browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę by bezpieczniej, szybciej i przyjemniej doświadczać użytkowania.

Pałac Gorzanów

do albumu zdjęć

Gorzanów - pałac

Przyszedł czas na opis przyczyny całego tego zamieszania. Pewnego dnia, wyświetliła się Erynii na FB, reklama portalu Wspieram.to, oferująca, między innymi, nocleg w Domu Zarządcy przy pałacu w Gorzanowie. Dochód z tego miał wspomóc renowację pałacowych wnętrz. Tak zacny cel nie mógł pozostać bez odzewu. Erynia zareagowała natychmiast. Pozostało jedynie określić termin przyjazdu. Pojechaliśmy i dojechaliśmy na miejsce… od tyłu i szczęki trochę nam opadły – jeszcze nie spaliśmy w ruinach. Na szczęście po przejściu na frontową stronę ukazało się nam nieco lepsze oblicze budynku. Szczęki, co prawda, znowu nam opadły, ale tym razem z podziwu nad przestronnymi wnętrzami pokoi gościnnych, w których mieliśmy zamieszkać. Pokoje gościnne miały ciekawe nazwy: Kurnik i Komnata Hrabiny, z oryginalnymi tynkami, belkami stropowymi nadgryzionymi przez kołatki, szafami, komodami, stołem, krzesłami, sofą na oko pochodzącymi z wieków od XVIII do początku XX, robiły niesamowite wrażenie. Do tego wyluzowany właściciel Marek (koledze M. przypominał podejściem niektórych zarządzających chatkami studenckimi w górach) oraz wolontariusze i przyjaciele w różnym wieku dbali o niesamowitą atmosferę miejsca. Mieszkańcy zamku zasugerowali nam również miejsce dokonania zakupów i po paru chwilach karnie stanęliśmy w długiej kolejce po chleb z miejscowej piekarni. Po ten chleb przyjeżdżają ludzie nawet z Kłodzka. Tu W. miał drobne zastrzeżenie, że należałoby jeszcze potrzymać pieczywo tak z 20 minut dłużej w piecu, ale w porównaniu do tego czegoś, co serwują inne piekarnie, to już był (W. zaczynał być) chleb.
Komnata Hrabiny

Komnata Hrabiny


Wieczorem, po miłych pogaduszkach, przyszedł czas spisywania doznań z całego dnia. I tutaj możliwość usadowienia się na krzesłach i przy stole, które w muzeach stałyby za czerwonym sznurkiem, a których dotknięcie byłoby „niemile widziane”, dodało dodatkowego uroku temu miejscu. W tym czasie niektórzy z mieszkańców zorganizowali bajkowy bal w barze, na podwórcu pałacu.
Pałac Gorzanów poznawaliśmy na raty. W sobotę przed śniadaniem odbyliśmy samotny spacer po wnętrzach, a po śniadaniu, wraz z „wczorajszą” wolontariuszką, która co prawda nie pamiętała wielu faktów, ale luki w pamięci nadrabiała uśmiechem. Na usprawiedliwienie dziewczyny dodamy, że wieczorna impreza wolontariuszy była zacna, a wedle relacji M. (i porannego okrzyku z jednego z okien „…oddawaj mój stanik”), nawet części garderoby fruwały…
Dużym bonusem, była wystawa fotografii „Opowieści z rybnego” Tomasza Augustyna na najwyższej kondygnacji pałacu. Mieliśmy przyjemność poznać autora, który stanął nam za plecami i w którymś momencie odezwał się, gdy komentowaliśmy (z zachwytami!) kolejne zdjęcia. A było co oglądać i każdą z wystawionych prac można było kupić. Artysta organizuje również warsztaty fotograficzne o różnym stopniu zaawansowania.
W niedzielę po pałacu oprowadzał gości sam właściciel – Marek Haisig, i tu nadstawiliśmy ucha, gdyż było czego słuchać.
Rozpoczęło się od zdruzgotania światopoglądu W. Według Marka, wszystkie (a przynajmniej większość) renesansowe dwory i pałace to jedna wielka ściema. Wszystkie zostały zbudowane/odbudowane w manierze renesansowej podczas kolejnych renowacji. Ten pałac dzięki ciekawej historii, zachował wiele z pierwotnych założeń. Po wielu perypetiach dostał
rodzina von Herberstein

rodzina von Herberstein

się w ręce, zaprzyjaźnionej z Habsburgami, styryjskiej linii, austriackiej rodziny von Herberstein. Jednym z barwniejszych jej przedstawicieli był Johann Hieronymus von Herberstein, nieszczególnie zainteresowany zarządzaniem majątkiem, za to mający rękę do przypałacowego ogrodu. Tenże Johann natknął się był i „co gorsze” poślubił berlińską aktorkę Eleonorę Petrelli. Miłość musiała być wielka, gdyż pani była ponadto wdową po trzydziestce, z czwórką dzieci z poprzedniego małżeństwa. To za sprawą ambitnej małżonki, w 1816r. miał zacząć działać teatr pałacowy (jeden z trzech Polsce, pozostałe są w Łańcucie i w Łazienkach), w którym aktorka grywała sztuki, między innymi Szekspira. Ponoć postać piętnastoletniej Julii grała grubo po trzydziestce, co musiało dość interesująco wyglądać. Sam zaś graf, dzięki świeżym zasobom finansowym, mógł skupić się na tym, co lubił najbardziej – parku i oranżerii.
teatr

teatr


Ciekawostką jest fakt, że wedle wszelkich internetowych zasobów, graf był żonaty z Marią Henriette zu Salm, Gräfin zu Salm in Neuburg, natomiast nigdzie poza Slowhopem, nie ma wzmianki o Eleonorze. Z drugiej strony, pierwsza żona wyzionęła ducha w 1815r., co hrabiemu w ponownym ożenku zapewne pomogło. Czyżby dalsza rodzina i kolejni genealogowie traktowali aktorkę jako „persona non grata”? Ot, zagadka…
Ważną częścią teatru i życia zamku był niemiecki, dziewiętnastowieczny aktor, reżyser, pisarz, poeta, a nade wszystko celebryta Karl von Holtei,
Karl von Holtei

Karl von Holtei

który zadebiutował, a następnie przez okres dwunastu sezonów był dyrektorem teatru w Gorzanowie. Poza tym, von Holtei wprowadził do Niemiec wodewil, przyjaźnił się z Mickiewiczem i nawet tłumaczył jego poezje, tylko ponoć czasem zapominał dodać, że to tłumaczenie a nie oryginał…
O skali popularności tego człowieka świadczył fakt, że na jego pogrzebie pojawiło się 35 tys. ludzi. To na jego cześć nazwano odbywający się corocznie w pałacu festiwal Hultaj.
Wracając do historii rodziny, po śmierci hrabiego kolejni właściciele nie mieli za bardzo szczęścia do pieniędzy, zainwestowali w złoto i skończyło się to bankructwem. Rozwiązano wówczas majorat, dobra z pałacem (acz bez wyposażenia) zostały sprzedane gminie Bystrzyca i już w latach 30′ dwudziestego wieku powstały tu mieszkania komunalne. Po 1945r. były tu nadal mieszkania komunalne, z tym że zmienili się mieszkańcy: z ludności niemieckiej na przesiedleńców z okolic Stanisławowa. No i dalej było standardowo: dewastacja, skuwanie bądź zamalowywanie polichromii, palenie belkami stropowymi, itp. Sporą część tych ostatnich uratowały przepisy p.poż., nakazujące zakrywać drewniane stropy, co też uczyniono. Po zmianie ustroju, obiekt przez czas dłuższy również nie miał szczęścia do właścicieli. Niestety ani inwestorka z Austrii, ani niejaki Czesław Adamowicz, ponoć hrabia, nie kiwnęli palcem w sprawie remontu, a w pałacu w międzyczasie zawalił się dach i przez 12 lat do środka lała się woda. Adamowicz zrobił zresztą na pałacu interes życia: kupił go za 300 tys. zł a odsprzedał za 1,2 mln zł (informacja od obecnego właściciela). W międzyczasie, nadzieję na podobny „interes” miał ochotę były polityk z Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, ale na szczęście nie zdążył zapłacić przysłowiowej złotówki, i transakcja nie doszła do skutku. Żeby było śmieszniej, Bubel wciąż chwali się pałacem.
Ostatecznie, w 2012 roku pałac trafił w ręce Marka Haisiga, a za jego pośrednictwem do Fundacji Pałac Gorzanów, i od tego czasu dzieje się tu dużo dobrego: zabudowania zostały pokryte dachem, odrestaurowane zostały: wieża zegarowa, teatr, kaplica, sukcesywnie odnawiane są malowane stropy i odtwarzane rzeźbione sztukaterie (Tak, tak, pamiętamy – nie stiuki!). Jest drobny problem ze ścianami niektórych komnat, gdyż po konserwacji stropów, zaczęto skuwać tam tynki i odkryto renesansowe sgraffito przezierające spod barokowych malowideł, a wszystko to potraktowane młotkowaniem. Renesans czy barok – ani jeden, ani drugi nie pasował do świeżo odnowionych stropów. Finalnie, podjęto decyzję o zakonserwowaniu ścian w istniejącej postaci.
Przez pałac od lat paru przewijają się wolontariusze, w tym konserwatorzy, stolarze, architekci i projektanci przyczyniający się w dużym stopniu do zmiany stanu pałacu. To dla nich głównie powstały miejsca noclegowe, z których i my mieliśmy okazję skorzystać. Właściciel nie chce z pałacu zrobić typowego hotelu SPA, bardziej by mu zależało na stworzeniu centrum kulturalnego i wygląda na to, że mu się to udaje, bo stworzył atmosferę artystycznego luzu, która jest równie ważna jak przygotowanie techniczne imprez artystycznych, a tych już trochę było i pewnie jeszcze trochę będzie.
do albumu zdjęć

Gorzanów - nimfeum


W ogrodzie parkowym jest jeszcze jedna ciekawostka na miarę listy światowego dziedzictwa UNESCO. Jest to jedyne w swoim rodzaju XVII wieczne Nimfeum. Co prawda jest ono w częściowo uszkodzone, ale i tak to co można jeszcze obejrzeć jest godne najwyższego podziwu. Może Fundacji uda się doprowadzić obiekt do stanu w którym komisja UNESCO się nim zainteresuje.
poprzedni
następny

2 odpowiedzi na Pałac Gorzanów

  1. Pudelek

    Dobrze przeczytać, że dano temu miejscu jeszcze jedną szansę. Przykro było patrzeć na to jak się sypie, aż całkowicie rozsypie…

    • Erynia

      Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, byliśmy przerażeni ogromem prac, które jeszcze należałoby wykonać. W czasie oprowadzania po pałacu spotkaliśmy natomiast ludzi, którzy do Gorzanowa przyjeżdżają co roku od lat, i są zachwyceni tym, co już zostało zrobione. Tak więc jest nadzieja…

Pozostaw odpowiedź Pudelek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.