławie Warneńczyku. Według Portugalczyków, król nie poległ po Warną a dostał się tureckiej niewoli. Po jakimś czasie z niej zwiał i rozpoczął nowe życie na Maderze jako Henryk Niemiec (Henrique Alemão), a nawet pojął za żonę portugalską szlachciankę. Nie dane mu jednak pożyć w spokoju. Jego statek (wraz z nim) zatonął u brzegu Cabo Girão, gdy wracał z misją od portugalskiego króla. Ciało Henrique Alemão jest pochowane w kościele w miejscowości Madalena do Mar, na południowym wybrzeżu wyspy. Ciekawe, że nikt nie podjął się badań genetycznych…
Tyle dygresji.
linowa 'kolejka górska', Faja Cabo Girão

Faja Cabo Girão


Wracając do Funchal zoczyliśmy jeszcze zjazd na Faja Cabo Girão, ze znakiem kolejki linowej. Niestety nie dane nam było z niej skorzystać – za bardzo wiało – a szkoda, kolejka miała otwarte wagoniki poruszające się prawie pionowo.
Nasyceni pięknymi widokami (przy kolejce był kolejny punkt widokowy), zjechaliśmy do Câmara de Lobos. W. trochę kręcił nosem, bo przecież tam byliśmy, ale Erynia przekonała go, że jeszcze nie wszystko widzieliśmy, a właściwie widzieliśmy tylko przyportową kaplicę (Capela de Nossa Senhora da Conceição)
do galerii Google+

Câmara de Lobos

wybudowaną w 1420r. a w XVIIw. wystrojoną barokowo – w rzeźby i złocenia. Ma także bardzo ładne malowidła na suficie i ścianach. Nie jest to co prawda udowodnione ale możliwe, że jest najstarszą kaplicą na wyspie. Poprzednim razem nie rzuciły nam się w oczy (zalewane deszczem) poukładane w pobliżu drzwi worki z piaskiem, jakby przygotowane do zabezpieczenia przed zalaniem. Zauważyliśmy za to, że parking przy porcie jest darmowy w soboty i niedziele – wykorzystaliśmy to tym razem i po zaparkowaniu wśród łodzi poszliśmy na spacer po przyportowych uliczkach. Były wąskie i nastrojowe. Poza tym widoki na port i ocean były smakowite. Nawet nie zastanawialiśmy się czy szukać punktu, z którego Churchill malował swoje obrazy i uwieczniony został na słynnym zdjęciu.
nietypowe obrazy

nietypowe obrazy

Za to z przyjemnością przeszliśmy się po Rua São João de Deus. Jest to jedna z uliczek starówki ze swoistą atrakcją. Otwory drzwiowe i okienne niezamieszkałych kamienic zakryto płytami pilśniowymi. Na tych płytach ktoś “namalował” postacie popkultury, używając do tego fragmentów puszek po napojach. Był tam i Charlie Chaplin, Churchill, Bob Marley, Che Guevara obok Jezusa, Nelson Mandela i inni. Uliczka prowadzi w kierunku “nowego” kościoła, który oczywiście był zamknięty. Z okolic zamkniętego kościoła wróciliśmy przechodząc obok bardzo ciekawego miejsca zabaw dla dzieci do restauracji,
cataplana

cataplana

w której menu zauważyliśmy wcześniej cataplanę. Tylko się utwierdziliśmy w dobrej opinii o portugalskiej kuchni. Dodatkową atrakcją cataplany były szczypce kraba – oboje jedliśmy je po raz pierwszy i nawet udało nam się je pokruszyć czymś w rodzaju dziadka do orzechów.
Z ciężkim brzuchem opuściliśmy mieścinkę, W. stwierdził przy okazji, że jako że mieliśmy w planach najeść się i opić to plan został wykonany.
 

Podkład muzyczny “Nos Rios Dessa Boca - Utopia”
udostępniony przez archive.org

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.