browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

ogrody

ogrody botaniczne, parkowe

Kuks

Dnia następnego Erynia zażyczyła sobie obejrzeć barokowy szpital – Hospital Kuks – w miejscowości Kuks. Początkowo W. się opierał, gdyż tym samym uciekło nam zwiedzanie browaru i degustacja piwa w Nachodzie, ale gdy kobieta się uprze… Historia Kuksu zaczyna się gdy hrabia František Antonín Špork (Franz Anton Sporck), przy okazji wizytowania dóbr odziedziczonych po ojcu, dotarł do źródeł w okolicy Łaby. Choć właściwości lecznicze … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Bruksela i nasz przyjaciel Murphy

Wszystko co dobre kończy się za wcześnie, więc i pobyt u francuskiej rodziny także skończył się za wcześnie. W planach mieliśmy jeszcze Brukselę, Antwerpię i Akwizgran (Achen) a czasu było coraz mniej. Z Sedanu wyjechaliśmy dosyć wcześnie, by było więcej czasu na zwiedzanie. Około 11. stanęliśmy na parkingu podziemnym przy Grand-Place (W. wybrał taki z największą ilością miejsc – ponad 900). Początkowo rozważaliśmy „model wiedeński” czyli park&ride na obrzeżach … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Crupet i Durbuy

W planach mieliśmy belgijskie miasto Namur, i nawet do niego dotarliśmy, nawet więcej: pojeździliśmy po nim a nawet znaleźliśmy twierdzę, tyle że po mieście jeździliśmy klnąc je w żywy kamień (W.) i szukając parkingu po jednokierunkowych uliczkach. Wszystko było zajęte a jedyny parking z którego wyjeżdżały samochody nie wpuszczał nowych bo papieru w drukarce biletów zabrakło. Po wyczerpaniu asteriksów zdecydowaliśmy olać Namur i pojechać do drugiego z zaplanowanych miejsc: miasteczka Durbuy. Po wyjechaniu … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Klify i jaskinie

Jak zazwyczaj wyruszyliśmy świtkiem koło południa, tym razem obejrzeć klify Dingli – to już drugie o podobnej nazwie – poprzednie były w Irlandii – ale te były jakoś mało widokowe. Do miejscowości Dingli dotarliśmy autobusem i dalej ruszyliśmy już piechotą w skwarze, w kierunku wody (najbliższej). Nie było daleko, w końcu na Malcie nigdzie nie jest daleko, a do morza w szczególności, ale i tak mieliśmy czas zapoznać się z urokami spacerku w słońcu … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Valetta

Motto dla Valetty wymyśliła Erynia: „Nie musimy pędzić z wywieszonym jęzorem odhaczając kolejne punkty programu, możemy się powłóczyć uliczkami Valetty tam gdzie nas oczy i nogi poniosą”. I poniosły, a właściwie „ponosiły” bo zwiedzaliśmy ją na raty, częściowo z własnej winy a częściowo z powodu świeżo przygotowywanych wystaw, które otwierano ‚w przyszłą sobotę’. Przy pierwszych odwiedzinach, W. stwierdził po wyjściu z autobusu „jak wszyscy … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Kaszubski Leonardo da Vinci i Biskupin

Dzień następny zaczął się od wielkiego sprzątania by dom zostawić w stanie nie gorszym niż go zastaliśmy. By wyjechać w miarę wcześnie, wstaliśmy świtem dzikim – jak dla nas, bo słońce już hulało po niebie. A plany mieliśmy na ten dzień szerokie, a wliczając w to powrót do domu to i dłuuuugie. Na początek przejechaliśmy przez Swornegacie by uzupełnić zapasy obrazków na szkle malowanych. Drugim miejscem były Brusy-Jaglie z interesującymi: Chatą Kaszubską i zagrodą twórcy … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Viborg i ‚wielki zamek’

W środę ruszyliśmy do Viborga. Ponieważ było blisko, to wyjechaliśmy trochę po 10. Na miejsce dojechaliśmy po południu i ruszyliśmy w miasto. Na pierwszy ogień poszedł Kunsthal Brænderigården pusty w środku – bez obsługi, tośmy go jedynie obfotografowali z zewnątrz (wewnątrz była wystawa czasowa całkiem ładnych fotografii Mika Ninagawa). Po drugiej stronie ulicy był biblijny ogródek – ponoć ze wszystkimi roślinami opisanymi w Biblii. Niespecjalnie widzieliśmy te roślinki (były za to … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Odense i Fredericia

Trasę do Odense zaplanowaliśmy na cały dzień bo mimo, że drogi w Danii są proste i płaskie a ruchu praktycznie nie ma, to ograniczenia prędkości potrafią zabić każdy plan liczony według polskich standardów. Jazda w Danii dla W. była bardziej niebezpieczna niż w Gruzji. Przy duńskich zasadach i karach W. przestrzegając prawa zasypiał za kierownicą. Drogi duńskie są nudne, nudne, nudne, nudne… Jakoś dojechaliśmy do Odense bez żadnego wypadku … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Tønder

Po niemieckich drogach jakoś to szło – szybko i bezboleśnie, ale Dania… to już paranoja. Uczulony na nieprzekraczanie prędkości dozwolonych W. pluł jadem na duńskie przepisy kastrujące kierowców. „Po tym kraju nie da się jeździć!!!!” Jednak jakoś dojechaliśmy do zamówionej przez internet kwatery. Nocleg wybierał W., z powodów… sentymentalnych. Mianowicie 17 lat temu, był tam na szkoleniu w duńskim oddziale swojej firmy. Oba oddziały (polski i duński) istnieją zresztą … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Tbilisi

Ukontentowani estetycznie świątynią Dżwari, dotarliśmy wreszcie do Tbilisi, i nawet (z drobnymi perturbacjami – ponieważ zmieniono nazwę ulicy i /nie/używane są obie) do hotelu polecanego nam przez Giorgiego. Tym razem wybór był dobry. Guesthouse Zaira Star znajduje się w starym Tbilisi, rzut beretem od placu Wolności, ale jako że wejście jest od podwórza, w pokojach jest cicho. Właścicielka włada mową Puszkina i Szekspira, tak że nie było problemów z komunikacją. Pokoje … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Kutaisi (Imeretia)

Pojedzeni, ruszyliśmy do Kutaisi. GPS ‚ogłupł’ i chciał nas wyprowadzić drogą dla 4×4 via Uszguli. Nie daliśmy się namówić – pojechaliśmy do Kutaisi drogą którą przyjechaliśmy, przez Zugdidi. Droga przebiegła w dużo gorszych warunkach: osuwiska kamieni i błota, które powstały w międzyczasie po deszczach, zmuszały do zwracania większej uwagi na drogę i tak już śliską a miejscami stromą. Hotel „Gora” w Kutaisi, który zamówił nam Giorgi, zrobił na nas dobre pierwsze … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Batumi i okolice (Adżaria)

Po rzuceniu okiem na kamienne plaże Sarpi pojechaliśmy w kierunku Batumi (oczywiście zabierając oko ze sobą – jeszcze się przyda). Parę kilometrów od granicy zatrzymalismy się na drobny sen. Świtkiem dzikim, około 6. (to znaczy 8. czasu gruzińskiego) wyszliśmy z samochodu rozprostować kości przed dalszą jazdą i W. zakochał się w Gruzji. Zaraz za stacją, szumiącą kaskadą strumyk opadał spod drzew, a nad nim były schodki. Czego mu … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Gödöllő – Pałac Sisi

W Gödöllő nie udało nam się znaleźć hostelu wyszukanego w internecie, zamieszkaliśmy więc w pobliskim (do tamtego adresu) Panzio (nomen omen) Nora. W recepcji panował język węgierski. Ponieważ jednak dostępna była sieć internetowa to porozmawialiśmy przez Google-Translatora, dało się nawet uzgodnić jadłospis na śniadanie. Pokój był wyposażony w minitoaleto-łazienkę 0.8×1,6m (kiedy On to mierzył?!), z prysznicem pamiętającym lata 60 – wysoki drąg z sitkiem. Wyposażenie pokoju było za to imponujące – składowisko … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Dubrownik i okolica

Pobudka, śniadanie, pakowanie, sprzątanie (okien nie umyliśmy) i wyjazd do Dubrownika. Na granicy pierwszy raz kolejka, tak z 10 samochodów. Stoimy, zaczyna być ciepło a od granicy szambem trąci. Jakiś Włoch wylądował na kontroli celnej, innym sprawdzają dokładnie dokumenty. Przed nami jeszcze jeden wóz na polskich blachach. W końcu podjeżdżamy pod budkę, pogranicznik wziął do ręki nasze paszporty, otworzył zamknął i kazał jechać. Podobnie na drugim posterunku. Lubią Polaków? Zaraz … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Krzeszowice… i nie tylko

Zachęceni opowieścią pana Piotra Adamczewskiego o Antonim Teslarze, postanowiliśmy zajrzeć do Krzeszowic. Poza tym chcieliśmy zadać kłam powiedzeniu „cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie”. Krzeszowice, małe (10 tys. mieszkańców) miasto wzbudziło w nas mieszane uczucia. Z jednej strony piękny park i sukcesywnie odnawiane, i używane na cele publiczne, zabytki, mogące równie dobrze znaleźć się w uznanym turystycznym mieście. Z drugiej strony malownicze … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

od Ałupki do Liwadii i Koktebel

Następnego dnia skoczyliśmy do Ałupki. Jako że Erynia przegapiła właściwy zjazd do miasta wylądowaliśmy, zupełnie niechcący, na starym cmentarzu. Nie stał się on ostatnim miejscem naszego pobytu między innymi dlatego, że naszym celem był pałac Woroncowa – gubernatora Kraju Noworosyjskiego. Przed odwiedzinami pałacu wstąpiliśmy na przystań obok której W. popływał sobie w Morzu Czarnym. Pałac ma szalony wygląd, każda część zbudowana w innym stylu. Pomimo tego, budowla … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Blarney i Cobh

G., kolega W., nieopatrznie rzucił sugestię „zapraszamy do nas”… a że mieszka z rodziną w Irlandii Erynia nie omieszkała z tego skorzystać. Wyszukała tanie linie lotnicze i na tydzień, w którym wypadało św.Patryka, zamieszkaliśmy u przyjaciół w Mallow. G. zabrał nas z lotniska i dowiózł do swojego domu. Irlandia przywitała nas, rosnącymi wzdłuż autostrady, łanami żonkili – w końcu wiosna!. Na początek G. zasugerował, że chętnie pokaże nam okolicę i tak następnego … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz