browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

zabytki

Zamek Helfsztyn

Zamek Helfsztyn (Hrad Helfštýn) mieliśmy obejrzeć w drodze do Ołomuńca ale trochę się nam wtedy dzień skrócił i W. postanowił przełożyć termin jego zwiedzania na drogę powrotną. Wieczorem dnia poprzedniego zaplanowaliśmy, do zwiedzenia, na poranek jeszcze parę miejsc w Ołomuńcu, ale przywitał nas on (i poranek, i Ołomuniec) mieszaniną wiatru i deszczu – nad Czechy dotarł orkan Grzegorz. Na szczęście w okolicach zamku znaleźliśmy się w “oku cyklonu” (chyba), bo nagle … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Okolice Ołomuńca

Nie wszystko co dobre koniecznie musi być w centrum. Kilka kilometrów od Ołomuńca znajduje się jedna z jego dzielnic – . Jak sama nazwa wskazuje, jest to teren górujący nad miastem (tak, są widoki), zaś świętość objawia się barokową Bazyliką Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny, jednym z miejsc pielgrzymkowych na Morawach. Jako że pogoda nas nie rozpieszczała, to i dzikich tłumów nie było. Zresztą i tak jest po sezonie. Ku wielkiej … Kontynuuj czytanie »

7 komentarzy

Ołomuniec

Wstawanie było trudne i na dodatek przerwane koniecznością zejścia na śniadanie (całkiem, całkiem). Po śniadaniu kontynuowaliśmy wstawanie, aż wreszcie około 10. poszliśmy na stare miasto. Po części czuliśmy się usprawiedliwieni, bo pogoda była “pod zdechłym Azorkiem” – lało. Zaczęlismy spacer od zejścia do Open Wine – sklepu winiarskiego. Był w tym samym budynku co hotel. Trochę zawiodła nas odpowiedź kierowniczki, że sprzedawane są tu … Kontynuuj czytanie »

8 komentarzy

Wieczór w Ołomuńcu

Tym razem wyprawa zaczęła się “dzień wcześniej”. Z niewiadomych przyczyn (Erynia: “dobra, dobra!”) samochód był cokolwiek ubłocony – tak do poziomu klamek. Erynia ubrudziwszy sobie rączki przy otwieraniu drzwi (W. się nie postarał i nie zdążył jej drzwi otworzyć) zasugerowała umycie Drakula. I Drakul został umyty – już trzeci raz w przeciągu prawie roku. Słoneczko nie było tyle razy myte w ciągu 8 lat. … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Edirne

Rankiem zerwaliśmy się z foteli stosunkowo późno, bo dopiero o 7:30. Tak, potwierdzamy: naszym wakacyjnym, samochodowym, pobudkowym standardem jest szósta rano. W sumie nie było się po co spieszyć. Nasz kolejny cel był niedaleko, a i tak wszystkie atrakcje otwierają się z reguły o 10:00 rano. Edirne (bo to był ten cel) kilkukrotnie już omijaliśmy, jadąc w głąb Turcji. Zawsze było: “może kiedyś, później”. Erynia zdecydowała, że “kiedyś” … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Remont w Divriği

  Do Sarpi dotarliśmy szybko, lecz niestety na przejściu zaczęły się schody. Do odprawy czekała cała wielka, krzycząca grupa ludzi. Po pewnym czasie przejechały dwa puste autokary więc możliwe, że celnicy puścili ludzi osobno a autokary osobno i odprawa trwała dłużej niż normalnie. Dalej już było standardowo. W okolicy Rize W. szukał herbaty (i zielonej w dużych paczkach nie znalazł). A następnie, ze względu na chęć odwiedzenia szpitala (to był już ostatni … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Ani

Na ten dzień zaplanowaliśmy odwiedzenie Zabitego Miasta – dawnej stolicy Armenii: Ani. W. z opisów wnioskował, że na miejscu zastanie szczere pole na którym gdzieniegdzie niczym ostańce wychyną z trawy resztki zabudowań. Tymczasem potomkowie zabójców miasta zrobili sobie niezły biznes (8TRL za wejście, a jeszcze handel zimną wodą czy magnesami na lodówkę…) A co do samych ruin to słowem Ani nazwano wiochę przed częścią wyglądającą jak odrestaurowane mury z bramami. … Kontynuuj czytanie »

7 komentarzy

Hasankeyf, wulkan i Ahlat

Rano, przy śniadaniu poznaliśmy nową potrawę turecką – sigara böreği. Tak na pierwszy rzut oka, były to zwijane ruloniki z ciasta yufka i wrzucone na chwilę na głęboki tłuszcz. Zdrowe to i może nie było, ale świetnie się to jadło. Prosto śniadaniu ruszyliśmy do miejsca skazanego na zagładę – miasta Hasankeyf. Lata temu powstał plan wybudowania olbrzymiej zapory mającej dostarczać wodę całej Anatolii (GAP), w związku z tym wiele już … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Od Mardinu do Midyatu

Okolice Mardinu i Midyatu słyną z syryjskich klasztorów. Mają one ciekawy status prawny – bardzo niepewny w obecnym czasie. Dwa najbardziej popularne zwiedziliśmy. Pierwszy, znajdujący się cztery kilometry od Mardinu, nosi nazwę Szafranowego, od barwy murów. Rzecz jasna, są określane pory zwiedzania, z przerwą od 12:00 do 13:00. Wstęp kosztuje kilka lir. Wchodzi się przez część komercyjną, gdzie można pozbyć się gotówki w sklepie, w restauracji … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Mardin – piękno zaklęte w kamieniu

Mardin widać już z daleka. Miasto praktycznie otacza sam szczyt góry na której stoi twierdza. Niestety jedynym hotelem, który udało się tutaj Erynii znaleźć przy założeniach: własny parking i przyzwoita cena był Yay Grand Hotel na obrzeżach miasta (8km od centrum). W. przekonał Erynię, że przebijanie się przez miasto w tłoku by dotrzeć do centrum po zachodzie słońca nie ma sensu. W efekcie uzyskał pobudkę przed świtem by wcześnie zjeść śniadanie i ruszyć … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Muzea w Urfie i Harran

Dzień wczorajszy zaowocował w Erynii nostalgią związaną z urokiem tego miasta. Chciałaby tutaj pobyć dłużej i/lub wrócić tu jeszcze kiedyś. Na osłodę (która tylko pogłębiła nostalgię) zwiedziliśmy jeszcze parę miejsc w Urfie. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Meczetu Ulu Camii z 1150r. – niestety wnętrza były zamknięte i mogliśmy obejrzeć, w świetle dziennym, jedynie dziedziniec i cmentarz (kotów już na nim nie było). Po wykwaterowaniu ruszyliśmy w poszukiwaniu nawigacji … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Şanlıurfa – miasto

Rankiem pyszne, proste, domowe śniadanie w ogrodzie: gorący, świeżo upieczony przez żonę właściciela chleb przypominający ormiański lawasz, domowe sery, masło, jajecznica na swojskich jajach, pomidory i ogórki z własnego ogródka, miód z własnej pasieki i tylko oliwki ze słoika ze sklepu, uff… Wegetarianie, i ci co jedzą tylko naturalne, mieli by radochę. Weganie pluli by na zabite “życie poczęte” – nam jajecznica smakowała! Pod koniec śniadania podeszła do nas grupka … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Nemrut Dağı

W ten dzień dzień szykowało nam się prawie 600km jazdy do Nemrut Dağı. Wbrew GPS-owi i Google map droga w kierunku Kayseri a później Malatyi w większości była bardzo zacna – przyzwoicie utrzymana dwupasmówka. W jednym miejscu nawigacja wybrała przeskok między dwupasmówkami o standardzie wiejskim-asfaltowym. Przy przecinaniu pasma górskiego przed Adıyamanem GPS stracił sygnał na kilkadziesiąt kilometrów i zastanawialiśmy się czy go odzyska. Tak to jest gdy “ostatnia deska … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Karawanseraje i Avanos

Kolejny dzień zaczął się od niedyspozycji sprzętu elektronicznego: mianowicie padły nam obie nawigacje GPS, a i telefony nie chciały się ładować. Po dłuższej zabawie, udało się “namówić” większość zabawek do współpracy a czas sobie płynął. Gdy w końcu wyjechaliśmy, słoneczko zdążyło już trochę popracować. Erynia, mimo wielkiej niechęci W. do wielkich miast wybrała za cel Kayseri, miasto duże (1,1mln mieszkańców), pełne zabytków ale raczej omijane przez turystów. … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Kapadocja – balony i nie tylko

W. poczuł się jak w normalny dzień roboczy, no może nie zupełnie, bo w dzień roboczy po pobudce przed piątą jest śniadanie – a tutaj, o prawie gołym pysku trzeba było Erynię wywieźć na punkt widokowy z którego miało być widać startujące przed świtem balony (wschód słońca 6:04, opóźniony trochę przez góry). Z lotu balonem zrezygnowaliśmy nie tylko z powodów finansowych ale widoku prawie setki startujących balonów Erynia nie mogła ani sobie … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Yazılıkaya i targ bydła

Po śniadaniu wyskoczyliśmy do centrum wsi, do Boğazköy Müzesi dooglądać artefakty wykopane w Hattuszy. Choć placówka była niewielka, miała przemyślaną ekspozycję, wzbogaconą o oryginalne sfinksy z Hattuszy a także gliniane pieczęcie i tabliczki z pismem klinowym. Tu nas lekko zatkało: byliśmy święcie przekonani, że wgłębienia na tabliczce będą spore, tak na pół centymetra. Tymczasem maksymalnie miały ze dwa milimetry. Jak ci Hetyci to pisali? Jak oni to czytali bez lupy? Opisy … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Hattusza (Hattuşa)

Po przejechaniu 900km dotarliśmy do do Hattuszy – starożytnej stolicy Hetytów – tak, tych z którymi wojował faraon Ramzes II. To był (przed)ostatni z pomysłów Erynii, które W. “upchnął” w trasę. A miejsca trochę było bo pierwszy zarezerwowany nocleg mieliśmy dopiero z 26 na 27 sierpnia. Coś trzeba było zrobić z tym ‘dodatkowym’ urlopem. Na miejsce dotarliśmy około 14. i od razu natrafiliśmy na Abdullacha Kekilli (Kurda pełniącego … Kontynuuj czytanie »

5 komentarzy

Kolejny “Biały Gród”

Przejazdów przez kolejne kraje nie ma co opisywać, było szybko i sprawnie aż do granicy rumuńsko-bułgarskiej, gdzie mieliśmy pecha trafić na koniec zmiany celników: stara zmiana już nie odprawiała, bo kończyła pracę, z kolei nowa też niespecjalnie garnęła się do roboty. W efekcie funkcjonariusze stali w grupkach, popalali papieroski, wymieniali poglądy, niewątpliwie się integrowali a w międzyczasie kolejka aut się wydłużała… Szczęśliwie dla nas, byliśmy drudzy w tej … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Regéci Vár

No i przyszedł czas powrotu do Polski. By to nie było za proste W. musiał coś wykombinować. Najpierw skręcił na Boldogkőváralja bo ponoć tam można było znaleźć “coś ciekawego” zrobione z moreli. Niestety nic nie znaleźliśmy a ponieważ twierdzę już kiedyś zwiedziliśmy to ruszyliśmy dalej. Niewiele dalej, bo W. zoczył drogowskaz na Regéci Vár [En]. Zamek widać już było z daleka – także stoi na wysokiej skale, tym razem wśród … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

Mezőkövesd

  Żeby nie było, że na Węgrzech to my tylko pijemy wino i łapiemy promile, ruszyliśmy w trasę. Tym razem skusił nas Mezőkövesd, miasto zamieszkałe niegdyś przez jedną z mniejszości narodowych – lud Matyó, słynący z pięknie haftowanych strojów (i damskich, i męskich). Charakterystycznym motywem haftów jest tak zwana róża Matyó. A z haftami związana jest legenda.Zanim jednak dotarliśmy do Mezőkövesd, nasz wzrok przykuł kościół i rondo z bramą do miasta Szerencs. Okazało się, że wyczucie … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze