browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Sozopol

do galerii Picasa

Sozopol - dom ze wspomnień

Pomysł z przejazdem przez Bułgarię był pomysłem W., był tam parę razy w latach 70. ubiegłego wieku, była to dla niego podróż sentymentalna. W drodze do Sozopola wspominał kąpiele na dzikich plażach i wiele sobie po nich obiecywał. O godzinie 3 nad ranem dotarliśmy na miejsce. Jako że pora była nieszczególna, postanowiliśmy przespać się w samochodzie, w jakimś spokojnym miejscu. Okazało się to bardzo trudne. Całe wybrzeże zabudowane hotelami, pensjonatami, apartamentowcami i osiedlami strzeżonymi. W. mógł śmiało śpiewać za Ireną Santor: „już nie ma dzikich plaż…” Rano ochrona wpuściła nas na teren świeżo wybudowanego osiedla. Domki nadal można zakupić w cenie 1000 euro za m2. Wykonanie natomiast było niezbyt zachęcające,
na klifach

apartamenty
za 1000€/m2

miejscami już odpadały detale, czy z murków, czy z fasad. Tuż nad klifem stała sobie rybacka buda, wyglądem niezbyt pasująca do ekskluzywnego otoczenia. W pobliżu parkowały Łady, a przy samej budzie Mercedes. Na morzu pracowało czterech rybaków zaś przy budzie stała kolejna czwórka o wyglądzie nie wskazującym na zainteresowanie intensywną pracą fizyczną: szef odziany na biało (bynajmniej nie kucharz) i trójka mniej wykwintnie odzianych panów z dziarami na szyjach. Panowie intensywnie obserwowali rybaków. Poczuliśmy się nieco niepewnie ale zapytaliśmy szefa czy nie obawia się, że kiedyś mu tę budę wyburzą. Na co on odparł z uśmiechem: „to MOJA ziemia”. Nie dopytywaliśmy czy miał na myśli teren wokół budy czy całe osiedle. Mieliśmy wrażenie, że raczej to drugie…
Następnie udaliśmy się do starego Sozopola sprawdzić czy dom w którym W. mieszkał 33 lata temu jeszcze istnieje. Otóż istnieje i zamieszkaliśmy tam nawet. Właścicielka – Maria – co prawda już się odrobinę w latach posunęła, i nie pamiętała go po tylu latach, ale odżyła gdy zechcieliśmy wynająć pokój – ten sam co przed trzydziestu laty. Byliśmy pierwszymi od paru lat turystami, którzy u niej mieszkali jak wynikało z księgi gości. Ale i nie ma się czemu dziwić, gdy oglądaliśmy oferty wiszące na bramach domów to mózg się lasował: Internet, sauna nawet basen w ogródku…, a u niej stary dobry standard z lat 70. Co prawda mieliśmy już wstępnie umówiony apartament na plaży, z lepszymi warunkami, ale sentymenty zwyciężyły (no może nie tylko – było również taniej!). Poza tym zapamiętana gościnność przetrwała i jedną z kolacji przyrządziła Maria.
Idzie, idzie, wypluł

kryle/krewetki czyli idzie, idzie, wypluł

Wspomnienia, które doprowadziły nas do starego Sozopola pozwoliły W. zniesmaczyć się zmianami. Tam gdzie dawniej były pola teraz pojawił się cały nowy Sozopol, tam gdzie były klify są apartamentowce, a tam gdzie dawniej były kebabcze, kiufte (W. mówił tuftety – jako roztuptane kebabczety, były płaskie, a nie wałeczkowate) i „idzie, idzie wypluł” – nie był nic!!! Nikt nawet nie pamiętał co to jest. Właściwie „idzie, idzie wypluł” znaleźliśmy w ostatni dzień – były zimne i sprzedawane z plastikowego pudła. A dawniej przy porcie zawsze można było kupić krewetki – świeżo pieczone (lub gotowane – tu pamięć zawiodła, W. i jego mama pamiętali, że były pieczone, a Maria upierała się, że zawsze były gotowane). A pieczone kebabcze(ty) i kiufte(ty) można było kupić prosto z grilla w co najmniej paru miejscach miasta, i przy każdej plaży. A teraz – pizza, kebaby (nie mylić z kebabcze) i nic do jedzenia. Nawet owoce morza były mrożone – chyba chińskie. Jedno wielkie targowisko pełne ludzi na ulicach zniechęcało do spacerów. Na szczęście tłumy pałętały się tylko po obrzeżach miasta. Jedno co nie zawiodło to bułgarska ceramika.
na targu

bułgarska ceramika zachwyca

Chociaż część wzorów nabrała już jarmarcznego kolorytu to było w czym wybierać i można było znaleźć piękne wyroby w starym stylu. W kwesti „starego stylu” można dodać jeszcze opis sklepów z antykami. Oprócz malarstwa, monet, wszelakich wyrobów sztuki użytkowej, w każdym można było znaleźć niemały dział pamiątek po Hitlerze. Po zakwaterowaniu się i kąpieli, poszliśmy pooglądać stary Sozopol. Stwierdziliśmy, że w głębi jest spokojniej i można odetchnąć od tłumów na targu i przy porcie. Po powrocie postanowiliśmy następne dwa dni przeznaczyć na zwiedzanie okolicy, a w trzecim mieliśmy zamiar plażować. Niestety skończyło się na zamiarze gdyż morze się nieco rozhulało.
Morze Czarne

Morze Czarne

Pływania nie było, za to udaliśmy się na skałki gdyż W. postanowił nazbierać trochę kamieni – do masażu. W czasie gdy zajął się zbieraniem, Erynia weszła do wody – tak po kostki. Bułgarzy zaczęli coś do nas wołać. W jednej chwili poszła fala, a my staliśmy zanurzeni w wodzie prawie po pas z trudem utrzymując równowagę, a za plecami były skałki… No tak, nie mieliśmy kąpieli w Morzu Czarnym za to Morze Czarne skąpało nas.
 

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.