browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Praga

do galerii Picasa

Praga

Firma wysłała W. na delegację w okolice Pragi. Erynia aż zawyła z nadziei na odwiedzenie stolicy Czechów. Nie można jej było zawieść. Wyjechaliśmy w czwartek tak by ‘obowiązki’ załatwić w piątek i weekend mieć na zwiedzanie. Oczywiście nie obyło się bez przygód na starcie. Po przejechaniu 50km zaczęło lekko padać a wycieraczki odmówiły posłuszeństwa. Sprawdziliśmy bezpieczniki, były w porządku a wycieraczki nie działały. No to powrót do firmy i po drobnych przebojach z wymianą samochodu służbowego, w drogę – z parugodzinnym opóźnieniem. (po powrocie okazało się, że tym samochodem nie mogą jeździć osoby wysokie, bo jak ktoś ma za długie nogi to rozłącza „kabelek od wycieraczek” – paranoja!). Po dotarciu do Pragi zakwaterowaliśmy się w hotelu Fortuna Luna bez problemu mimo późnej nocy. Standard akademika dla mniej wymagających studentów – dla nas ważne było, że było czysto, było tanio, była ciepła woda w prysznicu (łazienka na dwa pokoje – drugi był pusty) i rano śniadanie w postaci szwedzkiego stołu. Dodatkowo kilkaset metrów do stacji metra i bezpłatny parking – cóż trzeba więcej. Rankiem w piątek W. do roboty a Erynia w trasę. Zaczęła od początku, czyli od Wyszehradu. To tu, według legendy miała znajdować się siedziba legendarnego czeskiego władcy Kroka, którego córka Libusza miała sen, według którego należało w pobliskich lasach odnaleźć człowieka, który ciosał właśnie próg do swojego domu i w tym miejscu wznieść nowe miasto. Sen spełnił się, a miasto otrzymało nazwę „próg”, po czesku Praha. W rzeczywistości wzgórze stało się drugą, obok Hradczan siedzibą czeskich władców w X wieku. Bardzo miłe miejsce do spacerów. No, może poza momentami pogrzebów zasłużonych obywateli – katedra św. Piotra i Pawła oraz pobliski cmentarz były nie dość, że pełne ludzi, to jeszcze obstawione wozami transmisyjnymi. Skończyło się spokojne zwiedzanie.
Z Wyszehradu, Erynia zeszła schodami nad Wełtawę, i bulwarami przeszła na Nowe Miasto, gdzie spotkała W. nie bez problemów na Moście Legii.
Pomnik pamięci ofiar komunizmu

Pomnik pamięci ofiar komunizmu

Bardzo ciekawy most, z zejściami na Střelecký ostrov. Też piękny, nie tylko Mostem Karola Praga stoi. Po przejściu mostu poszliśmy dalej i W. dostał amoku – trafił na sklep powroźniczy. Czegoś takiego w Polsce nie widzieliśmy, i to prawie w centrum stolicy!
Na końcu ulicy stoi pomnik ofiar komunizmu… przy którym bawią się dzieci. Dalej ukwieconym bulwarem do kolejki na Petřín, a tam W. oszalał w różanym ogrodzie. Róże były takimi pięknymi modelkami… Spacer via Loreta na Hradczany to był właściwie relaks. Miasta opisywać nie będziemy – opisy można znaleźć w przewodnikach nas interesują ciekawostki, jak na przykład kościół przerobiony na hotel Questenberk, czy przeważający wśród turystów język dalekowschodni, chyba koreański, z pełnym przekrojem wiekowym. A na Moście Karola to już wprost było ‘jak w Azji’. Ciekawym był również, preferowany przez niektórych, sposób zwiedzania Pragi na segway’ach. Po obejrzeniu Katedry św.Wita (z zewnątrz bo była w remoncie) zaciekawiła nas Zlatá ulička u Daliborky, domki małe ale nastrój jakby uciekł przed turystami, a i tak, ze względu na porę, było ich niewielu. Ponieważ zaczął się zbliżać się zmierzch przyszła pora na ‘maleńkie co nie co’. Erynia zoczyła podczas spaceru po bulwarze, nadrzeczną restaurację z wyśmienitym (jak zazwyczaj w Czechach) jedzeniem i piwem. A i nastrój był wyśmienity… choć trochę nas zniechęciło palące papierosy małżeństwo i kelner. który chciał „już” zamykać restaurację. Co chwila wychodził ‘na bok’ i lekko pociągał. Liczył długo rachunek i było widać, że dolicza ile może. Nie chcieliśmy robić awantury szczególnie, ze w sumie było tanio a kelner był sympatyczny. Dopiero w hotelu przeliczyliśmy rachunek. Kelner przy dodawaniu pomylił się na swoja niekorzyść więcej niż doliczył (nieprawdziwie) do rachunku. Tym razem „Ten Na Górze” raczej był sprawiedliwy, niż opiekuńczy. Rankiem, śniadanko i dalej w trasę. Tym razem czekało na nas Vaclavske namesti. Warte każdego kroku – tyle detali architektonicznych. Przy Kinie Lucerna pod „odwróconym koniem” posmakowaliśmy gorącej czekolady, dobra była. Wiele słyszeliśmy o praskiej dzielnicy Žižkov. Że ciekawa architektura, wieża telewizyjna, spokój, cisza, brak tłumu turystów, uprzejmi ludzie i restauracyjki ze świetnymi i tanimi czeskimi potrawami i piwem. Wszystko to prawda, szczególnie TE restauracyjki na Bořivojovej. Są nie do opanowania. W każdej dobre jedzonko, w każdej dobre piwo i tak od jednej do drugiej można paść na cztery łapy i dalej, dalej, dalej… Hostinec u Vodoucha, który był pod koniec naszej trasy, oglądaliśmy jeszcze świadomym okiem tylko dzięki dużej samokontroli. A w restauracyjkach jest tak dobra atmosfera, że nawet psy, przychodzące z gośćmi, czuły się tam ‚jak u siebie w domu’. Nie sposób tu nie wspomnieć wyśmienitej restauracji U Mariánského Obrazu. I jeszcze jedna ciekawostka – wszystkie Potraviny, małe sklepiki ogólnospożywcze – są opanowane przez Wietnamczyków lub Koreańczyków. Kolega Czech opowiedział nam, że Supermarkety wykończyły Czeskie firmy handlowe. Sklepy zaczęły padać, i tu pojawili się azjaci. Wykupili padające sklepy i stworzyli, pod stara marką, firmy rodzinne. Im się opłaca.
targ na Žižkov(ie)

targ na Žižkov(ie)

Przy okazji trafiliśmy na bardzo ciekawy targ spożywczy na náměstí Jiřího z Lobkovic. Niestety akurat był szabas i pięknie zachowany cmentarz żydowski mogliśmy obejrzeć tylko przez płot. Następnego dnia postanowiliśmy odwiedzić Josefov, z Synagogą Hiszpańską, a po zwiedzaniu – szybko na Žižkov, pojeść (niestety bez piwa) i wracamy do Polski

2 odpowiedzi na Praga

  1. W.

    Dziękujemy
    W.

  2. Asia | Byłem tu. Tony Halik.

    Uwielbiam Pragę. To jedno z najpiękniejszych miast świata. I najprzyjemniejszych. A o targu spożywczym na moim ulubionym Žižkovie nic nie wiedziałam. Dzięki za tę cenną informację.
    Mogę się zrewanżować relacją z targów kulinarnych w Sao Paulo – który opublikowałam kilka dni temu 🙂

    Pozdrawiam, A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.