browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Kajakiem po Chocinie

do albumu zdjęć

Spływ Chociną

Po dniu przerwy Erynia zadecydowała, że czas pływania nadszedł. Mimo nieba pokrytego chmurkami sugerującymi możliwość zroszenia ziemi czymś płynnym, nie dało się Erynii zniechęcić do tego typu aktywności fizycznej. Po skontaktowaniu się z firmą wypożyczającą kajaki {kajaki.swornegacie.pl} zebraliśmy się w sobie i około 10. zameldowaliśmy się w bazie kajakowej. Wynajmujący zasugerował nam stosunkowo krótki, acz nie nudny, szlak z Chocińskiego Młyna (poznanego wiosną) do Swornegaci. Rzeka Chocina na tym odcinku zajmuje się wyłącznie tworzeniem malowniczych zakrętów (z greckiego: meandrowaniem) i dostarczaniem dodatkowych atrakcji w postaci korzeni, kamieni, łach piachu czy zwalonych pni. Oczywiście nie zapomniała o mostkach i równie niskich gałęziach nad wodą.

Spływ kajakiem po Chocinie, od Chocińskiego Młyna do Swornegaci

Całe szczęście, że stan wody nie był zbyt niski – parę dni deszczowych zrobiło swoje – bo mielibyśmy dodatkowe atrakcje w postaci utknięcia na mieliznach lub obijania się o brzegi przy bystrzach. Ominęła nas, przepowiadana przez wypożyczającego kajak, możliwa rozmowa z krowami, które ponoć będąc u wodopoju lubią wskoczyć do kajaka, by przekazać kto tu jest u siebie. (Według wynajmującego zdarzały się sytuacje, w których krowy niepokojone przez kajakarzy potrafiły być niemiłe i kończyło się to nawet połamanymi kośćmi – ludzkimi, nie krowimi.) Na nasze szczęście tym razem „u siebie” akurat jadły, a nie piły więc nie mieliśmy okazji przetestować tej sytuacji (Erynia: na szczęście; W.: …). Dzięki tym wszystkim atrakcjom rzeczka była tak malownicza, że aż żałowaliśmy, że zapomnieliśmy wziąć kamerki. Częściowo, z duszą na ramieniu, zastąpiliśmy ją aparatem (nie jest wodoodporny). Aby choć częściowo uchronić go przed wodą Erynia, już w domu zapakowała go do torby foliowej, ale na kajaku z torby go wyjęła i jakoś zapominała chronić go w ten sposób. A aparatowi nie zaszkodził nawet deszcz, który w końcu nas dopadł tuż przed samym jeziorem Karsińskim. Na szczęście przed, a nie na, więc zdążyliśmy przykleić się do drzew i po wrzuceniu kurtek na grzbiety, przeczekać go w miarę sprawnie. Torba też wystarczyła jako ochrona aparatu. Dalej już poszło w miarę płynnie, oprócz drobnej niezgodności kierunków na jeziorze (najpierw prosto a potem w prawo a nie prosto i w lewo jak sugerował właściciel kajaka), oraz uwielbienia kajaka do skręcania w lewo (chyba mamy nierównomiernie rozwinięte mięśnie rąk). Mimo tych wszystkich zabaw trasę czterogodzinną przepłynęliśmy w 2 godziny 45 minut, wliczając w to fotografowanie i postój pod drzewkiem. Gdy oddawaliśmy kajak, właściciel był trochę zdziwiony, ale za bardzo nie dawał tego po sobie poznać, za to W. miał całe mokre spodnie i dawał po sobie poznać swoje niezadowolenie z tego faktu. Na dodatek nie zabrał drugich spodni do przebrania i w Restauracji Swornegace musiał poprosić o niewyściełane krzesło by nie zamoczyć mebli. A miałby na to co nieco czasu bo trochę żeśmy tam czasu spędzili pałaszując, jak zwykle wyśmienity obiad (W. zafundował sobie golonkę z pieca, a Erynia barszcz z krokietem oraz pierogi z kapustą i grzybami). Ukoronowaniem posiłku były, kupione w sklepie pod restauracją, lody z manufaktury lodów. Też były dobre, chociaż sezon na lody właściwie się już kończył i dojadaliśmy ostatki. („Kto zjada ostatki ten jest piękny i gładki.”)
Planując wyjazd W. uwzględniał również możliwość odwiedzenia, w drodze powrotnej, paru lasów w celach grzybnych, ale mokre spodnie i przelotne deszcze wybitnie go zniechęciły do takich przerw w podróży, nie mieliśmy więc tego wieczora okazji bawienia się w suszenie grzybów lecz jedynie w suszenie ubrań i masaż Erynii ramion, które dobitnie tłumaczyły jej co o niej myślą, bo jakoś tak nie były przyzwyczajone do tego typu wysiłku. Ramiona W., chociaż ostatnio też rozleniwione, nie były aż tak bezczelne.
poprzedni
następny

6 odpowiedzi na Kajakiem po Chocinie

  1. Erynia

    Kurczę, na Biebrzy nas jeszcze nie widzieli. Można wynająć tratwę na dwie osoby?

    • Pudelek

      Chyba można. Kiedyś spływaliśmy w trzy osoby, ale w pierwszy dzień próbowaliśmy we dwójkę. Co prawda daleko nie zapłynęliśmy, ale to wina silnego wiatru. Przy dobrych warunkach nie byłoby problemu. Jedyny minus to dość wysokie ceny takiego wynajmu, na więcej osób się bardziej opłaca.

  2. Pudelek

    Kajakiem to do tej pory pływałem chyba tylko na Mazurach, po jeziorze 🙂 Na rzekach zdecydowanie wolę tratwę, jak na Biebrzy 😀

    • W.

      Niby tratwa to fajna sprawa, ale
      1. ma większe zanurzenie patrząc po całej szerokości i długości 😉
      2. można jej używać na trochę szerszych rzekach; tratwa z więcej niż 3 belek raczej by po Chocinie nie popływała (a to prawie szerokość kajaka) 😉
      3. przy takiej głębokości rzeki i ilości zakrętów najlepsza tratwa musiałaby mieć kształt kolisty – coś w rodzaju dętki od traktora. 😉 😉
      4. kajak znacznie łatwiej wypożyczyć na parę godzin, chociaż na dłużej bywa droższy
      5. Kajaki to nie tylko Mazury, Kaszuby (i okolice) to całkiem interesujący teren kajakowy (1600km). Patrz: https://kajaki.pomorskie.eu/

Skomentuj Erynia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.