browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

monastery

Remont w Divriği

  Do Sarpi dotarliśmy szybko, lecz niestety na przejściu zaczęły się schody. Do odprawy czekała cała wielka, krzycząca grupa ludzi. Po pewnym czasie przejechały dwa puste autokary więc możliwe, że celnicy puścili ludzi osobno a autokary osobno i odprawa trwała dłużej niż normalnie. Dalej już było standardowo. W okolicy Rize W. szukał herbaty (i zielonej w dużych paczkach nie znalazł). A następnie, ze względu na chęć odwiedzenia szpitala (to był już ostatni … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Ani

Na ten dzień zaplanowaliśmy odwiedzenie Zabitego Miasta – dawnej stolicy Armenii: Ani. W. z opisów wnioskował, że na miejscu zastanie szczere pole na którym gdzieniegdzie niczym ostańce wychyną z trawy resztki zabudowań. Tymczasem potomkowie zabójców miasta zrobili sobie niezły biznes (8TRL za wejście, a jeszcze handel zimną wodą czy magnesami na lodówkę…) A co do samych ruin to słowem Ani nazwano wiochę przed częścią wyglądającą jak odrestaurowane mury z bramami. … Kontynuuj czytanie »

7 komentarzy

Od Mardinu do Midyatu

Okolice Mardinu i Midyatu słyną z syryjskich klasztorów. Mają one ciekawy status prawny – bardzo niepewny w obecnym czasie. Dwa najbardziej popularne zwiedziliśmy. Pierwszy, znajdujący się cztery kilometry od Mardinu, nosi nazwę Szafranowego, od barwy murów. Rzecz jasna, są określane pory zwiedzania, z przerwą od 12:00 do 13:00. Wstęp kosztuje kilka lir. Wchodzi się przez część komercyjną, gdzie można pozbyć się gotówki w sklepie, w restauracji … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Şanlıurfa – miasto

Rankiem pyszne, proste, domowe śniadanie w ogrodzie: gorący, świeżo upieczony przez żonę właściciela chleb przypominający ormiański lawasz, domowe sery, masło, jajecznica na swojskich jajach, pomidory i ogórki z własnego ogródka, miód z własnej pasieki i tylko oliwki ze słoika ze sklepu, uff… Wegetarianie, i ci co jedzą tylko naturalne, mieli by radochę. Weganie pluli by na zabite “życie poczęte” – nam jajecznica smakowała! Pod koniec śniadania podeszła do nas grupka … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Kolejny “Biały Gród”

Przejazdów przez kolejne kraje nie ma co opisywać, było szybko i sprawnie aż do granicy rumuńsko-bułgarskiej, gdzie mieliśmy pecha trafić na koniec zmiany celników: stara zmiana już nie odprawiała, bo kończyła pracę, z kolei nowa też niespecjalnie garnęła się do roboty. W efekcie funkcjonariusze stali w grupkach, popalali papieroski, wymieniali poglądy, niewątpliwie się integrowali a w międzyczasie kolejka aut się wydłużała… Szczęśliwie dla nas, byliśmy drudzy w tej … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Trapiści z Orval i zamek w Bouillon

Tym razem mieliśmy przyjemność być pasażerami obwożonymi po miejscach ciekawych. Co prawda nasi szanowni gospodarze wytłumaczyli nam, że we Francji dopuszczalna ilość alkoholu we krwi kierowcy to 0,5promila(!) ale i tak nie chcieliśmy ryzykować jazdy po piwie trapistów. A właśnie tego dnia postanowiliśmy odwiedzić ich klasztor w Orval słynący z produkcji piwa. Klasztor jest stosunkowo duży ale do zwiedzania (płatnego) przeznaczona jest jedynie część którą potraktowano zgodnie … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

powrót przez Galati, Bicaz i Rátkę

Następny dzień miał być dniem przejazdu przez całą Rumunię z noclegiem na Węgrzech. Oczywiście ‘po drodze’ postanowiliśmy z obejrzeć wąwóz Bicaz. By mieć czas na wszystko, wyjechaliśmy w miarę wcześnie. Droga była wygodna i malownicza (aczkolwiek miejscami z dziurami i ekipami je reperującymi – 1 maja!?!), i przez tę jej malowniczość z godziny na godzinę łapaliśmy opóźnienie. Erynia, zachwycona Rumunią, co rusz sugerowała postój na robienie zdjęć. Po drodze załapaliśmy … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

kierunek Delta Dunaju

Tym razem to W. odbiło. Pewnego wieczora, gdy rozmawialiśmy o ewentualnym wyjeździe na weekend majowy, rzucił: “a może by tak Delta Dunaju?”. Erynii więcej nie trzeba było… Nie dość, że entuzjastycznie przytaknęła, to jeszcze sama dorzuciła kilka ‘głupich’ pomysłów – “to tak po drodze”. W efekcie na liście znalazł się Murfatlar – bo winiarnia i Konstanca bo stare i nad morzem. Inne pomysły ujawniły się w swoim czasie… W każdym razie … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Apnia, Wardzia i Jedwabny Szlak

Za Achalkalaki skręciliśmy na płaskowyż a nim, w miarę przyzwoitą drogą gruntową, dotarliśmy do Apnii w pobliży Wardzii. To pobliże było bardzo ciekawe: 1500m w poziomie i 500m w pionie – wzdłuż krętej dróżki około 10km. W Apnii już czekali na nas znajomi Anny i Artura z kolacją i kwaterą. Rozmowy przy stole ciągnęły się długo, szczególnie że stół był przygotowany na znacznie większą ilość biesiadników a i wina na nim nie zabrakło. Z kronikarskiego obowiązku nadmienimy, … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Noratus i północne monastery

GPS zrobił nam psikusa i W. tłukł się po nocy po wiejskich, dziurawych drogach gruntowych, aż zrezygnował z jazdy przy XIXw. kościółku. Tymczasem do interesujacego nas cmentarza wiodła piękna droga asfaltowa… Nic to – za to spaliśmy spokojnie aż do momentu gdy obudziły nas wychodzące na popas krowy. Z siedzeń zwlekaliśmy się powoli bo również po raz pierwszy w Armenii przywitało nas zachmurzone niebo. Powoli się jednak rozjaśniało … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

…na południe i nad Sewan

Tym razem wstaliśmy wcześniej, gdyż śniadanie zamówiliśmy na siódmą. Do wyboru była jajecznica, parówki, makaron z sosem i kotlet z ziemniakami. Do tego pomidory, ogórki, oliwki, ser, pieczywo i herbata. Bardzo ciekawy zestaw jak na śniadanie. Erynia poprzestała na jajecznicy a W. na kotlecie bez ziemniaków. Rzeczywistość jak zwykle różniła się nieco od zamówienia, gdyż kotlet okazał się mielonym a jajecznica pływała w tłuszczu. W efekcie, gdy dojechaliśmy do Garni, Erynia znów (pomimo leków) trzymała … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Armenia, do Erywania

W końcu dotarliśmy do granicy. Erynia miała okazję przeżyć przekraczanie granicy w “starym, dobrym, komusim” stylu. Prawie jak podczas wypadu na Krym, ale ‘prawie’ czyni różnicę. Na początek typowa kontrola paszportowa i papierów samochodu, potem kazano nam zatrzymać się przed szlabanem i przejść do budynku gdzie urzędowali celnicy. Tu zaczął się mały cyrk. Celnik chciał wprowadzić dane osobowe Erynii do swojej bazy, tyle że z alfabecie ormiańskim. Biedak … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze

przez południową Gruzję

Rankiem, po pożegnaniu z Gospodyniami, ruszyliśmy w drogę do Achalciche. Z początku droga była asfaltowa o bardzo sympatycznym dla autka standardzie. W. rozglądając się po bokach zobaczyliśmy 2 mosty z XI czy XIIw., choć nie do końca te, o które nam chodziło. W Informacji Turystycznej, w jednej z wiosek ‘po drodze’, zaopatrzyliśmy się w mapki i folderki o adżarskim interiorze. W Khulo trafiliśmy na kolejkę linową, na oko pochodzącą z czasów ex-Sowietskowo Sojuza, ale wciąż działającą. Mieliśmy się … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

parę chwil w Krakowie

Erynia postanowiła odwiedzić z aparatem Kraków. Niby to siedziba naszego województwa, miasto warte odwiedzin w najwyższym stopniu, w jeszcze większym uwiecznienia godne ale… wiele razy tam bywaliśmy, wszyscy tam jeżdżą i wielu więcej (i artystów, i nieartystów) o uwiecznienie go zadbało. Niemniej jednak sobie ku pamięci, a znajomym by nie mieli nam za złe, ruszyliśmy w odwiedziny do Krakowa. Tym razem za kierownicą zasiadła Erynia a W. robił za pilota. Jak … Kontynuuj czytanie »

2 komentarze

Monaster Sumela

Na granicy było ciekawie. O ile z gruzińskimi celnikami nie było problemu (wybałuszyli tylko oczy na polskie “blachy” na samochodzie, zapytali o trasy i skwitowali krótko: “maładcy”), o tyle przejście granicy tureckiej było sporo dłuższe: więcej budek do kontroli na trasie, sprawdzenie bagaży (tu W. zastosował sprawdzone metody z Krymu: worek cebuli, warkocz czosnku i celowy artystyczny nieład w bagażniku — celnik nie dokopał się kartonika win). Od samego Batumi padał deszcz, po stronie … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Klasztor i miasto w skałach (Kachetia i Kartlia Wewn.)

Zbliżała się pora powrotu. W planach mieliśmy powrót południem Gruzji, jednak wszyscy zapewniali nas, że dołem od Dawid Garedży do Wardziji ‘normalnym’ samochodem dojechać się nie da. Nasz samochód był bardziej ‘normalny’ od kierowcy, więc jakoś bez większych problemów udało się Erynii ustalić trasę przejazdu. Niewątpliwym punktem podróży, który musiał być zrealizowany, był monaster Dawid Garedża. GPS co prawda, kończył swoje możliwości na Udabnie, ale od … Kontynuuj czytanie »

4 komentarze

Signagi (Kachetia)

Do Signagi, zwanego Miastem Zakochanych, dotarliśmy wieczorem. W polecanym na forach domu Polaków “Wino i Chleb” nie było już miejsca. Dodzwoniliśmy się tam stojąc na placu Erekle II i rozejrzawszy się dookoła dostrzegliśmy Central Hostel. Tam znaleźliśmy lokum za 25 lari od osoby bez śniadania. Nie dogadaliśmy się bo ponoć śniadanie też oferują, ale nic to, jedliśmy na mieście — niedaleko hostelu był całkiem miły, domowy wyrób chaczapuri. Pokoik … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Gruzińska Droga Wojenna (Mccheta-Mtianetia)

Rankiem nastąpił ciąg dalszy kontaktów polsko-izraelskich, równie symaptycznych acz w innym składzie. Tym razem na towarzystwo składali się ludzie pochodzący z terenów byłego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (od Rygi po Ukrainę), którzy jako dzieci wyjechali do Izraela. Między sobą porozumiewali się po rosyjsku. Po śniadaniu ruszyliśmy do Mcchety, dooglądać katedrę Sweti Cchoweli i klasztor Samtawro. Przy samych zabytkach nie można parkować, a strzałki wywiodły nas na oddalony o kilkaset … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

droga do Tbilisi

No i przyszła kolej na Tbilisi, nieco okrężną drogą — W. bardzo chciał zobaczyć monaster Katskhi zbudowany na samotnej, czterdziestometrowej skale. Można do niego wejść tylko po drabinie. Taka mini-Meteora. Do cerkwi prowadziła nieco kręta i niezbyt dobra droga. W jej pobliżu dostrzegliśmy inny domek na podobnie wysokiej i stromej skale (może trochę większej) ale wejście po drewnianej drabinie było zamknięte na kłódkę i ogrodzone drutem kolczastym. Na “parkingu” pod monasterem, już … Kontynuuj czytanie »

Wstaw komentarz

Kutaisi (Imeretia)

Pojedzeni, ruszyliśmy do Kutaisi. GPS ‘ogłupł’ i chciał nas wyprowadzić drogą dla 4×4 via Uszguli. Nie daliśmy się namówić – pojechaliśmy do Kutaisi drogą którą przyjechaliśmy, przez Zugdidi. Droga przebiegła w dużo gorszych warunkach: osuwiska kamieni i błota, które powstały w międzyczasie po deszczach, zmuszały do zwracania większej uwagi na drogę i tak już śliską a miejscami stromą. Hotel “Gora” w Kutaisi, który zamówił nam Giorgi, zrobił na nas dobre pierwsze … Kontynuuj czytanie »

3 komentarze