browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Ochryda i Struga

do galerii Picasa

Ochryda i Struga

Do Ochrydy dojechaliśmy częściowo płatną, częściowo autostradą (40MKD). Po drodze mijały nas piękne samochody, których kierowcy nie dostrzegali piękna otoczenia. A góry i przełęcze były śliczne. Zresztą nie tylko przełęcze — na bliższych Ochrydzie miejscach postojowych udało nam się kupić miód ‘z wysokich borów’ — chyba spadziowy (200MKD/0.5l) — i kasztanowy (240MKD/0,5l). W. oczywiście musiał kupić zioła na herbatki (150MKD). Tak zaopatrzeni dotarliśmy do Ochrydy. Przy wjeździe do centrum miasta zostaliśmy zaczepieni przez rowerzystę pytaniami: Czy jesteśmy z Polski? Czy poszukujemy noclegu? Czy za 40€, za pokój to będzie dużo? Zeszliśmy niżej za dwie noce i jeszcze niżej za trzecią. I tak to udało nam się znaleźć nocleg (cichy!) 100m od granicy starego miasta, z TV, lodówką, bezpłatnym parkowaniem, łazienką i aneksem kuchennym. Po odświeżeniu się poszliśmy coś zjeść do restauracji Belvedere, polecanej przez naszego Gospodarza. Obsługa miła, czas oczekiwania pomijalnie mały i uzasadniony, a jedzenie wyśmienite choć ceny w górnej strefie stanów niskich. Zdjęcia nie wyszły najlepiej — robione telefonem. Na następny dzień zaplanowaliśmy zwiedzanie Strugi, ale przed wyjazdem W. postanowił odwiedzić targowisko i pojawił się tam już parę minut po 7. Stoiska się dopiero otwierały bo targowanie się zaczyna się od 7. więc zakupił jedynie owoce. Po powrocie, śniadanko z polskiej szynki i macedońskich owoców, oraz drobna naprawa samochodu – zaciął się zamek w drzwiach tylnych a wypakowywanie bagaży przez drzwi boczne nie należy do przyjemności. Do Strugi zamierzaliśmy pojechać busikiem — jak nam radził właściciel kwatery — ale w drodze zaczepił nas kierowca i zaproponował przewóz samochodem do Strugi za 100MKD — W. utargował na 80MKD czyli mniej więcej tyle co z busik. Erynia — z odkrytymi ramionami i w krótkich spodenkach usiadła przy muzułmaninie (w czapeczce). Biedak całą drogę spoglądał przez okno. W Strudze przeszliśmy się głównym deptakiem – może ktoś to lubi, my nie. Niechcący sfotografowaliśmy jakiś stary dom i poszliśmy szukać starej dzielnicy, a konkretnie ulicy Goce Delčeva, gdzie według przewodnika miały znajdować się zachowane stare domy. Kogo pytaliśmy wskazywał nam na deptak, wróciliśmy więc i dopiero wtedy zorientowaliśmy się, że ten sfotografowany wcześniej dom to był najstarszy, a właściwie jedyny stary dom w Strudze przy powyższej ulicy. Pozostał więc tylko spacer bulwarem nadrzecznym. Doszliśmy nim aż do mostu poetów i nic więcej ciekawego architektonicznie nie dostrzegliśmy. No może jedynie dom z 1928r., a i tak obstawiony dobudówkami. Dalej to już tylko plaża. Musieliśmy jednak przejść niezły kawałek drogi by opuścić fuj-plażę z leżaczkami, palemkami i łup-muzyczką. Po drodze oglądaliśmy dziesiątki kobiet w płaszczach do kostek i chustach na głowach. Bardzo im współczuliśmy…
W. opisał to trochę inaczej ale Erynia obawiając się „zdecydowanej reakcji islamskich {i nie tylko islamskich} radykałów” tekst ocenzurowała.
W. poszedł popływać, a Erynia się posmażyła, a potem była zmiana. Po drobnym przesuszeniu ciałek wyszliśmy na drogę gdzie praktycznie od razu złapaliśmy rozpadający się busik, który za 80MKD zawiózł nas do Ochrydy. Zaraz za przystankiem końcowym otwarło się przed nami Papu (tak się nazywało miejsce z jedzeniem, miało nawet własną stronę WWW: „http://www.papu.com.mk/”- zniknęła w kwietniu 2015.), obstawione głównie przez tubylców. To nas zachęciło do jedzenia. No to pojedliśmy, piwem przepijając, w sumie za 535MKD. Idąc na kwaterę zahaczyliśmy o targ już w pełni funkcjonujący, gdzie zaopatrzyliśmy się w ajwar, suchą paprykę mieloną – super lutą, zwykłe papryczki do suszenia i trochę przegryzek pestkowatych. Po tym pozostała już tylko sjesta. Nie dane nam jednak było zbyt długo leżeć. Coś nas pognało na zwiedzanie fortecy. Co prawda odwiedziliśmy po drodze jeszcze cerkiew Św.Pantalejmona z otaczającymi ją wykopaliskami i na zwiedzanie Twierdzy zostało nam 20minut (zamykają o 19.) ale i tak czuliśmy się usatysfakcjonowani widokami. Wracając trafiliśmy na festiwal zespołów regionalnych z okolic bliższych i dalszych, między innymi z: Serbii, Słowacji, Turcji, Polski, Estonii. Część obfotografowaliśmy, część sfilmowaliśmy. Obejrzeliśmy również nocne życie Ochrydy — niespecjalnie przypadło nam do gustu.
warsztat papierniczy na starówce w Ochrydzie

warsztat papierniczy na starówce w Ochrydzie

Następnego dnia przyszła pora na zwiedzanie starej Ochrydy, w końcu to też miasto z listy światowego dziedzictwa UNESCO. Niestety — w jednym meczecie stały trumny, w jednej cerkwi był remont wewnątrz — może dlatego nie żądali opłat. Trochę za późno zorientowali się, że mamy aparat więc udało nam się co nie co sfotografować (dopiero po chwili powiedzieli, że nie wolno). W następnych nie poszło już tak dobrze. Nie dość, że zabraniali fotografować to jeszcze kazali płacić za wejście, i to gościom dwa razy więcej niż Macedończykom. U św. Jovana Kaneo nie było takich rozgraniczeń ale było za drogo jak za takie małe coś. Za to ‘plaża’ była bardzo interesująca. Może i mała, i kamienista ale za to nie aż tak nabita ludźmi i ładna podwodnie. Nie skorzystaliśmy bo gnała „nas” ciągota do zakupów macedońskiego wina w firmowym sklepie Skovinu. Po „drobnych” zakupach (ok.10 l wina) zostaliśmy poczęstowani gratisowymi kieliszkami białego wytrawnego wina z tankszteli (młode ale dobre) mimo że przed zakupami sprzedawca zarzekał się, że nie ma degustacji.
Po sjeście wybraliśmy się do Narodowego Muzeum w Ochrydzie. Bardzo interesująco pomyślane w dwóch budynkach połączonych równoległymi schodami. Ubogie ale interesujące. Na dodatek mimo oficjalnego zakazu fotografowania, zezwolono nam na robienie zdjęć. Po czymś dla ducha należało się coś dla ciała. W odwiedzonej już dzień wcześniej restauracji Papu zjedliśmy „zapiekankę wysokomięsną” (rodzaj jednogarnkowego gulaszu na dwoje) i zapiliśmy butelką ichniejszego Merlota (w sumie 600MKD~40zł).
Dzień całkiem udany.

P.S. W sklepie fotograficznym powiedziano nam, że w Ochrydzie nie znajdziemy filtru polaryzacyjnego.

2 odpowiedzi na Ochryda i Struga

  1. W.

    Słownik języka polskiego
    dezynwoltura – zbyt swobodne zachowanie świadczące o braku szacunku dla kogoś, lekceważenie kogoś

    Nie zauważyłem w naszym postępowaniu działań mających na celu lekceważenie kogokolwiek(!).
    Głupie procedury i zasady, i owszem TAK.
    Życie jest wahadłem pomiędzy oportunizmem a wolnością; wolimy wolność, która nie przynosi szkody, która nie zmusza innych do postępowania tak jak my, która daje prawo do powiedzenia swojego zdania choćby i było obrazoburcze.

    ps.1.Gdy dostrzegamy zakaz fotografowania to nie fotografujemy(!), czasem nawet z tego powodu rezygnując ze zwiedzania. Ale jeżeli zakaz jest w pełni uzasadniony to się do niego stosujemy (patrz opis Monastyru Moldovița)

    ps.2.”kultura wypoczynku grupowego” – piękny objaw nowomowy, nic nie znaczy choć pięknie brzmi.
    Jakoś, do tego co widzieliśmy na ‚cywilizowanych’ plażach, nie potrafimy dopasować żadnej definicji z:
    http://sjp.pwn.pl/szukaj/kultura
    Wolimy plaże ‚nieucywilizowane’, bez dzikiego tłumu, leżaczków, parasoli i drinków z palemkami — też tam były i to niemało.

  2. Jaruta

    I znowu coś doskonale znanego : nie wolno – ale zobaczymy – na pewno da radę.Dezynwoltura i łamanie procedur. Jak u nas. Jeżeli połowa Macedończyków w jednym czasie chce skorzystać z uroków jedynego wodnego akwenu, to nie może być mowy o uroku, a tylko o masowej kulturze wypoczynku grupowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.