browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

wulkany, błota i Teodozja

cmentarz w Kerczu

Ograniczeni czasem, chcąc obejrzeć wulkany błotne, nie zobaczyliśmy innych atrakcji Kerczu, coś za coś. Prawie prosto z Kerczu pojechaliśmy do Bułganackiej Grupy Wulkanicznej (tak brzmi ich oficjalna nazwa) a chociaż znajduje się ona kilka kilometrów od Kerczu, obok wsi Bondarenkowo z braku drogowskazów jechaliśmy nieco „na czuja”. Zaraz za Kerczem przejechaliśmy cmentarz pełen świeżych grobów. Czyżby cholera?
 
do galerii Picasa

Wulkany, błota i Czokrak

GPS nie był specjalnie przydatny, zwłaszcza że sami dokładnie nie wiedzieliśmy gdzie miały być te wulkany, a i dróg specjalnie nie było widać. Na szczęście miejscowi bardzo uprzejmie pokazali nam właściwy kierunek, a nawet jeden z nich biegł na przełaj przez pola by sprawdzić czy aby na pewno wybraliśmy właściwą drogę na „skrzyżowaniu”. Same wulkany wyglądały jak w parku miniatur a otoczenie prawie jak na księżycu. Samo błotko jest raczej chłodne i tylko parę wulkanów bulgotało ale i tak było to ciekawe doznanie geologiczne. W., który nie sprawdził przed wyjazdem jak wygląda kerczenit, zbierał kamyczki na zasadzie – „tego nie znam to go biorę”. Zawieszenie wytrzymało obciążenie.
 
Powoli zapadał zmrok a chcieliśmy jeszcze, przed nocą, dotrzeć nad jezioro Czokrak. Lecznicze właściwości błota z jeziora były znane już w starożytności. Do tej pory miejscowi i turyści okładają się błotem a potem biegną przez mierzeję na drugą stronę i myją się w morzu. I my mieliśmy na to ochotę. Na mierzeję dotarliśmy już o zmroku. Droga była ciekawym przeżyciem, albo szutrowa „na 4 czołgi”, albo gruntowa. W. lubi ‚takie drogi’ – samochód je wytrzymał, a Erynia… co kawałek wyskakiwała z aparatem ‚porobić widoczki’. Po przybyciu na miejsce światła starczyło na tyle by rozbić namiot. Zadecydowaliśmy więc, że błoto przeniesiemy na rano. Bladym świtem obudził nas wrzask mew. Chwilę później namiot sam zaczął się składać. Wyszliśmy na zewnątrz, a tam wiaterek porywający pianę z fal na kilkanaście metrów, ciemne niebo i błyskawice na horyzoncie. W jednej chwili plany nam się zmieniły. Na szybko – w powietrzu – złożylismy namiot, chyba nie znaleźliśmy wszystkich śledzi. Suchy prowiant i poszlismy obejrzeć lecznicze błota. Błoto jak błoto, ale wokół ‚sadzawki’ chadzały krowy pozostawiając po sobie ślady, nie tylko kopyt. Nie wiemy co w tej mieszaninie jest bardziej lecznicze, czy błotko czy „dodatki”, bo jakoś tak odeszła nas ochota na lecznicze okłady – „chłodno było”. Jako że deszcz w zasadzie nie padał, pooglądaliśmy jeszcze wieś Kurortnoje – biedną, co widać było po wystroju wnętrza cerkwi, cypelek z pięknymi skałami na końcu i wiejskim cmentarzem porozrzucanym po cyplu – widocznie nie wszędzie dało się kopać. W tych warunkach sformułowanie ‚kondukt w deszczu pod wiatr’ nabiera swoistego znaczenia, szczególnie gdy wokół na skałach siedziały czarne kormorany. Na szczęście kondukt tylko sobie wyobrażaliśmy…
Wracając z cypla minęliśmy całkiem ładny ośrodek wypoczynkowy, niestety już zamknięty.
Umykając przed burzą nadciągającą z nad morza Azowskiego, zatrzymaliśmy się dopiero w Teodozji.
do galerii Picasa

Teodozja

Teodozja (czyli „dana przez bogów”) jest jedynym krymskim miastem które zachowało oryginalną, nadaną przez greckich kolonistów nazwę. Przy wjeździe do miasta, zatrzymała nas cerkiew o „arcyordyna-ryjnych” kolorach. Erynia oceniła ją mianem mini-Lichenia. W. stwierdził, że pop „musi ma dużo dzieci i bardzo je kocha”.
Coś w tym było… przede wszystkim kolorki.
Potem było już bardziej tradycyjnie: meczet, pięknie zdobiona Surb Sarkis – ormiańska cerkiew św.Sergiusza i piękne stare cerkiewki prawosławne. Niestety, burza z gwałtownym deszczem dopadła nas pod twierdzą genueńską i nie odpuściła aż do samego Sudaku. Znowu nie dooglądaliśmy. Erynia zarzeka się, że tu jeszcze wróci…
 

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.