browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Dolina Róż i Szipka

do galerii Picasa

przez Bułgarię

W końcu musieliśmy opuścić Bułgarię, ale nie bylibyśmy sobą gdybyśmy o coś nie zahaczyli po drodze. I tak wylądowaliśmy w Kazanłyku – stolicy Doliny Róż i Doliny Trackich Królów. Po drodze spotkaliśmy się z jedynymi w trasie wypadkami. Jeden, czołowy, jakby oba wozy na skrzyżowaniu chciały skręcić w lewo i zrobiły to szybko i stanowczo spotykając się na środku. Drugi znacznie groźniejszy. Nawet nie wiemy kto z kim i jak. Policja kazała szybko przejeżdzać mimo i przez to nawet nie zdążyliśmy zrobić zdjęć slamsów pobudowanych z suszonej na słońcu cegły. Nie będę opisywać samego miasta, bo nie mieliśmy czasu na dłuższe zwiedzanie. Zaczęliśmy od muzeum ‘Iskra’ – tam znajduje się spora część artefaktów z grobowców trackich i wykopalisk Seuthopolis. Niestety, nie można tam robić zdjęć – a szkoda. Następnie udaliśmy się do Muzeum Róż gdzie, między innymi, zgromadzona jest stara ‘aparatura’ i tu W. znowu poczuł się jak w zawodowym raju i zaczęło go nosić… Zaczął zadawać podejrzanie dużo pytań dotyczących technologii pozyskiwania olejku różanego. Gdy w odpowiedzi usłyszał hasło ‘destylacja z parą wodną’ szeroko się uśmiechnął. Ja już wiem co oznacza TEN uśmiech… Poza tym, jedna z przewodniczek biegle mówiła po francusku i tu Erynia miałam frajdę. Dziwnym trafem róża damasceńska pachnie dość podobnie do naszej poczciwej rosa rugosa, nie znali jej jednak. Dowiedzieliśmy się też, między innymi, że oryginalny olejek kosztuje 6000€/kg a to co jest sprzedawane na wybrzeżu turystom jest albo olejkiem sztucznym, albo roztworem 0,05%. Po zwiedzaniu pojechaliśmy na Szipkę by po drodze pooglądać kurhany, z których artefakty widzieliśmy już w muzeum ‘Iskra’. Otwarty był tylko jeden, będący grobowcem trackiego króla, którego złotą maskę pośmiertną (kopię) oglądaliśmy w muzeum. Niestety w tym kurhanie obowiązywał zakaz fotografowania wnętrza. Po jego obejrzeniu – był znacznie mniejszy od tego w Pomorie, zaczęliśmy się zastanawiać czy sprytni Bułgarzy nie zbudowali sobie kurhanu w Pomorie kilka lat temu i nie zarabiają na nim: w roku 100 000 ludzi * 2 Lewa, a jako koszty – jeden cieć i Toi-Toi-ka.
Po obejrzeniu kurhanu ruszyliśmy w dalszą drogę i wylądowaliśmy w Szipce. Tam znajduje się piękna cerkiew wotywna zbudowana w 1902 roku przez Rosjan, dla upamiętnienia ofiar wojny rosyjsko-tureckiej. Na marmurowych tablicach z nazwiskami poległych można się doszukać wielu polskich nazwisk pisanych, rzecz jasna, cyrylicą. Znacznie większą frajdę Erynia sprawiła W. rzutem oka na menu w bufecie przycerkiewnym. KEBABCZE!!! Przedostatnia z potraw, której brakowało mu w Bułgarii. Ostatnią był kaszkawał – ser – bywał w sałatkach, nie było go w sklepach, a jak był to “Made in Germany”. Znaleźliśmy go dopiero w Rumunii. Barman wytłumaczył czym się różnią kebabcze od kiufte (te drugie oprócz mięsa mają w środku jeszcze tłuszcz).
Szipka

Szipka

Powiedział również, że mięso jest na pewno świeże, bo bierze je od znajomego, a jak by było niedobre “to siekierą”. Jednym minusem tych kebabcze było to, że były z wieprzowiny, 30 lat temu były wyłącznie baranie!!! Kebabcze były po 1 Lewa za sztukę, zjedliśmy więc po 5 sztuk i lżejsi na duszy a ciężcy trochę niżej pojechaliśmy w kierunku Ruse. Dotarliśmy tam około 22, minęliśmy kolejkę TIRów i w 5 minut przelecieliśmy granicę, wliczając w to przejazd przez most nad Dunajem (niestety było już ciemno). Trochę więcej trwało tankowanie i zakup roviniety (6min).
 

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.