browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Stary Bar i Petrovac

do galerii Picasa

Stary Bar

Kolejnym miejscem na naszej drodze był Bar, a właściwie Stary Bar – bez skojarzeń. Pić nie dawali, za to ruin za parę euro można sobie było pooglądać do woli. Rzecz jasna, znalazł się ktoś do pobrania opłaty parkingowej (2€). Stara zabudowa ciekawa była o tyle, że W. znowu wpadł w amok fotograficzny. Erynia stwierdziła, że po Albanii już nic jej nie rusza i towarzyszyła W. w upale wielkim, nawet niespecjalnie kręcąc nosem. W Starym Barze można było natknąć się na fale turystów, a to włoskich, a to polskich, nie było jednak specjalnego tłoku. Ciekawa pod względem architektoniczno-handlowym była uliczka prowadząca do bramy. Na jej początku jest budynek oznaczony napisem Muzeum i praktycznie cały czas zamknięty. Obok, dla koneserów, targ staroci. Z resztą prawie w każdym mieście można było coś takiego znaleźć, czy jako stoisko czy jako sklep, Dalej uliczka sprawia wrażenie bardzo ciekawego podgrodzia nastawionego na zaspokojenie potrzeb ludzi idących do zamku. Można się tu było zaopatrzyć w miejscową oliwę „Barsko Zlato”, mydełka oliwkowe, specjały wszelakie regionalne i nieregionalne oraz wypić kawę w stylowej kawiarence.
Przed szturmem na Bar, zrobiliśmy nalot na miejscową cukiernię i z wielka przyjemnością spałaszowaliśmy miejscowe ciastka, składające się głównie (acz w różnych konfiguracjach) z suszonych owoców i orzechów na waflu, oblanych czekoladą. Pyszne to było. Chwilę później trafiliśmy na spora grupę włoskich turystów trzymających w rękach papierowe, pomarańczowe torebki. Nastawiliśmy się na kolejne regionalne odkrycie. Za zakrętem zobaczyliśmy wymiecione do czysta stoisko Fornetti…
do galerii Picasa

Petrovac na Moru i Sveti Stefan

Parę kilometrów dalej byliśmy już w Petrovacu, który Erynia zasugerowała jako bazę wypadową. Ominęliśmy pierwszych naganiaczy i prawie w centrum miasteczka zostaliśmy zapytani przez wysoką, długonogą i długowłosą niewiastę (czynnik wysoce zmiękczający serce W.) czy poszukujemy apartamentu. Co prawda pierwsza cena była trochę wygórowana, ale dało się ją obniżyć zamawiając apartament na 5 dni. Tym razem, negocjacje prowadziła Erynia. Ksenjia, właścicielka apartamentów Vedi Di Mare Petrovac zamierza w przyszłości założyć agencję turystyczną, mamy nadzieję, że jej się uda. Na razie podziwiamy ją za zaufanie – wpuściła do w pełni umeblowanego, z prywatnymi rzeczami, mieszkania nieznanych ludzi, pobrawszy jedynie uzgodnioną kwotę i poprosiwszy o adres e-mail. Co kraj to obyczaj… Później dowiedzieliśmy się, że Ksenjia miała już 10 rodzin z Polski i każdą mile wspomina. Na „swoją chatę” wpuszcza tylko Polaków, Słoweńców i niektórych (sic!) mieszkańców Belgradu. Dla innych nacji ma inne apartamenty. Ciekawe… Z początku, doszliśmy do wniosku, że do tej pory musiała trafiać na rodziny z Wielkopolski albo ze Śląska. Każdy właściciel mieszkania by się ucieszył, widząc okna wypucowane przez gości… Opuszczając wysprzątany przez siebie lokal zmieniliśmy zdanie – to nie ma nic wspólnego z regionem. Co prawda, W. jest prawie z Wielkopolski a Erynia prawie ze Śląska, ale w tym przypadku „prawie czyni różnicę”. Okien nie umyliśmy.
W wolnych chwilach, mieliśmy okazję porozmawiać z Kseniją o jej planach biznesowych. Zamierza uruchomić agencję turystyczną nakierowaną głównie na Polaków i to nie tylko z ofertą na lato i nad morzem ale i zimową w górach. W wolnej chwili Erynia napisała założenia do biznes planu. W zamian Ksenija poinformowała nas o corocznym festynie, który odbywa się każdego 31.08. Poszliśmy więc go obejrzeć i szybko uciekliśmy – tłum, ścisk i łomot pseudo-muzyczny, to nie nasze klimaty. Kseniji chyba też nie, bo wymówiła się od pójścia złym samopoczuciem. Nie udało się nam zasnąć przed 23., łomot szybami ruszał — a z balkonu widać było ciągle sznur samochodów wjeżdżających do miasteczka…
Petrovac jest małym miasteczkiem właściwie bez zabytków, oprócz małego fortu, za to z dwoma plażami, większą, w mieście i mniejszą, obok miasta. Obie czyste, zadbane i dosyć pełne. W. kręcił nosem (jak zwykle), że zbyt „zadbane”. Poza tym miasto jest dobrze zagospodarowane turystycznie, są i apartamenty, i hotele, i drogie restauracje, i tanie bary, jest nawet targowisko i poczta — wszystko co jest potrzebne do życia turystom.
W pobliżu Petrovaca jest główny obiekt wielu westchnień fotografów — Św.Stefan — przy drodze przygotowano nawet specjalne miejsce postojowe by każdy przejeżdżający samochód czy autokar mógł się zatrzymać i by turyści mogli zrobić zdjęcia miejsca, w którym mieszkają bogacze. Też żeśmy się tam zatrzymali, chociaż do fotografowania znaleźliśmy lepsze miejsce trochę na południe. Przy zejściu na tamtejszą plażę widok był ładniejszy. Niestety, czarnogórska klątwa dała znać o sobie. Podczas całego pobytu w Czarnogórze powietrze było jak zamglone i przez to większość zdjęć jest nie najlepsza.
 
P.S. W Petrovacu nie było sklepu fotograficznego z filtrem polaryzacyjnym.

5 odpowiedzi na Stary Bar i Petrovac

  1. Riwiera

    W Starym Barze bardzo ładnie. Trafiliśmy tam w środku upałów i cieżko się zwiedzało ale widoki wszystko wynagradzają.

  2. Małgośka

    Podróż była wspaniała, zachwycająca wręcz cudowna.
    Miałam silne postanowienie, że pójdę (wczoraj) wcześniej spać ale przed snem odwiedzę (nareszcie) Suboticę i Nowy Sad, idąc po Waszych urlopowych śladach – skończyłam dzisiaj o 2:13 w Petrovacu. 😀
    Jaruta ma rację, lekkość „pióra” E. i zdjęcia W. wprost zatykają dech. Nie byłam w stanie się oderwać, póki nie doszłam do ostatniej kropki. Chcąc się „na gorąco” podzielić z Wami swym zachwytem, już muszę podeprzeć powieki zapałkami. 😉
    Dziękuję.

  3. W.

    Bo też i tak, mniej więcej, wyglądała bałkańska historia. Związki oparte na rodach i klanach miały większe znaczenie niż narody i państwa. Cudem (i siłą) trzymał to Tito, gdy jego zabrakło wszystko się rozsypało, ale mam wrażenie, że w dobrą stronę – jeżeli ktoś lubi globalizację,

  4. Jaruta

    Piękna ziemia dla tych, co mogą chodzić i wchodzić. I dla partyzantów. Takie było moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu fotek – labirynty kamiennych domów, kamiennych ruin, kamiennych murków i uliczek, blisko góry zalesione, morze i łodzie – jak by się kto uparł i miał choćby niewielkie oparcie w ludności – jest nie do wygonienia; chyba, że sam zechce wyleźć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.