browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Koreiz i massandryjskie wina

do galerii Picasa

Koreiz i Massandra

Po raz ostatni postanowiliśmy zapuścić się w rejon Wielkiej Jałty. Zachęciło nas zdjęcie pięknego pałacu na okładce przewodnika. Według opisu, miał to być pałac JusupowaKoreiz. Udaliśmy się grzecznie pod wskazane miejsce, a tu nic: z jednej strony wysoki mur, z drugiej krymski odpowiednik SANEPID-u. Bez zastanowienia weszliśmy do środka i grzecznie zapytaliśmy. Kierownik placówki wyszedł i pokazał nam furteczkę, gdzie miał być dzwonek. Po zadzwonieniu mieli nas wpuścić do środka. Plan był piękny, tylko dzwonka nie było. Nie było też w pobliżu żadnego innego wejścia. Po spacerze wzdłuż murów, weszliśmy do biura Autonomii Krymskiej, gdzie uprzejma urzędniczka poinformowała nas, że pałac został zajęty przez administrację Prezydenta Ukrainy więc wejść się nie da. Tu wyszła z biura i wskazując nam drogę powiedziała, że za biurem znajduje się placyk z pomnikiem Lenina, i z tego placyku, za sosną da się trochę zobaczyć. Faktycznie, można było zobaczyć „trochę”, więc W. bez namysłu przeskoczył na sosnę i stamtąd robił zdjęcia. Mam nadzieję, że po publikacji zdjęcia nie zetną tej sosny…
Już po powrocie, w domu, po obejrzeniu zdjęcia, doszliśmy do wniosku, że tu musiał zajść jakiś szwindel. Pałac Jusupowa w Koreiz nijak nie przypominał tego z okładki przewodnika. Dopiero później okazało się, że ten z książki to był pałac Djulber (Dulber) – również raczej niedostępny dla turystów, bo zajęty przez sanatorium dla ukraińskich parlamentarzystów. Wrrrrr….
Mocno zdegustowani udaliśmy się do Massandry. Zniechęceni kontaktami z historią i architekturą, podarowaliśmy sobie wizytę w pałacu, i udaliśmy się od razu do wytwórni wina. Poza samym zwiedzaniem fabryki, zafundowaliśmy sobie degustację. Bilety były kupowane niezależnie: ‚na zwiedzanie’, ‚na degustację’ i tańsze ‚na towarzyszenie przy degustacji’. Erynia zaliczyła pełną degustację a W. jedynie wzrokowo-węchową – ktoś musiał dowieźć nas do Rybacze… gdzie już bez oporów wraz z Gospodarzami wypiliśmy pożegnalną (półtoralitrową) butlę wina – świetne było, szczególnie że do jakości wina doliczyć należy jakość towarzystwa.
Massandra

tu wina (NIE)można zamówić

Ale wróćmy jeszcze do Massandry. Cały kompleks jest świetnie zorganizowanym organizmem produkcji i promocji wina. Kilka grup turystów na godzinę, oprowadzannych przez wymownych przewodników, wchłania informacje na temat powstania i perypetii wojennych fabryki, zasad produkcji i sprzedaży win (z informacją, że można je również zamawiać przez internet), a następnie wina podczas degustacji. Po tym całym „wchłanianiu” pozostaje już tylko wydać pieniądze w sklepie – trzeba to przyznać – na wyśmienite wina.
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.