Za pokój to była poezja.
Tuż po po otwarciu drzwi W. stwierdził: „nora”.
Po chwili dodał, „ekskluzywna nora”.
A jeszcze chwilę później „ale niezupełnie”.
- Dlaczego „nora”?
– bo miała szerokość około 3 m długość około 6 m na jednym końcu drzwi na drugim toaleta z łazienką, a obok nich okno. Pomiędzy drzwiami, a łazienką dwa łóżka, szafa, telewizor na ścianie, stolik z krzesłem, którego rozstawienie blokuje przejście do okna. I to wszystko w tej długiej „norze”; - Dlaczego „ekskluzywna”?
– bo wszystko czyściutkie, jaśniutkie, łazienka i toaleta w pełni funkcjonalne, z ciepłą wodą regulowaną temperaturowo na kranie, oraz oczywiście, wielki telewizor na ścianie i w miarę szybkie Wi-Fi; - Dlaczego „niezupełnie”?
– bo z powodu braku miejsca brak było lodówki, stolik co prawda stalowy, ale malusi, klimatyzacji brak – tak że po pierwszej nocy zastanawialiśmy się czy nie przenieść by się na noc na piękne, stylowe kanapy stojące na klimatyzowanym korytarzu. Co prawda okno otwierało się bez problemu, a nawet była na nim zewnętrzna roleta, ale nie wystarczyło to do wymiany powietrza. I nie pomógł nawet dostępny w pokoju wentylator, który po postawieniu go na stoliku zmniejszył powierzchnię dostępną stoliczka o trzy czwarte.
Aby usprawiedliwić to bardzo minimalistyczne podejście do tematu, pokoje były stylizowane na kajuty marynarskie. Przy czym trzeba było uważać na koje, bo gdy z półki nad jedną z nich spadło cokolwiek za obramowanie tejże to w żaden sposób nie szło ani tam się dostać, ani tego łóżka odsunąć, bo zahaczało o szafę, a szafa była nie do ruszenia. Telewizor był co prawda duży i wyposażony we własny dekoder z wielości kanałów, ale wszystkie były czeskie (co też miało swój urok – szczególnie że na wyjazdach staramy się nie włączać obecnych w pokojach telewizorów. Oczywiście W. „musi” wszystkie wypróbować czy działają (i jak).
Wi-Fi – ogólnodostępne, bez jakiegokolwiek hasła zabezpieczającego.


Przynajmniej nie groziło wam zgubienie się w pokoju!