browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Nowy Wiśnicz – Muzea

do albumu zdjęć

Nowy Wiśnicz

Nie samym zamkiem Nowy Wiśnicz stoi.
W 1616 roku, król Zygmunt III Waza zezwolił Stanisławowi Lubomirskiemu od nowa lokować na prawie niemieckim miasto pod zamkiem Wiśnicz. Pomimo przywilejów jarmarcznych i prawa składu, miasto zaludniało się bardzo powoli. Komu chciało by się opuszczać pobliską, z dawna zasiedloną Bochnię? A w pobliżu znajdowało się jeszcze miasto – Lipnica Murowana. Dopiero gdy książę obiecał wolniznę oraz darmowe drewno z królewskich lasów na budowę domów, chętni się znaleźli. Ci chętni pobudowali drewniane domy, z piękną ciesielką oraz Rynek z podcieniami. To te domy, już nie tak piękne w XIX wieku, spaliły się doszczętnie w lipcu 1863r. Zainteresowanych informujemy, że fakt ten nie miał nic wspólnego z powstaniem styczniowym za to dużo z letnią kanikułą – bardzo gorącą i suchą. Domy zachowały się w pamięci między innymi dzięki szkicom Jana Matejki, który często w Wiśniczu gościł. Najpierw bywał tu u przyjaciół a później z powodów rodzinnych – stąd pochodziła jego żona Teodora z Giebułtowskich. Relacje Jana-artysty z zazdrosną, temperamentną i słynącą z robienia awantur żoną (przezywaną przez znajomych Ksantypą…) oraz osobistym sekretarzem mistrza Marianem Gorzkowskim, nienawidzącym Teodory, mogłyby posłużyć za gotowy scenariusz do filmu. Nie będziemy jednak tego sugerować, bojąc się patriotyczno-łzawego gniotu, jaki z tego mogliby zrobić polscy reżyserowie… Z drugiej strony obraz kochającej i kochanej kobiety, co można by wyczytać z ich listów, mógł być skrzywiony przez Mariana Gorzkowskiego, który zazdrosny o Matejkę nienawidził szczerze konkurentki zabierającej czas Mistrzowi.
Koryznówka

Koryznówka

To i wiele innych ciekawostek poznaliśmy w stojącym nieopodal zamku dworku Koryznówka należącym do rodziny Serafińskich, zaprzyjaźnionych a nawet spowinowaconych z Matejką – siostra Teodory wyszła za mąż za Leonarda Serafińskiego. Jedna z ich córek, Stanisława, pozowała artyście jako sześcioletnie dziecko, do obrazu: Jan Kochanowski nad zwłokami Urszulki. Pozowanie musiało dziewczynce wryć się w pamięć, albowiem przez cały czas malowania leżała w trumnie… Równie interesujące – choćby w efektach – okazało się pozowanie do portretu Kasztelanki. Mianowicie Matejko “zapomniał” poinformować kurującą się u wód żonę, że pozowanie zaproponował jej siostrzenicy, malując przy okazji na jej palcu jej pierścionek zaręczynowy… Gdy po wcześniejszym powrocie Teodora zorientowała się w czym rzecz, z wściekłości zniszczyła swój portret w sukni ślubnej. W. takie postępowanie ani męża ani żony w najmniejszym stopniu nie zdziwiło – co z kolei zdziwiło przewodniczkę. Czyżby lepiej znał kobiety od kobiety? Przecież to normalne (według W.), że żaden mężczyzna przy zdrowych zmysłach nie narazi się kobiecie, która dotychczas pozowała do wszystkich malowanych przez niego portretów, mówiąc jej że tym razem pozować będzie “inna”. A żona (według W.) – zareagowała standardowo. Janowi udało się uratować “Kasztelankę” (kopia wygląda tak) przed uczuciami połowicy, wybiegiem. Obciął cztery rogi obrazu i wmówił żonie, że reszta spłonęła. Możliwe że ‘zapeszył’ bo w czasie II wojny światowej obraz był w miejscu które spłonęło. Ponieważ nie można ustalić czy sam obraz też spłonął to uznano go za zaginiony – i taki pozostaje do dziś (jednak w bazie strat wojennych MKiDN go nie ma). Twarz Kasztelanki wylądowała na przedwojennej pięciozłotówce, a dziesięć lat później na banknocie okupacyjnym o tym samym nominale acz dużo niższej sile nabywczej. Tych czasów modelka szczęśliwie nie dożyła. Sama Stanisława latami pisała pamiętniki, które stały się nie tylko podstawą biografii Matejki, ale również kroniką życia w dziewiętnastowiecznej Małopolsce.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że Matejko już w młodości był jednym z bardzo znanych i cenionych twórców w Europie – złoty medal Salonu Paryskiego, złoty medal na Wystawie powszechnej w Paryżu, liczne zagraniczne wystawy, powszechne uznanie. Gdy zmarł, jego nekrolog wydrukowały gazety w trzydziestu ośmiu krajach. Co się stało, że obecnie poza Polską pozostaje praktycznie nieznany? Otóż Polska niepodległa chciała odwdzięczyć się Mistrzowi, odkupując obrazy z rąk zagranicznych właścicieli i sprowadzając je do Polski – udało jej się. W rezultacie gros kolekcji jest w kraju, część pozostała we Lwowie. Gdy po drugiej wojnie nastała moda na dziewiętnastowiecznych twórców, nazwisko Matejko – nieobecne w zachodnich galeriach – nie mówiło wiele specjalistom i koneserom sztuki. A to że żelazna kurtyna nie sprzyjała swobodnym podróżom, również nie pomogło. No cóż, intencje były chwalebne, wyszło jak zwykle…
A Koryznówka? – budynek ciągle należy do potomków Serafińskich i wciąż jest zamieszkany. Kolejni właściciele dbali o pamiątki po Matejce ale drewniany dom podupadał i wymagał remontu i to w czasach, gdy “załatwienie” kilograma gwoździ wymagało
prof.Wiktor Zin

prof.Wiktor Zin

nie lada ekwilibrystyki nie mówiąc już o pieniądzach, których zawsze brak. I tu pojawił się na scenie prof.Wiktor Zin, ówczesny generalny konserwator zabytków w randze wiceministra kultury i sztuki. Zdając sobie sprawę z wartości drewnianych zabytków, tak często lekceważonych przez jego poprzedników, jak i konieczności zachowania spuścizny po Artyście dopomógł rodzinie “załatwiając to i owo”. Muzeum otwarto w 1981r. udostępniając dla zwiedzających trzy małe salki z pamiątkami zarówno po Matejce jak i samej Stanisławie Serafińskiej. Co ciekawe, właściciele nie pobierają od państwa ani grosza za wynajem pomieszczeń. Wprowadzili jednak pewne ograniczenia: czas otwarcia, zwiedzanie obowiązkowo z przewodnikiem (zatrudnionym przez muzeum w Tarnowie) – przewodniczka była skarbnicą wiedzy i ciekawostek. Rozmawialiśmy długo i ciekawie siedząc jeszcze na ganku przed zwiedzaniem, a opowieści wewnątrz przeciągnęły się aż do ‘końca czasu zwiedzania’. Najboleśniejszym dla nas był zakaz robienia zdjęć wnętrz – prawo właściciela, ale w sieci nic nie ginie.
Na nasze szczęście właściciel dał znać przewodniczce,
do albumu zdjęć

Muzea Wiśnicza

że ‘już czas’ bo nie zdążylibyśmy do Muzeum Ziemi Wiśnickiej. I tak musieliśmy zastukać do drzwi bo Pani Kustosz już zamykała drzwi. Jako że było jeszcze parę minut do oficjalnego zamknięcia to zgodziła się jeszcze wpuścić nas na te parę minut – naiwna! W efekcie nie dość że zamknięcie muzeum znacznie się opóźniło to jeszcze zaprosiła do rozmowy swoją córkę, która zajmuje się opracowywaniem wiedzy o kirkucie Wiśnickim i mieszkających w Wiśniczu Żydach. A rozmawiać było o czym. Co prawda parę lat temu ‘nowe władze miasta’ postanowiły zmienić dyrektora muzeum – degradując przy tym ówczesną dyrektor do kustosza, przez co muzeum ma dużo przestrzeni (pustej) ale za to magazyny są pełne. Co zrobić – nowy dyrektor lubi przestrzeń, i to jest jedyna ciekawa o nim informacja. Za to z informacji udzielonych przez Panią Dyrektor (ups! Kustosz) można by napisać książkę. Jej namiastką mogły by być Zapiski Muzealne Zamku Kmitów i Lubomirskich w Wiśniczu w zamiarze periodyk. Niestety nie wygląda na to by pojawiły się kolejne tomy. A byłoby co opisywać bo każdy z eksponatów otwierał drzwi do innego świata. A to obrazy – do wielu mieszkających tu i tworzących malarzy, a to witraże – do historii kościoła, a to ceramika – do liceum plastycznego, a to armata – do zamku, a to judaika – do tragicznych losów wiśnickich Żydów i kirkutu. A kirkut był duży, bogaty i niedaleko, tak że po drobnym spacerze po centrum miasta i odwiedzeniu kościoła (niestety był pogrzeb i raczej nie należało się po nim pałętać) szybko
do albumu zdjęć

Wiśnicki kirkut

zaczęliśmy wędrówkę wśród macew. Co prawda miejscami podmokły teren i zachodzące słońce nie były nam sprzymierzeńcami ale i tak atmosfera tego miejsca przyciąga. W. upolował nawet (aparatem) dwie sarny. Niestety i tutaj pojawili się debile niszczący farbą nagrobki. Na szczęście nie byli zbyt “pracowici”. Może by tak skierować ich na parę dni do pobliskiego więzienia o zaostrzonym rygorze, od ponad dwustu lat zajmującego budynki po dawnym klasztorze Karmelitów Bosych.

poprzedni
następny

2 odpowiedzi na Nowy Wiśnicz – Muzea

  1. Renata J.

    Wysyłam Państwu link do inscenizacji którą zorganizowałam wspólnie z grupą rekonstrukcyjną SRH “Najemnicy Bocheńscy” w 2015 roku. Link do inscenizacji “Nowy Wiśnicz w czasach okupacji niemieckiej”. https://www.youtube.com/watch?v=IDMrsoF72Ps
    W tej inscenizacji brali udział mieszkańcy Wiśnicza zaprzyjaźnieni z muzeum oraz rekonstruktorzy. Inscenizację zorganizowano bez nakładów finansowych, dzięki pasji wielu osób.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *