browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Wieliczka bez kopalni

do galerii Google+

Wieliczka

Kopalnię w Wieliczce już kiedyś widzieliśmy, więc i tym razem skorzystaliśmy z możliwości zakupu zwiedzania kopalni z przewodnikiem rosyjskojęzycznym, i wysłania z nim Daro w czeluście solne. By mieć pewność zakupu biletów, przyjechaliśmy trochę wcześniej i mieliśmy prawie godzinę do wejścia do kopalni. Postanowiliśmy więc pooddychać solanką w tężni solankowej. Świetny pomysł na przyciągnięcie turystów z jednoczesnym wykorzystaniem wód kopalnianych. W. co prawda nie okazywał tego, ale coś go kręciło w nosie – nie potrafił tylko rozpoznać czy jest to ‘niezbyt czysta’ solanka czy też oddawało ‘zapach’ młode jeszcze wypełnienie tarninowe. Na osłodę, w paru miejscach można było załapać się na tęczę (informacja dla “prawdziwych Polaków” – na terenie tężni obowiązuje całkowity zakaz palenia). I w ten to sposób, wrażenia węchowe pokonane zostały przez wrażenia wzrokowe. Obejście tężni wokół (po górnym pasażu) z wejściem na wieżę w sam raz wypełniło nam czas do startu zwiedzania kopalni przez grupę rosyjskojezyczną. Odstawiliśmy więc Daro pod szyb a sami ruszyliśmy na drobny spacer. Pierwszym ciekawym miejscem, widocznym spod kopalni, były zabudowania Zakonu Braci Mniejszych. Wnętrze kościoła wskazywało na bogactwo regionu i co najważniejsze – kościół był otwarty. W pobliżu kwitły już wisterie a i widoki na tężnię solankową były całkiem ładne. Dalej, spacerkiem przeszliśmy w kierunku zamku Żupnego i w Kawiarni Zamek odpoczęliśmy trochę, popijając napoje w celu uzupełnienia płynów – było bardzo gorąco, raczej jak w lipcu a nie w kwietniu. Po drobnym odpoczynku obejrzeliśmy wielicki Rynek, obchodząc go powolnym spacerkiem bez specjalnego zachwytu. Resztę czasu odczekaliśmy leniuchując na trawie w parku przy kopalni, aż do odebrania Daro z drugiego szybu (grupa wyszła szybem Regis). Ciekawostką było to, że nikt nie potrafił nam powiedzieć którędy ta grupa wyjdzie – na szczęście byliśmy we dwoje i mogliśmy obstawić oba wyjścia. Jak już zebraliśmy się wszyscy, to przyszedł czas na wspólne zwiedzenie Zamku Żupnego. Akurat, oprócz wystaw stałych, była bardzo ciekawa wystawa lubelskich bursztynów i obrazów nimi inspirowanymi. Autorką tych ostatnich jest lubelska malarka: Krystyna Rudzka-Przychoda. Bardzo ciekawa była też wystawa wszelkiego typu solniczek.
do galerii Google+

Niepołomice

Tu, uprzedzając uśmiech politowania i duże ziewnięcie, chcielibyśmy nadmienić, że niektóre z tych cacek pochodzą jeszcze z XVI wieku.
Gdy spacerowaliśmy po Wieliczce, rzuciła nam się w oczy reklama giełdy mineralogicznej w królewskim zamku w Niepołomicach. Daleko nie było. Za to oprócz giełdy minerałów, w sali bocznej, na całym podwórcu rozłożył się jarmark ogrodowo-kwiatowy. Można też było spróbować pieczonego oscypka z żurawiną – Daro słodki ser niezbyt smakował. W. za to niespecjalnie przypadła do gustu giełda. Właściwie mineralogiczne były tylko dwa czy trzy stoiska, reszta była tak bardziej ‘jubilerska’.

Poprzedni
Następny

2 odpowiedzi na Wieliczka bez kopalni

  1. MałgosiaW

    A Kopalnia Soli przypadła Daro do gustu?

    • W.

      Jak najbardziej.Chociaż mieliśmy czasami wrażenie, że ilość doznań estetycznych przepełniała pojemność bufora i blokowała możliwość ekspresji. Ile razy można powiedzieć, że…. i nie przekroczyć skali?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.