browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

kajakiem po Wigrach

do galerii Picasa

Wigry

Być na Suwalszczyźnie i nie być na Wigrach to wstyd i hańba. Toteż i nas tam poniosło. Po zwiedzeniu klasztoru, a właściwie ‚ośrodka wypoczynkowego’, poszliśmy obejrzeć kościół i katakumby. W połowie lat 70. można tam było jeszcze zobaczyć autentyczne szczątki mnichów, i to za darmo. A teraz… śmiech pusty w zapusty, a na dodatek płatne.
Pod klasztorem przemiły Pan produkujący i sprzedający ozdoby z koralików rozpoznał w nas ‚bezbłędnie’ lekarza i nauczycielkę, (niedokładnie! – chociaż ‚trochę’ w tym było racji).
 
kajakiem po Wigrach

kajakiem po Wigrach

No i przyszedł czas na kajak. Pogoda była ‚taka sobie’ ale i słoneczko się pojawiło. Tyle, że w pamięci pozostało wspomnienie: płynięcia zawsze pod wiatr – w obie strony (nie wiemy jak to możliwe), tęsknoty za jachtami – to byłaby frajda!, i, u Erynii, tęsknota za opuszczeniem kajaka w kierunku suchego lądu. Znaleźliśmy taki w połowie drogi i nawet co nie co posuszyliśmy ubranka, a pomoczyli ciała. W międzyczasie pokonwersowaliśmy z parą łabędzi, na szczęście nie były zbyt rozmowne, może dlatego, że nieme, choć syczały całkiem nieźle.
 
Po około 4. godzinach pływania słonko pozostawiło na nas swe ślady, a rączki zaczęły odmawiać posłuszeństwa więc oddaliśmy kajak i brzegiem jeziora wróciliśmy na kwaterę. Po drodze zoczyć można parę ciekawych, fotograficznie – i nie tylko, miejsc. W Rosochatym Rogu nie załapaliśmy się na wędzone ryby za to widoki na Wigry były urocze.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.