browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Kotor i Perast

do galerii Picasa

Kotor

Jadąc do Kotoru, spodziewaliśmy się takiej „trochę większej” kopii Budvy czy Ulcinja. Miło się rozczarowaliśmy. Zaraz za najdłuższym tunelem jaki W. przejechał samochodem, zatrzymaliśmy się przy starym (tak na oko z przełomu XVIII/XIX-go wieku) cmentarzu. I tu Erynia stwierdziła, że to pierwsze widoki od Albanii, które naprawdę ją ruszyły. Po obejrzeniu cmentarza ruszyliśmy w kierunku Starego Kotoru. Parking przy twierdzy (0,70€/h) można było ominąć ale o tym przekonaliśmy się później, zresztą nie było aż tak drogo by się o te parę centów zabijać. Przy wejściu do Starego Miasta zgarnęliśmy z budki Informacji Turystycznej plan (dosyć niedokładny) Starego Miasta i fortyfikacji i ruszyliśmy w trasę. Typ zabudowy podobny do Budvy ale miasto wydaje się jakoś bardziej przyjazne. Budynki w różnym stadium odnowy/rozkładu, każdy niby podobny ale inny. Przepiękne detale rzeźbione w kamieniu mogą zachwycić. Po pokręceniu się między budynkami, restauracjami, kościołami i cerkwiami zebraliśmy się na odwagę i po zapłaceniu 3€ weszliśmy na drogę wiodącą do twierdzy – a właściwie prowadzącej przez forty, pozycje (cokolwiek to znaczy) i nawet kościół. Można tę drogę odbyć za darmo ale dłuższą trasą, którą, za namową W., wróciliśmy. Droga na szczyt (płatna) wiedzie schodkami biegnącymi to po lewej to po prawej stronie dróżki wyłożonej kamieniem, a tam gdzie go brakuje to kamiennej lub szutrowej. W górę i w dół idą turyści, nie jest to zwarta kolejka ale i tak trzeba się mijać na wąskich schodach. W. oczywiście uwielbia takie drogi, Erynia „też lubi”. Tak koło kościółka Erynia zaczęła się przyglądać sprzedającym chłodną wodę. W., jak zwykle, był nieubłagany. Przy tak krótkiej trasie, noszenie wody jest bez sensu. Napić się można przed i po. W. co prawda spływał potem, ale szedł swoim tempem, robiąc od czasu do czasu zdjęcia lub skoki w bok. Podczas jednego z takich skoków wynalazł możliwość zejścia inną drogą – nie lubi wracać tą samą którą już szedł. Po dotarciu na sam szczyt twierdzy św.Jana (fortu Iliryjskiego) i obfotografowaniu wszystkiego z góry wróciliśmy do miejsca gdzie zaczynała się droga schodząca na drugą stronę fortyfikacji. Wyglądała na trochę inną (mniej bezpieczną) więc zmęczona Erynia trochę się zagotowała. W. przeżył to z bólem serca ale czego się nie robi… dla nowych doznań. Przelazł przez jakąś dziurę w murze, z niesmakiem stwierdził, że nie lubi piargów i… zaczął schodzić piargiem. Osłabiona (psychicznie też) Erynia podążyła za Nim. A po drugiej stronie były ruiny opuszczonej, kamiennej wioski z cerkwią i zejście serpentynami do Kotoru. Zejście to było, ze względu na serpentyny, nie tak męczące jak wejście lecz cokolwiek dłuższe. Za to procentowało innymi widokami: murów twierdzy (z zewnątrz), gór, gajów oliwnych, serpentyn i miejsc po strumykach. Ciekawym miejscem było Brązowe Oko (nazwa nadana przez W.) nigdzie nie odnotowywane w przewodnikach miejsce podobne do Blue Eye. Też rzeka wypływająca ze skały, tylko że ta, po kilkudziesięciu metrach znikała wśród kamieni. Erynia twierdzi beznamiętnie, że to to wypływa spod starej elektrowni i tyle. Po zejściu do Kotoru uzupełniliśmy wypocone płyny zimnym napojem zakupionym w sklepie (dwukrotnie tańszym niż ‘za murami’) i po zapłaceniu za parking ruszyliśmy do Perastu – za przewodnikiem: „wymarłego miasta marynarzy”. Może i marynarze wymarli, ale dzielnie zastąpili ich turyści. Przed miastem parking (0,70€/h) – można go ominąć stając wyżej, ale trzeba o tym wiedzieć. Do miasta wjechać samochodem nie można (tylko mieszkańcy, mieszkający, dostawcy i komunikacja).
do galerii Picasa

Perast

Od parkingu do miasta jest około 600m ładnym spacerkiem drogą nad morzem. Miasteczko, jak to W. powiedział, typowe, budowane z kostki kamiennej ale malowniczo położone. Mniej więcej w połowie zostaliśmy zgarnięci na łódź wiozącą turystów (5€/os.) na wysepkę Gospa od Škrpjela (Matka Boska na Skale). Czemu nie. Trasa krótka, malownicza, dodatkowo ładny kościół słynący z cudownego obrazu. Według legendy, w miejscu dzisiejszej wyspy, wystawała skała na której znaleziono obraz Madonny. Obraz trzykrotnie umieszczano w kościele w Peraście, ale ten za każdym razem wracał na skałę, w niewyjaśnionych okolicznościach (komentarz W.: „Hi, hi – niewyjaśnionych…”). Mieszkańcy Perastu, uznawszy to za cud, zaczęli tam wysypywać głazy i zatapiać zdobyczne okręty. W ten sposób, na powstałej wyspie można było wybudować kościół Matki Boskiej na Skale i umieścić tam obraz. Przy kościele ciekawe muzeum tupu ‘szwarc, mydło i powidło’. Po pół godzinie szyper zabrał towarzystwo dosyć międzynarodowe (Anglicy, Izraelici i Polacy) z powrotem. Przy okazji opłynęliśmy drugą z wysepek, która jest własnością prywatną niedostępną dla zwiedzających. Po powrocie na ląd przeszliśmy do końca mieściny, wdrapaliśmy się na wieżę kościoła (ach te schody), zjedliśmy dobre małże i kalmary w restauracji nadbrzeżnej i zdecydowaliśmy, że wracamy. Oczywiście W. nie lubi wracać tą samą drogą więc pojechaliśmy dalej brzegiem Boki do pierwszego z promów („Kamenari — Lepetane Ferry„). Promem przeprawiliśmy się na ‘pierwszy’ brzeg (4,5€/samochód, ludzie darmo). I przez Tivat wróciliśmy do Petrovaca – tu już W. nie mógł jechać inną drogą, ale jakoś to przeżył. W drodze u bardzo miłych sprzedawców straganowych uzupełniliśmy zapasy alkoholi (domowe wino i rakija) oraz owoców. Po przyjeździe do Petrovaca postanowiliśmy jeszcze trochę pozwiedzać i zrobiliśmy drobną rundkę po mieście zakończoną kolacją z winkiem.

Poprzedni
Następny

2 odpowiedzi na Kotor i Perast

  1. Erynia

    Jaruto, nie było tak źle a teraz jest już dobrze 😉 . Po powrocie oboje trafiliśmy na stół do zaprzyjaźnionego osteopaty. Ten, robiąc co do niego należy, sugerował nam nowe trasy podróży na przyszły rok.

  2. Jaruta

    Ewuniu – jak tam kręgosłup po tych schodach i peregrynacjach Witka? To jego powinno boleć – za karę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.