browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Nesebar i Pomorie

do galerii Picasa

Neseber i Pomorie

Kolejnym punktem podróży był Nesebyr (W. mówi Neseber, a sami Bułgarzy nazwę tłumaczą z cyrylicy jako Nesebar), zwany bułgarskim Dubrownikiem. Miejsce piękne, i naszym zdaniem warte zobaczenia, pomimo dzikich tłumów i straganów zastawiających zabytki. Praktycznie nie daje się obejrzeć oryginalnych fasad budynków – całe miasto obrosło straganami. Na szczęście ktoś pomyślał i zabronił zastawiania straganami ścian zabytkowych cerkwi. Przynajmniej tyle. Tylko dzięki naszemu szczęściu, cierpliwości i samozaparciu mogliśmy zrobić parę zdjęć pokazujących architekturę a nie tłumy przy straganach. Ciekawym, skopiowanym ze średniowiecza, rozwiązaniem jest szlaban przy wjeździe do miasta. Jedynie samochody z przepustkami mogą przezeń przejechać. My oczywiście nie zamierzaliśmy płacić za parking przy molo, więc samochód zostawiliśmy na Nowym Mieście i przespacerowaliśmy się przez mierzeję fotografując panoramy. Spacer przyniósł nam dodatkowe korzyści. Po drodze zoczyliśmy sklepik z alkoholami gdzie pokazano nam wino, które zdobyło (jakąś) nagrodę. W drodze powrotnej wstąpiliśmy tam na zakupy! A w Starym Nesebyrze to już standardowo: muzeum przy szlabanie, uliczki, uliczki, cerkwie, uliczki, cerkwie… i zachwyt nad miejscem, które mimo turystów nie straciło uroku.
kurhan tracki

kurhan tracki

W. pamiętał sprzed lat bardziej zrujnowane zabytki. Na szczęście Bułgarzy potrafili zadbać o własne dziedzictwo, i potrafią je sprzedać!!!. No może oprócz jedzenia. Znowu spróbowaliśmy zjeść owoce morza i znowu, mimo trochę lepszego podania, było to przednie świństwo zrobione z (chyba) chińskich mrożonek.
Pomorie zahaczyliśmy dwa razy. Jadąc do Nesebyru zatrzymaliśmy się przy tablicy reklamującej tracki kurhan z IIw.n.e. i poszliśmy go zwiedzić. Droga wysadzana była ciekawymi krzakami. Gałęzie miały w długich prostych igłach a owoce wyglądały jak małe limonki. W. oczywiście musiał je zerwać. Obsadzenie drogi ‚takimi’ krzewami miało swoje uzasadnienie, za krzakami była winnica i plantacja kiwi.

lokalizacja kurhanu trackiego

Na drogę powrotną zostawiliśmy sobie samo miasto, lecznicze błota i muzeum soli. Miasto nie jest zbyt urodziwe, a jako, że nie jest również zbyt dobrze oznakowane, zamiast przed muzeum, wylądowaliśmy przed szpitalem.
taki wyjdziesz z tego szpitala

taki wyjdziesz z tego szpitala

Tam, powaliła nas ekstraordynaryjnej urody statua… Do tej pory zastanawiamy się co artysta mógł mieć na myśli. Po tej próbie „koniec języka za przewodnika” i dojechaliśmy do celu. Muzeum soli było już zamknięte, ale obejrzeliśmy sobie jezioro Pomorie – rezerwat przyrody i po sąsiedzku lecznicze błota. W błotkach taplała się pięknie opalona Bułgarka od której W. nie mógł oderwać wzroku. Potem tłumaczył, że zastanawiał się jak ona się z tych błot umyje. W pobliżu nie ma bowiem żadnej bieżącej wody a a jedyna toaleta była zamknięta na głucho.
 
Po powrocie z wycieczki zostaliśmy zaproszeni przez Marię na kolację – pieczone ryby z winem. Wieczorem z przyjemnością pokazywaliśmy Marii nasze zdjęcia z Grecji. Jej rodzina się z tamtąd wywodziła i sprawiliśmy jej tymi zdjęciami dużo radości.
 

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.