browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

droga z Krymu

do galerii Picasa

Odessa

Odessa to milionowa aglomeracja niezbyt zachęcająca wyglądem przy wjeździe. Warto jednak było odstać swoje w korkach, by dostać się do centrum. Miasto powstało mniej więcej w tym samym czasie co Sewastopol, jednak jest między nimi spora różnica. Sewastopol to przede wszystkim port wojenny, turyści nawet tam jeżdżą ale jakoś ich nie widać. W Odessie, przed prawie każdym zabytkowym budynkiem, można było się natknąć na cudzoziemców i przewodnika mówiącego po angielsku z silnym rosyjskim akcentem. Ceny w mieście zdecydowanie odzwierciedlają ten stan rzeczy – w restauracjach są dwukrotniwe wyższe niż na Krymie. Diuk Richelieu (nie ten kardynał od Anny Austriaczki) pełniący funkcję burmistrza przez lat jedeneście, chciał zrobić z Odessy miasto piękniejsze od Paryża. Odnieśliśmy wrażenie, że obecne władze miasta też mają podobne ambicje. Zabytki są gruntownie remontowane, parki i skwery zadbane, nowoczesne budynki stawiane w zabytkowej tkance miasta nie rażą oka. Nagroda Archi-Szopy zdecydowanie im nie grozi. Wielkie wrażenie zrobił na nas owocujący krzew winorośli, dorastający do drugiego piętra kamienicy. Jedynym rozczarowaniem dla nas był widok ze schodów potiomkinowskich – ten port w takim otoczeniu wygląda stanowczo za nowocześnie. Nie wiadomo na ile zmieni stan rzeczy otwarcie parku obok schodów. Wygląda obiecująco… za niebieskim płotem. Rozczarowaniem dla W. były same schody. Mając w pamięci film „Pancernik Potiomkin”, cały czas mruczał pod nosem: „…ten wózek nie miał prawa zjechać na sam dół. On musiałby wcześniej wyhamować albo się przewrócić…”
do galerii Picasa

Twierdza Akerman

Prosto z Odessy pojechaliśmy do Białogrodu nad Dniestrem. Dotarliśmy tam pod wieczór. Nocleg zorganizowaliśmy sobie w stojącym przy wjeździe do miasta hotelu „nad sklepem spożywczym„, a po zakwaterowaniu się ruszyliśmy do miasta. Samo miasto jest małe, zaciszne i na uboczu. Kiedyś tak nie było. W pobliżu ujścia Dniestru do Morza Czarnego, w miejscu dawnej koloni greckiej, wzniesiono Białą Twierdzę (Cetatea Alba). Główną cytadelę zbudował (no, może nie „własnymi rencami”) hospodar mołdawski Stefan Wielki. Pod koniec XVw. twierdza przeszła w tureckie ręce, została rozbudowana i zmieniła nazwę na Akerman. To stąd kontrolowano osiedlających się na stepach Tatarów (Ordę Budziacką) i pilnowano hospodarów mołdawskich – tureckich lenników. Sama twierdza jest świetnie zachowana ale sprawia wrażenie turystycznie niewykorzystanej. Może to i lepiej – nie jest obstawiona reklamami i budkami ze śmieciem – jak w Sudaku. Z rugiej strony, w Sudaku można było zajrzeć prawie w każdą dziurę, w Akermanie zaś wszystkie wejścia do środka były zakratowane. Co kraj, to obyczaj. Na żywo fortyfikacje robią znacznie lepsze wrażenie niż na zdjęciach, które udało się nam zrobić.
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.