browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Oliwa i Gdynia

do albumu zdjęć

Katedra Oliwska

Dzień rozpoczęliśmy od wizyty w Katedrze Oliwskiej, by zobaczyć TE organy. Trafiliśmy już na końcówkę mszy, więc doczekaliśmy do końca, mając przy okazji darmowy minikoncert odegrany jako ostatni utwór na wyjście z kościoła. Tak, te organy zdecydowanie warto było obejrzeć, a i warto byłoby trafić na jakiś koncert. Podobno większe koncerty odbywają się końcem sierpnia. Ale nie tylko organy są interesujące w tym przybytku kościelnym. Interesująca jest i historia tego miejsca zaczynająca się w XIIw. i obfitująca w rabunki, zniszczenia i odbudowy za pieniądze władców (krwawo ściągane z najbiedniejszych).
Bazylika archikatedralna w Gdańsku-Oliwie

Bazylika Oliwska

Wartości historyczne (raczej budowlane niż niszczycielskie) zostały docenione i wpisano Zespół Pocystersko-katedralny na listę Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Teoretycznie na tym miała się zakończyć wizyta w Oliwie, ale że za katedrą był pięknie utrzymany stary park z muzeum etnograficznym, a przed nim jarmark z wyrobami rękodzielniczymi ze stoiskami dla roślino- i mięso-żerców. My skorzystaliśmy z tej drugiej opcji a później z muzeum. W muzeum, na wstępie zachwyciła nas cena biletu: złotówka w niedziele wolne od handlu. Równie interesująca była wystawa czasowa, gdyż była poświęcona dźwiękom i ich znaczeniom – od tych pierwotnych, aż po muzykę folklorystyczną i jej interpretacje w muzyce klasycznej i współczesnej. Można było zobaczyć jak powstaje i, przede wszystkim, posłuchać jak brzmi. Przy okazji wystawy, w dni wolne, można się jeszcze załapać na jogę, mantry, koncert mis i gongów. Trochę nie nasze klimaty, ale może w przyszłości… Skorzystaliśmy za to z innej sugestii pani muzealniczki, która poleciła nam spacer do punktu widokowego na wzgórzu Pachołek. Całe podejście jest odnowione, wygodne schody w lesie, przy okazji parę stanowisk z drabinkami do ćwiczeń. Z punktu rozciąga się widok na Gdańsk. Po takim wstępie, mogliśmy wsiąść do samochodu i przejechać do Gdyni. Co prawda W. miał szczery zamiar zaparkować gdzieś w okolicy nabrzeża, ale ciut mu nie wyszło – okolica była upakowana autami, w efekcie czego wylądowaliśmy na Kamiennej Górze. Tam jest utwardzany placyk służący za parking dla lokalnych, więc i my skorzystaliśmy.
Karol Olgierd Borchardt

K.O.Borchardt

Przy okazji zobaczyliśmy dom, w którym lata temu mieszkał kapitan żeglugi wielkiej K.O.Borchardt. Przy okazji załapaliśmy się widok na Gdynię, jej port i nasz następny cel: Dar Pomorza, zwany również Białą Fregatą. Po wizycie w minimuzeum ratowników morskich w Bretanii, nie mogliśmy sobie tego odpuścić. Na statku była wyznaczona jednokierunkowa trasa, audioprzewodnik sam podpowiadał kolejne miejsca.
do albumu zdjęć

Dar Pomorza

Gdy usłyszeliśmy, że na dziobie najważniejszym urządzeniem był kabestan do opuszczania i podnoszenia kotwicy, nie mogliśmy się nie uśmiać, przypominając sobie słynną akcję z handszpakami na szkolnym statku “Lwów” (poprzedniku Daru Pomorza), pięknie opisaną zresztą przez autora samego zdarzenia w “Znaczy Kapitanie“. Kto czytał książkę, ten wie! – kto nie czytał powinien! (Erynia, przy każdej nadarzającej się okazji, “dręczy” W. cytatami z tej książki. Z drugiej strony, może dzięki przesłaniu tej książki idziemy wspólną drogą).
do albumu zdjęć

Porty Gdyni

Po Darze Pomorza, daliśmy się jeszcze namówić na rejs statkiem wycieczkowym po gdyńskim porcie przeładunkowym i wojennym oraz stoczniach. Słysząc co nieco o szybkości budowania statków dla Polskiej Marynarki Wojennej trochę dziwiliśmy się ilości stojących przy nabrzeżu jednostek, fakt raczej małych. Czekając na sam rejs wycieczkowy obeszliśmy cypel. Przy nabrzeżu był zacumowany statek który ze względu na widoczne wyposażenie zainteresował W. Był(a) to SD Victoria – rzeczywiście, ciekawy statek.
Z Trójmiasta wyjechaliśmy z niedosytem i ze świadomością, że jeszcze sporo rzeczy zostało tam do dooglądania, ale czego się można spodziewać po dwóch dniach odwiedzin, na dodatek z parugodzinnym dojazdem w jedną stronę – a i wrócić trzeba było.

poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *