browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Eger

No i znowu nie pospaliśmy. Pobudka na tyle wcześnie by zdążyć na otwarcie restauracji o 7., obfite, i smaczne!, śniadanie, spakować się i w drogę. Po opisanych wcześniej przypadkach z synagogą i kościołem ruszyliśmy dalej w drogę do Egeru. W. wymyślił drogę przez Góry Bukowe. Piękna droga przez piękne lasy, nie wiadomo dlaczego Erynia nie chciała prowadzić – takie urocze serpentyny… Nie zatrzymaliśmy się przy jaskiniach w Lillafüred, chociaż były otwarte i w miarę szybko dotarliśmy do Egeru.

do galerii Picasa

Eger

Miasto to słynie z barokowej architektury i własnej „obrony Częstochowy” w połowie XVI w. To wtedy garstka obrońców przetrwała czterdziestodniowe oblężenie, a Turcy podejrzewali ich o picie byczej krwi, bo z taką werwą odpierali ataki. Tymczasem było to miejscowe wino, noszące od tej pory nazwę Egri Bikavér czyli „egerska bycza krew” a historię opowiadano ku pokrzepieniu serc. Pół wieku później Eger dostał się jednak w ręce Turków – zostawili po sobie turecką łaźnię i (podobno) najdalej położony na północ minaret.
Zatrzymaliśmy się blisko Liceum. Nie, nie mamy na myśli zwykłej szkoły średniej. W XVII wieku biskup Esterhazy umyślił stworzyć w  Egerze uniwersytet. Postawił piękny gmach z imponującą biblioteką i obserwatorium astronomicznym. Jego plany zostały storpedowane przez Habsburgów, a cesarz Józef II chciał nawet urządzić tam koszary. Na szczęście swoich planów nie zrealizował, a Liceum ma status szkoły wyższej i ku naszej radości turyści mogą je zwiedzać. Obejrzeliśmy pięknie zachowaną bibliotekę, muzeum astronomiczne a co więcej zaliczyliśmy pokaz eksperymentów naukowych. Poczuliśmy się znowu jak dzieci. Zupełnie niespodziewanym doświadczeniem był pokaz działania camery obscura. Jedyne co nas zawiodło to wahadło Foucaulta – ostał się po nim ino sznur. Tak czy siak, miejsce warte obejrzenia!
Nie obejrzeliśmy podziemnego miasta pod bazyliką (niegdyś biskupie piwnice na wino). Za to bazylikę zwiedziliśmy. Centrum miasta także. Uliczki, barokowa architektura, nastrój – mjut!
Ponieważ nie zobaczyliśmy wszystkiego, padło sakramentalne:
„Ja tu jeszcze wrócę”.
Niewątpliwie, przecież oprócz starówki jest w Egerze jeszcze Dolina Pięknej Pani. Kupiliśmy tam ‚morze’ wina i zjedliśmy wyśmienity obiad w restauracji przy hotelu Ködmön Csárda
Droga powrotna to już była ‚bajka’ – cokolwiek szalona, szczególnie na zakrętach, ale trzeba było o przyzwoitej porze dotrzeć do domu. Może dlatego, że nie przekraczaliśmy przy tym dopuszczalnych prędkości droga z Egeru do Chrzanowa zajęła nam „aż” 5,5 godziny (375km) – bez autostrad i po serpentynach.

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.