browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Szentendre i skansen

do galerii Picasa

Szentendre

Po opuszczeniu Wyszehradu drogą wzdłuż rzeki dotarliśmy do Szentendre. Miasteczko urokliwe, rzadko który dom ma więcej niż dwa piętra, uliczki w centrum wąskie kręte i wyłożone kostką brukową, klimatem przypomina Kazimierz Dolny. Okres „przed sezonem” było ‘widać i czuć’ wokół, ale nie przeszkodziło nam to specjalnie w oglądaniu architektury. Bardzo ciekawe były również sklepy z ceramiką. Rzadko gdzie można by znaleźć tak urokliwe wyroby z klasą, na dodatek wykonane ręcznie. Po spacerku po mieście i sprawdzeniu gdzie jest interesujący nas skansen, znaleźliśmy St.Andrea Panzio o bardzo ciekawym wystroju: przykładowo lampki przy łóżkach dawały bardzo łagodne, nastrojowe czerwone światło. Już samo wejście bardzo nas zaciekawiło – przy recepcji zastaliśmy dwóch niemieckich żołnierzy i roznegliżowaną recepcjonistkę, która okazała się „też” gościem, tylko pomagającym recepcjoniście – tylko ona znała odrobinę angielski. Ponieważ pokój był bez śniadania dostaliśmy zniżkę z 10600 na 8900Huf (płatne tylko gotówką) za dwójkę z łazienką, telewizorem i… czerwonymi „latarniami”. Erynia doszła do wniosku, że w „takim” miejscu jeszcze nie spała, a wszystkiego należy spróbować – ciekawe co też miała na myśli?
do galerii Picasa

skansen w Szentendre

Skansen pod Szentendre zaczęliśmy zwiedzać około 10. a zakończyliśmy po 15. i cały czas było co oglądać. Domy z całych Węgier sprowadzone na 46 hektarową przestrzeń i rozmieszczone zgodnie z regionami i epokami ich rozwoju. Jest to skansen największy na Węgrzech, a nie słyszeliśmy o większym gdziekolwiek. Udostępniane są tam do oglądania nie tylko eksponaty architektoniczne z wyposażeniem ale również magazyny z pokatalogowanymi eksponatami. W niektórych budynkach: młynie, piekarni, piwniczce z winami i paru domach można również zobaczyć proces mielenia zboża czy wypieku regionalnych ciast, o wypiciu wina nie można nie wspomnieć. Spotkaliśmy też wiele wycieczek dziecięcych uczących się historii: wyplatania wianków, śpiewania piosenek regionalnych, rozpoznawania ziół i życia na dawnej wsi. Ciekawym zjawiskiem był stosunek personelu skansenu do Seklerów.
Seklerzy

Seklerzy

Gdy spytaliśmy o tak charakterystyczne dla ich architektury bramy, dostrzegliśmy coś z pogranicza zdziwienia i braku zrozumienia „o co im chodzi, przecież to nie Węgrzy, a tutaj jest przecież skansen węgierski”. Trochę to było dziwne, szczególnie po obejrzeniu wystawy o eksodusie ludów po II wojnie światowej. Multimedialna wystawa miała miejsce w kilku chatach jednej z „wiosek”. Składały się na nią mapy, zdjęcia, relacje dźwiękowe, telewizyjne rejestrujące wspomnienia niemłodych już ludzi. Inna wystawa była poświęcona porównaniom przedwojennych nacji: seklerskiej, madziarskiej i Węgrów siedmiogrodzkich na różnych płaszczyznach: językowej, tradycji, strojów, wyznawanej religii, kuchni, używanych technik rolniczych. Co więcej, było to zrobione w bardzo interesujący acz przystępny sposób.
 
Po przejściu tych… kilometrów w upale, pozostało nam już tylko w miarę szybko dojechać do Gödöllő, by złożyć wizytę cesarzowej Sisi.
 
Już po powrocie przyjrzeliśmy się dokładniej stronie skansenu i W. znalazł wirtualna wycieczkę po skansenie – po co myśmy tam jechali? 😉

Poprzedni
Następny

2 odpowiedzi na Szentendre i skansen

  1. Erynia

    Małgosiu,
    Robimy co w naszej mocy a postaramy się jeszcze bardziej, by „interesowność” nie ucierpiała. 😉

  2. Małgośka

    Bardzo proszę, piszcie częściej. Mam ogromny niedosyt, „chcem” jeszcze. Z zapartym tchem przeczytałam sprawozdania a właściwie opowiadania o podróży.
    Jak przystało na mieszczkę, najbardziej zachwyciła mnie zieleń aż po horyzont. Nawet nie wspomnę, że siedząc w totalnie rozkopanym mieście, zazdroszczę Węgrom …. bruku. 😉
    Życzę Wam, abyście mieli możliwość podróżowania przynajmniej raz na kwartał i to nie jest życzenie pozbawione interesowności. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.