browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

UNESCO

Akwizgran

Do Akwizgranu daleko nie było, w trochę ponad godzinę zjawiliśmy się w hotelu i… udało się załatwić nocleg. Jako że restauracji przy Ibis Budget nie ma (śniadania są całkiem smaczne), ruszyliśmy w kierunku miasta i pierwszym miejscem godnym zainteresowania (na burgery i inne świństwa nie patrzymy) była restauracja (przyhotelowa) Soers. Żeby było śmieszniej okazała się restauracją niemiecko-perską. Na szczęście jedzenie było na dobrym niemieckim poziomie … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Bruksela i nasz przyjaciel Murphy

Wszystko co dobre kończy się za wcześnie, więc i pobyt u francuskiej rodziny także skończył się za wcześnie. W planach mieliśmy jeszcze Brukselę, Antwerpię i Akwizgran (Achen) a czasu było coraz mniej. Z Sedanu wyjechaliśmy dosyć wcześnie, by było więcej czasu na zwiedzanie. Około 11. stanęliśmy na parkingu podziemnym przy Grand-Place (W. wybrał taki z największą ilością miejsc – ponad 900). Początkowo rozważaliśmy „model wiedeński” czyli park&ride … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Reims i szampany

Dzień ten przeznaczyliśmy na Reims i degustację szampanów. Zaczęliśmy od katedry (a jakże!) Notre-Dame – trzeba to przyznać wielkiej i z zewnątrz zdobieniami bogatej. W środku zdobień jest trochę mniej za to wrażenie robią witraże – niestety w większości (przez wojny) dosyć nowe, a za ołtarzem nawet nowoczesne (fuj!). Po obejrzeniu katedry powłóczyliśmy się trochę po pobliskich katedrze uliczkach, obejrzeliśmy ratusz i parę ciekawych architektonicznie domów, niestety większość starej … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Szampański gotyk

Długo myśleliśmy nad następną trasą aż padło na Châlons-en-Champagne bo to i miasto stare (jakieś 2000 lat) i zabytków parę, i UNESCO też się na ten temat wypowiedziało, więc ruszyliśmy w drogę. Aby nie było tak zupełnie pod sznurek, Erynia przypomniała sobie w pewnym miejscu trasy, że jest tutaj-gdzieś inna bazylika z listy UNESCO – i była: La Basilique Notre-Dame de l’Épine. W. skręcił, znalazł i wóz zaparkował a Erynia … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy

Luksemburg

Trasa z Trewiru do Luksemburga przebiegła prawie bez dodatkowych doznań. Ponieważ jednak „prawie” czyni różnicę to i tym razem uczyniło. Na początek, W. nie dogadał się z GPSem i trochę kręcąc wyleciał na trasę biegnącą brzegiem Mozeli. Nie wiemy czy to była trasa planowana ale opłaciła się i widokowo, chociaż chwilami kropiło, i degustacją wina – W. nie był w stanie nie skręcić w bok na widok winiarni Winzerhof Löwener … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Trewir

Marzec upłynął nam głównie na zmaganiach z prawem Murphiego, tak że o podróżach nawet nie myśleliśmy. Kiedy wreszcie udało nam się względnie opanować sytuację, minął miesiąc a my postanowiliśmy zmienić otoczenie. Tym razem o kierunek zadbał Syn W., który zakochał się, ze wzajemnością, w pięknej Francuzce. Dzięki temu zostaliśmy zaproszeni na kilka dni do Francji przez, tym samym, Naszą Francuską Rodzinę. Takiej okazji nie mogliśmy przegapić … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy

Barranco de las Angustias

Przyszła kryska na Matyska, czyli kolej na Kalderę Taburiente (część trasy PR LP 13). Konkretnie zagnało nas na parking przy wejściu do Wąwozu Strachów czyli po ichniemu Barranco de las Angustias. Tu udało nam się złapać taryfę, która za jedyne 12,25€ ode łba (51€ za cały samochód – zabraliśmy się z dwojgiem Hiszpanów) zawiozła nas jakieś 10km w dal (zakosami) i 800m wzwyż do punktu zwanego … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Roque de Los Muchachos

W poniedziałek od samego rana ruszyły przygotowania do zwiedzania wyspy. Zaczęliśmy od wypożyczenia samochodu, następnie Erynia wskazała trasę, którą W. wytyczył i już mieliśmy w nią ruszyć gdy okazało się, że jest drobny problem z GPS-em. Mianowicie W. przypadkiem przestawił go na język arabski. Powrót do „ludzkiego” alfabetu chwilę potrwał. Następnie okazało się, że GPS nie „widzi” wysp Kanaryjskich. W. długo acz bez rezultatów walczył z materią. W końcu … Kontynuuj czytanie »

6 komentarzy

Pokucie, Huculszczyzna i Bukowina

Hostel „Na kuti” („on the corner”) {link przestał działać}, w którym mieszkaliśmy, prowadzi młode małżeństwo, dbając nie tylko o czystość pokojów ale przede wszystkim o ciepłą i domową atmosferę. Tam naprawdę czuliśmy się serdecznie ugoszczeni i wręcz „zaopiekowani”, co wcale nie musi być normą w takich miejscach. Rankiem, po obfitym śniadaniu, dostaliśmy od Gospodarzy propozycję udania się z innymi gośćmi do Muzeum Pisanki. Propozycja na czasie, bo … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Bochnia

Od czasu do czasu (czytaj: raz na kilka lat) również i W. trafia na przegląd (zdrowotny). Ten konkretny trafił się w sobotę rano w Krakowie. Cóż było czynić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Mieliśmy pochodzić po Krakowie, odwiedzić Kazimierz, może uliczki starego miasta ale… W. musiał coś wymyślić i tak cichutko zaproponował: „A może by tak do Bochni?”. Czemu nie – tam nas jeszcze nie było. No … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Mdina

(na wstępie drobna uwaga uzupełniająca – Mdinę zwiedzaliśmy przed katedrą św.Jana w Valetcie) Do Mdiny dojechaliśmy autobusem w warunkach klimatyzowanych, a te mają jednak tę wadę, że wychodząc z nich człowiek zderza się z rzeczywistością i ma to niekiedy nieprzewidywane skutki. I tak było tym razem. Wysiadając z autobusu W. oświadczył, że dzisiaj nie będziemy się pałętać po muzeach i zaraz za rogiem skręcił do… muzeum katedralnego. Co prawda znalazł usprawiedliwienie, bowiem … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Valetta

Motto dla Valetty wymyśliła Erynia: „Nie musimy pędzić z wywieszonym jęzorem odhaczając kolejne punkty programu, możemy się powłóczyć uliczkami Valetty tam gdzie nas oczy i nogi poniosą”. I poniosły, a właściwie „ponosiły” bo zwiedzaliśmy ją na raty, częściowo z własnej winy a częściowo z powodu świeżo przygotowywanych wystaw, które otwierano ‚w przyszłą sobotę’. Przy pierwszych odwiedzinach, W. stwierdził po wyjściu z autobusu „jak wszyscy … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Zamość i Zagroda Guciów

Erynia po prawie roku bez używania samochodu bardzo szybko „wdrożyła” się w jego prowadzenie i zaczęła szaleć, delikatnie przy tym wyzywając przymulających kierowców. Właściwie oprócz częstych pozytywnych reakcji na teksty W. w stylu „czy wiesz, że przekraczasz dopuszczalną prędkość o…” czy „hamuj wcześniej bo pocałujesz w d… tę dziewczynę przed sobą” tylko raz spróbowała się zmieścić na centymetry pomiędzy dwoma stojącymi samochodami – jadąc … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Brunary i Karpacka Troja

Kolejny wyjazd ‚przez Wysową’. Erynia miała większe plany i dlatego zaordynowała wzięcie dwóch dni urlopu by móc odwiedzić Zamość i Roztocze. Oczywiście, od samego początku, nie moglo się obejść bez nieprzewidzianych postojów. Tym razem padło na Cerkiew pw.Św.Michała Archanioła w Brunarach. Trzeba się było zatrzymać i obejrzeć, szczególnie że była otwarta a nawet gdyby nie, to podany był telefon do przewodnika. Po odstawieniu Mamy Erynii do sanatorium i zrzuceniu … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Szlak „Drewna” i „Kamieni”

Erynia jest zdeklarowaną sezonową wielbicielką góralskich kapci. Gwoli ścisłości, jej uwielbienie wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do temperatury na dworze, zaś latem przerzuca się na japonki. Jako że ostatnie kapcie są w stanie klupściowatym (patrz: komentarz przy wpisie „Parszczenica, Swornegacie i Wdzydze”), zażyczyła sobie nowych na urodziny. Wbrew pozorom, życzenie wcale nie jest takie łatwe do spełnienia, bo na lokalnych targowiskach coraz częściej można natknąć się … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Noratus i północne monastery

GPS zrobił nam psikusa i W. tłukł się po nocy po wiejskich, dziurawych drogach gruntowych, aż zrezygnował z jazdy przy XIXw. kościółku. Tymczasem do interesujacego nas cmentarza wiodła piękna droga asfaltowa… Nic to – za to spaliśmy spokojnie aż do momentu gdy obudziły nas wychodzące na popas krowy. Z siedzeń zwlekaliśmy się powoli bo również po raz pierwszy w Armenii przywitało nas zachmurzone niebo. Powoli się jednak rozjaśniało … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Armenia, do Erywania

W końcu dotarliśmy do granicy. Erynia miała okazję przeżyć przekraczanie granicy w „starym, dobrym, komusim” stylu. Prawie jak podczas wypadu na Krym, ale ‚prawie’ czyni różnicę. Na początek typowa kontrola paszportowa i papierów samochodu, potem kazano nam zatrzymać się przed szlabanem i przejść do budynku gdzie urzędowali celnicy. Tu zaczął się mały cyrk. Celnik chciał wprowadzić dane osobowe Erynii do swojej bazy, tyle że z alfabecie ormiańskim. Biedak … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Amasra i Safranbolu

W końcu dotarliśmy do Amasry – dawnej kolonii greckiej. Miasto jest przepięknie położone, widoki z murów miejskich na wodę urocze, muzeum archeologiczne pełne pamiątek z okresu greckiego i bizantyjskiego, ale… to jest już kurort pełną gębą – i to w złym znaczeniu tego słowa. Na przykład: gdziekolwiek pytaliśmy o toaletę, byliśmyśmy odsyłani do płatnych, w samym centum, „bo u nas nie ma” – dla nas to nie problem, ale jak by trafiło … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Gruzińska Droga Wojenna (Mccheta-Mtianetia)

Rankiem nastąpił ciąg dalszy kontaktów polsko-izraelskich, równie symaptycznych acz w innym składzie. Tym razem na towarzystwo składali się ludzie pochodzący z terenów byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (od Rygi po Ukrainę), którzy jako dzieci wyjechali do Izraela. Między sobą porozumiewali się po rosyjsku. Po śniadaniu ruszyliśmy do Mcchety, dooglądać katedrę Sweti Cchoweli i klasztor Samtawro. Przy samych zabytkach nie można parkować, a strzałki wywiodły nas na oddalony … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

droga do Tbilisi

No i przyszła kolej na Tbilisi, nieco okrężną drogą — W. bardzo chciał zobaczyć monaster Katskhi zbudowany na samotnej, czterdziestometrowej skale. Można do niego wejść tylko po drabinie. Taka mini-Meteora. Do cerkwi prowadziła nieco kręta i niezbyt dobra droga. W jej pobliżu dostrzegliśmy inny domek na podobnie wysokiej i stromej skale (może trochę większej) ale wejście po drewnianej drabinie było zamknięte na kłódkę i ogrodzone drutem kolczastym. Na „parkingu” pod monasterem, już … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz