browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Kaczyka i malowane monastery

do galerii Picasa

Suczawa

Do Suczawy dojechaliśmy z Cricovej jednym ciągiem. Mieliśmy co prawda pewne plany co do zwiedzania Starego Orhei (Orheiul Vechi) ale Mołdawska ‘uprzejmość’ zniechęciła nas do dłuższego tam pobytu – może kiedyś… W efekcie pozostały nam mołdawskie leje – nie do wymiany, poza Mołdawią. A szkoda – moglibyśmy dokupić jeszcze mołdawskiego wina, a tak zostały na „następny raz”. Kilka godzin przespaliśmy pod Suczawą, przy ruinach wyglądających na super-wielką fermę kur i dzikim świtem wjechaliśmy do miasta. Chcieliśmy tam wymienić mołdawskie leje (naiwni!), uzupełnić rumuńskimi z bankomatu i dowiedzieć się co by tu ciekawego można zwiedzić. Jako że nie udało nam się znaleźć typowego biura informacji turystycznej, weszliśmy do pierwszej lepszej agencji wynajmu samochodów (Nie pamiętamy nazwy przypuszczalnie jedna z: Cepema, i Autorent. Z resztą, obie mają te same numery kontaktowe). Tu czekała nas miła niespodzianka – Pan w biurze mówił po polsku. Co więcej, udzielił nam wszystkich możliwych informacji i dał nam ksero marszruty opracowanej, przez siebie, dla potrzeb rozliczeń z turystami wypożyczającymi u niego samochody by przy ich użyciu zwiedzać malowane monastery.
Muzeum Wsi Bukowińskiej

Muzeum Wsi Bukowińskiej

Suczawa miała być ‘tylko’ przystankiem, więc ‘tylko’ zajrzeliśmy do Muzeum Wsi Bukowińskiej i do twierdzy tronowej hospodarów mołdawskich – leżącej po sąsiedzku. Samo muzeum to de facto skansen gromadzący stare chaty, urządzenia, umeblowanie, wyposażenie domostw, stare stroje, a nawet zaśpiewy pogrzebowe (w izbie figury nieboszczyka i płaczek, a w tle nagranie). W jednej z chat, natknęliśmy się na wycieczkę francuskich emerytów, oprowadzaną przez młodzieńca wyjaśniającego biegłym francuskim działanie młyna. Erynię aż zazdrość skręcała, TAKIEGO słownictwa nie znała. Przez dłuższy czas z przyjemnością słuchała pana, w końcu nie wytrzymała i zapytała czy jest Rumunem i tak doskonale zna francuski (akcent miał cudny) czy jest Francuzem i tak doskonale zna Rumunię, ten region, ten skansen. Przewodnik okazał się Francuzem mieszkającym od kilku lat w Rumunii. W ogóle, w Rumunii natknęliśmy się na liczne wycieczki z Francji. Czyżby nastała moda na Rumunię?
Tuż obok muzeum znajdują się ruiny twierdzy tronowej hospodarów mołdawskich. Niestety obiekt jest remontowany, przez co jeszcze nie jest w pełni przygotowany do zwiedzania ale też nie jest oblężony przez turystów.
do galerii Picasa

Bukowina

Przygotowania jednak idą pełną parą.
Po zwiedzeniu powyższych wykorzystaliśmy skserowaną marszrutę i rozpoczęliśmy drogę przez malowane monastery. „Koń jaki jest każdy widzi”. A malowane monastery naprawdę są KOLOROWE i w środku, i na zewnątrz. Od podłogi aż po sufit pokazują sceny biblijne, acz nie tylko. Niektóre freski są nieco wyblakłe, ale nad tym już pracują konserwatorzy. Są lepsi od nas w ich opisie więc się nimi podeprzemy.
malowane cerkwie północnej Mołdawii

opisy monasterów


Okolica, pomimo licznych turystów (sporo Francuzów), tchnie spokojem. Do tego „wyczesane” wioski – kwiatki na poboczach dróg cieszyły oczy. W monasterach co prawda nie wolno było robić zdjęć mniszkom, ale nikt nie zabraniał z nimi rozmawiać, więc, w jednym z monasterów, Erynia ucięła sobie francuskojęzyczną pogawędkę z mniszką. Okazało się, że owa mniszka dowiedziała się wielu ciekawych informacji o malowidłach jej własnego klasztoru z książki (Ewy Kocój, Świątynie – Postacie – Ikony.). Nawet tu Polacy…
My ograniczymy się do opisu naszych doznań estetycznych – pełen zachwyt. Wszędzie pełno kolorów i mnóstwo kwiatów, szczególnie róż. Dziwna jest również niekonsekwencja w zabranianiu robienia zdjęć wewnątrz cerkwi. W niektórych fotografować bezwzględnie nie było wolno, w innych można było fotografować nawet bez opłaty (oczywiście oprócz biletu). A na przykład w Monasterze Moldovița można było, do woli, robić zdjęcia wewnątrz cerkwi, za to zabrano nam i schowano w szafie wszystkie aparaty (w tym komórki) przy wejściu do muzeum. To zrozumieliśmy – eksponaty warte były szczególnej ochrony.
Zaskoczył nas rumuński (bukowiński?) pogrzeb w Voronecie. Zmarły był przenoszony na cmentarz przy dźwiękach trombit, a właściwie instrumentów podobnie brzmiących ale metalowych. Niektórzy uczestniczący w pogrzebie mieli zawiązane na ramionach jasnozielone szarfy. Sporo osób niosło ze sobą kołacze. Poważnie zastanawialiśmy się, czy po pogrzebie będą je spożywać od razu na cmentarzu. Jest to możliwe, biorąc pod uwagę, że przy nagrobkach często można się natknąć nie tylko na ławeczki ale i na stoły…
Bukowina to region słynący nie tylko z malowanych monasterów ale również z polskich wiosek.
do galerii Picasa

Kaczyka (Cacica)

O jedną tych wiosek postanowiliśmy „zahaczyć”. Padło na Kaczykę. Zasugerował nam tę miejscowość, świetnie mówiący po francusku, sprzedawca z kramiku pod monasterem w Humorze. Początki Kaczyki sięgają końca XVII wieku, jednak dopiero w 1782 roku cesarz Józef II wydał rozkaz poszukiwania soli kamiennej na Bukowinie. Przy słonych źródłach powstały wówczas małe warzelnie soli w kilku miejscach – między innymi w dolinie zwanej Cacica. W 1791 roku ruszyła kopalnia soli. Z początku stanowiska kierownicze zostały powierzone Austriakom lub Niemcom. Jednak już w 1785 roku władze austriackie skierowały do pracy przy warzeniu soli kilka rodzin ruskich, a w 1792 roku sprowadzono do pracy w kopalni 20 rodzin górniczych z Bochni, nadając im wolne od czynszu grunty pod osadnictwo w efekcie pojawiła się i nazwa Kaczyka. W kopalni już nie wydobywa się soli ale potomkowie górników wciąż tu mieszkają. Tyle za encyklopedią. Wizytę rozpoczęliśmy od Polskiego Domu, gdzie (jak wyczytaliśmy w Internecie i potwierdziliśmy w Suczawie) można było przenocować. Gdy tylko stanęliśmy przed bramą, jakaś Rumunka kazała nam poczekać i pobiegła po polską sąsiadkę. Sąsiadka wyjęła klucz spod jednej z doniczek z kwiatkami, otworzyła drzwi i kazała nam wszystko sobie obejrzeć, potem się rozgościć i poczekać na p.Krystynę Cehaniuc – Prezesa Stowarzyszenia Polaków w Kaczyce. No to się rozejrzeliśmy. Standardy noclegowo-łazienkowe są, powiedzmy, dość ascetyczne i nie zachwycą bardziej wymagających turystów, za to stryszek koniecznie trzeba zobaczyć. Zniesione są tam chyba wszystkie starocie z całej okolicy i złożone zusammen do kupy tworzą nietypowe acz urokliwe muzeum. Pani Krystyna nie nadchodziła, więc przed „rozgoszczeniem się” postanowiliśmy rozejrzeć się jeszcze po okolicy i coś zjeść. W pobliżu kopalni jest Complex Turistic Casa Nationalitatilor din Cacica. Co prawda padła im chłodnia i restauracja była nieczynna, za to ceny pokoi były bardzo zachęcające. Gdy do tego dodać dostęp do sauny i jacuzzi ze zdrowotną solanką, prosto z kopalni, dla hotelowych gości w cenie… to Erynia pękła. Jej patriotyzm przegrał z dyskopatią i wciąż rąbiącym kręgosłupem. Nadal jednak byliśmy głodni. We wsi jest co prawda jeden budynek z nazwą „restaurantul” ale wbrew tej wiele obiecującej nazwie można tam tylko wypić – głównie procenty – a jeść niestety nie dają. Za to bywalcy (oczywiście mówiący po polsku) wysłali nas do sąsiedniej wsi Pârteştii de Sus, gdzie przy krzyżówce znajduje się knajpa opisywana jako „w piwnicy”. I to był przysłowiowy strzał w dziesiątkę. Olbrzymi półmisek mięs wszelakich w pełni zaspokoił nasze apetyty. Najedzeni, popędziliśmy do jacuzzi, W. również do sauny. (Uwaga: Solanka jest tak stężona, że zaaplikowanie jej sobie do oczu jest płaczliwie niemiłe.) Odnowieni biologicznie wpadliśmy Morfeuszowi w objęcia – na kręgosłup też pomogło, ale nie na tyle by Erynia wzięła się za kierownicę.
Rano o dziewiątej stawiliśmy się przed kopalnią. Mając w pamięci Wieliczkę, spodziewaliśmy się, no może nie tłumów, ale konkretnej grupy turystów i jakiegoś przewodnika. A tu niespodzianka: o tej porze byliśmy jedynymi zwiedzającymi, przewodnika nie było. Nadzór górniczy ograniczył się do sprzedaży biletów, otwarcia drzwi i zapalenia światła. Na dole: ile kto chce, ile kto może, ile kto… wytrzyma. Wszystkie drewniane elementy (stemple, obudowy ścian) były konserwowane jakąś ropopochodną, paskudnie śmierdzącą substancją. Po wyjściu, miejscowi nas zaczepiali i pytali jak nam się podobało w kopalni Zresztą, sami tam często chodzą pograć w piłkę – na samym dole jest całkiem ładne boisko. Rozmawialiśmy, między innymi o tym, z Rumunem polskiego pochodzenia. Był już w Polsce, ale nie widział Wieliczki – namawialiśmy go na ponowną wycieczkę, tym razem z odwiedzinami Bochni i Wieliczki. Co prawda kopalnia w Kaczyce, w porównaniu z Wieliczką, jest więcej niż skromna, ale należy docenić wysiłek mieszkańców, którym chciało się z ruiny stworzyć muzeum. W. bardzo szybko zaczął sobie wyrzucać, że zostawił statyw w hotelu – te zdjęcia można było zrobić lepiej.
W tym miejscu należy podkreślić WIELKĄ PRZEWAGĘ Kaczyki nad Wieliczką. Na dole jest działająca toaleta!!! Erynia sprawdziła!
 
Mówiąc o naszym pobycie na Bukowinie, trzeba też wspomnieć o Marginei słynącej z wyrobu czarnej ceramiki. Wyroby ceramiczne – bardzo tanio(!) – można kupić w paru sklepach,
Marginea

Marginea

oglądając przy okazji ich wytwarzanie w firmowych warsztatach. Z resztą nie tylko czarna ceramika jest w obrocie, można też kupić wyroby z innych regionów – równie tanio i równie piękne. Oczywiście jak przy większości punktów będących atrakcjami turystycznymi, można kupić, będące wyrobami regionalnymi, stroje ludowe lub stylizowane na ludowe – W. obwąchiwał kożuchy, kręcąc nosem z podziwem – „pachniały” nieczyszczonym baranim runem, znaczy ludowe, a nie jakieś podróby dla turystów.

Poprzedni
Następny

2 odpowiedzi na Kaczyka i malowane monastery

  1. W.

    a oto kolejny komentarz Pana Ryszarda uzupełniający nasze informacje o Rumuńskiej Polonii (otrzymaliśmy go mailem)
    „Witam.
    Dziękujemy za email.
    [odpowiedź na nasze pytanie o panią Krystynę]
    Krystyna Cehaniuk, pierwsza z prawej
    http://cacica1694.republika.pl/foto/bruksela7.jpg
    […]
    była i jest prezesem Polonii w Kaczyce który działa pod nazwą Dom Polski, po rumuńsku Casa Polona. W Suczawie jest główna siedziba Polonii w Rumunii, Związek Polaków w Rumunii. Polonia w Rumunii ma również swojego przedstawiciela w Rumuńskim Parlamencie. Obecnie jest nim poseł Ghervaze Longher.
    W Suczawie w Domu Polskim jest również redakcja pisma Polonus
    https://sites.google.com/site/poloniawrumunii/polonus

    [a propos pogrzebu w Voronecie: ]
    [te metalowe trombity jednak nazywają się] Trombity. specyficzny chleb okrągły w różnych rozmiarach z monetą w środku, białe długie obrusy są często spotykanym zwyczajem w Kosciele Prawosławnym w Rumunii. Katolicy w Rumunii nie mają takie zwyczaje. Są i inne zwyczaje podczas pogrzebu, np specyficzna choinka ozdobiona, noszona przez uczestników ceremonii. Dlatego też często się mówi że prawosławny pogrzeb jest tez drogim pogrzebem. Stoły przy budynku kościelnym były przygotowane na stypie. Po pogrzebie wszyscy uczestnicy są zaproszeni na obiad za duszę zmarłego.
    […]
    Udostępniam dla Państwa krótki film dokumentalny nagrany kilka lat temu w Kaczyce. W główną role występuje Michał Cehaniuk
    Kaczyka. Jest takie Miejsce.
    https://sites.google.com/site/poloniawrumunii/film
    Reż. Anna Z. Błaszczyk, Łukasz Czajka
    (Prosimy nie udostępniać film na stronach internetowych lub forach dyskusyjnych. Powód: prawa autorskie TVP i producenta filmu )”

  2. W.

    w 2014r. napisał do nas Pan Ryszard – Polonus z Kaczyki Ponieważ uzupełnił nasz wpis o interesujące informacje (niektóre wykorzystaliśmy do zmian wpisu) pozwalamy sobie zacytować jego list w całości:
    Witam.
    Własnie trafiliśmy na Pańską stronę http://www.eryniawtrasie.eu i jak miło było poczytać ze odwiedziliscie nasz kraj Rumunie w 2011. A jeszcze bardziej dokładnie odwiedziliscie naszą miejscowość Kaczyka.

    Czytając Wasz artykuł zgadzam się tym ze wiele rzeczy można u nas zrobić lepiej. Tak jak warunki noclegowe w Domu Polskim, system zwiedzania Kopalni Soli, obiady w restauracji i wiele wiele inne. Co roku staramy się w granicach mozliwośći i dostepnych sroków wykonać małe kroki ku poprawy wielu aspektów tego co Państwo zobaczyliście.

    W restauracji w Kaczyce można już jeść normalny obiad 🙂 Kopalnia Soli też robi małe kroki. Są otwierane nowe trasy dla turystów.

    Tam gdzie piszecie na temat Kaczyki jest podany link do strony ale do Domu Polskiego w Suczawie. Można by go zmienić lub dodać naszą stronę

    dres internetowy Polonii w Kaczyce
    https://sites.google.com/site/poloniawrumunii/

    Jesli nie będzie dla Was duży problem można dodać link lub wykorzystać kilka materiałów z 

    Letni pejzaż w Kaczyce na Bukowinie
    https://sites.google.com/site/poloniawrumunii/galeria/pejzaz

    Kopalnia Soli w Kaczyce
    https://sites.google.com/site/poloniawrumunii/kopalnia-soli

    albo krótkie filmiki z serii – 1 Dzień w Kaczyce
    https://www.youtube.com/user/cacicaeu/videos

    Ogładaliscie może krótki film dokument “Kaczyka. Jest takie miejsce” ?

    Zapraszam Państwa w przyszłym roku 2015 na Bukowiny i ponownie do Kaczyki. Nocleg w Domu Polskim albo w gospodarstwie agroturystycznym w Kaczyce można rezerwować telefonicznie lub emailem z naszej strony. Obiady nie muszą Państwo kupić w restauracji ale zamawiać w cenie noclegów. Kopalnie Soli i Bazylike można zwiedzać z przewodnikiem Michałem Cehaniuk o którym jest mowa w filmie.

    Czekamy na Państwa w Kaczyce.

    Pozdrawiam
    Ryszard

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.