browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Nowy Sad

do galerii Picasa

Nowy Sad

Dalszą drogę do Nowego Sadu postanowiliśmy przebyć omijając autostradę, i mimo że droga miejscami była jak stara betonówka pod Wrocławiem (już jej nie ma) to i tak się opłacało. 24km przed Nowym Sadem, pod Sirigiem, Erynia zoczyła „Bor” Čardę – restaurację z hotelem. Pokój 2os. ze śniadaniem za 2000din (20€) – a kolacja – zestaw mięs (niby na jedną osobę ale dwie się najadły) z serbską sałatką (ostra była cholera, to znaczy papryka w sałatce) i po 50ml Vranaca kosztował 1150 din. Śniadanie nie było tak powalające, szczególnie, że było ‘do wyboru z karty’ a W. wybrał nie najlepiej. Po śniadaniu, „świtkiem koło 10.” ruszyliśmy w drogę tym razem do Nowego Sadu. W tymże mieście W. wypatrzył dziki placyk ‘parkingowy’ przed strefą parkowania więc nie było problemu z opłatami parkingowymi. Informację turystyczną co prawda przenieśli ale po jej znalezieniu, miła dziewczyna wskazała nam sugerowane miejsca szczególnie godne uwagi – przeszliśmy przez nowe miasto, stare miasto, fortecę — zwiedzając większość z nich.
Banjalučanka - dobre jedzenie

Banjalučanka

Może z wyjątkiem restauracji Aqua Doria, w której byliśmy niewystarczająco interesujący dla obsługi, więc opuściliśmy ją szybko i z własnej woli – nie polecamy! Za to po spacerku w okolicę targu zjedliśmy w Banialuczance. Co prawda panie kelnerki paliły jak smoki ale dbały o klientów, więc pojedliśmy tanio a dobrze. Zahaczyliśmy również o “Pub Lazino Tele”
Pub Lazino Tele

Pub Lazino Tele

z bardzo ciekawym wystrojem wnętrza i miejscowym cydrem – niestety gorszym od irlandzkiego. Po tym spacerze ruszyliśmy dalej do Belgradu, Niestety do baru Baty dotarliśmy grubo po 17. więc i pocałowaliśmy klamkę. Równie bezowocne było szukanie kwatery w Belgradzie, więc po paru nieudanych próbach postanowiliśmy zrezygnować z noclegu w Belgradzie i poszukać go przy trasie. Znaleźliśmy go w Małej Oazie (Marina Oasa). Może nie było tak tanie – za bungalow z łazienką, bez telewizora 3000din (30€) — ale jedzonko (2 duże cevapcici + szopska sałatka + 1litr Vranaca + sery= 2800din) było nie do przejedzenia. Przy sąsiednim stoliku Francuzi mieli podobne zdanie.
A propos Francuzów, grupka ludzi spędzająca od kilku lat wakacje na wiosłowaniu od źródeł aż po ujście Dunaju. Kilka lat temu zaczęli od Niemiec i Austrii, w zeszłym roku były Węgry, teraz padło na Serbię i Rumunię. Jeden z nich jest pół Polakiem, pół Rosjaninem, ale mówił tylko po francusku i trochę po rosyjsku – babcia wciąż mieszka w Odessie. Francuzi zachwycali się tutejszą kuchnią i winem – nie mogli jedynie przeboleć, że Vranaca podano prosto z lodówki – toż to zbrodnia niesłychana. Wieczór spędziliśmy w przyjemnej atmosferze. Erynia nie omieszkała zapytać się o zdanie na temat węgierskich win – zachwycali się tokajem i traminakiem (traminac). Ponoć ten szczep bardzo ładnie przyjął się na madziarskiej ziemi. Trzeba to będzie sprawdzić w swoim czasie…

Poprzedni
Następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.