browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Nakło Śląskie

Henckel von Donnersmarck

Henckel von Donnersmarck

Spotkania z zamieszkałym w Gliwicach Ojcem W., z reguły skutkują skokami w bok, po najbliższej okolicy. Tak było i tym razem. Padło na Nakło Śląskie, gdzie rzucić można było okiem na tamtejszy pałac, należący do końca II wojny światowej, do jednej z linii rodu Henckel von Donnersmarck. Nazwisko brzmi bardzo niemiecko, ale pierwsze wzmianki o familii pochodzą z wieku XIV, z – ówcześnie węgierskiego – Spiskiego Czwartku (sł. Spišský Štvrtok, węg. Csütörtökhely, łac. Quinto Foro i wreszcie niem. Donnersmark, Donnersmarkt).
Jak można się domyśleć, byli oni rzutkimi kupcami, a potomkowie pierwszego Donnesmarcka na tyle pomnożyli majątek, że służyli pożyczkami pod zastaw Habsburgom, mającym między innymi „delikatne” problemy z Turkami (a przez to „większe” z gotówką). Jako że Habsburgom zabrakło pieniędzy na zwrot pożyczek, Donnesmarkowie, a konkretnie Łazarz I Starszy wraz z synem o tym samym imieniu, dostali najpierw ziemie, oddane im wcześniej w zastaw, a potem tytuły i w pierwszej połowie XVII w., gdy pojawili się na Śląsku, stali się jedną z najbogatszych rodzin Cesarstwa. Potomkowie Łazarza II podzielili się na kilka linii: tarnogórsko-świerklaniecką, bytomsko-siemianowicką i bogumińską (wygasła w 1803 r.).
do albumu zdjęć

Nakło Śląskie


Do linii bytomsko-siemianowickiej należał pałac w Nakle Śląskim. Niejaki Hugo I, mający siedzibę w pałacu w Siemianowicach, umyślił sobie wybudować „domek letniskowy” (jak dzisiaj budujemy altanki ma działce), w którym mógłby spędzać lato w otoczeniu rodziny i natury. „Jakie pieniądze, taka altanka”, rzekła filozoficznie pani przewodniczka z Nakła, mając na myśli ten pałac.
Do pałacu (niem. Schloss Naklo) rzecz jasna należał wzorcowo prowadzony folwark, ze stadniną z jednymi z najlepszych koni wyścigowych w ówczesnej Europie.
Innym (nomen omen) „konikiem” tamtejszych Donnesmarcków były ogrody, a w szczególności ten różany, o który dbało wielu ogrodników. Te umiejętności, ogrodnicy przekazali później swoim dzieciom, przydały się po wojnie, gdyż pieniądze z kwiatów, uprawianych w przydomowych ogródkach, zasilały niejeden domowy budżet. Ponoć prawie każda rodzina w Nakle Śląskim ma wśród przodków pracowników pałacowych.
W 45′ rodzina ewakuowała siebie oraz część rodzinnych pamiątek do Niemiec. Niedługo potem do wioski wkroczyła Armia Czerwona, rzecz jasna „częstując się” sporą częścią pozostałego wyposażenia. Mieszkańcy wsi również się częstowali…
W ramach niszczenia mienia obszarniczego pałac miał być wysadzony, ale mieszkańcy już mieli pomysł na wykorzystanie tych „zabudowań” i zaproponowali utworzenie w niej Szkoły Rolniczej – w końcu w nowej, socjalistycznej Polsce rolnicy byli potrzebni, a tradycje już były i gdzieś ludzie z pałacu pracować musieli (chcieli!). Dzięki temu budynek przetrwał. Jego wnętrza niestety średnio. Z oryginalnego wyposażenia zachowały się: wiatrołap przy wejściu, posadzka i lampa w westybulu, jedna kratka od ogrzewania (pałac miał ogrzewanie rozprowadzanym pod posadzkami ciepłym powietrzem), kominek, część drewnianej klatki schodowej, część boazerii i żeliwny sejf (niestety, pusty). Przypadkiem odkryto również, i pięknie odnowiono, zdobienia na suficie w jednym z pomieszczeń. Niestety, jak na złość nie zachowały się żadne zdjęcia wnętrz pałacu, a potomkowie dawnych właścicieli, którzy uciekli z Polski będąc dziećmi, też za bardzo pamiętają, jak to wyglądało. W międzyczasie wybudowano nowy budynek Szkoły Rolniczej rzut beretem od pałacu, zaś sam pałac, całkiem niedawno odnowiony (na razie tylko wnętrza i wieża), jest obecnie siedzibą prężnie działającego Centrum Kultury Śląskiej. Puste sale służą wystawom, koncertom, prelekcjom, ślubom czy nawet uroczystym sesjom rady gminnej.
A propos wystaw, na nas zrobiły wrażenie trzy:
  • obrazów Oskara Lubosa. Pierwszy raz widok sztuki współczesnej nie wykrzwiał nam twarzy i nie wywoływał w nas bólu.
  • kolekcji ukraińskich ikon domowych – z prywatnej kolekcji Olgi Bohomolec, rozmieszczonych na ścianach w dawnej pałacowej kaplicy. Ikony przyjechały do Polski w 2022 r., w związku z wojną na Ukrainie. Ładna klamra spinająca kolekcje które zobaczyliśmy na zamku w Lublinie i w Muzeum ikon w Supraślu.
  • wystawa „Spotkanie po latach”, gdzie na podstawie zdjęć i wspomnień zarówno ze strony Donnesmarcków jak i samych mieszkańców, stworzono wspomnienie o ludziach niegdyś „niewidzialnych”: służących, kucharkach, ogrodnikach, nianiach. Podobno Donnesmarckowie dbali o swoją służbę, traktując ich jak domowników. Pewnie dlatego po wojnie nadal dbali oni o „dobra” nie pozwalając ich niszczyć (patrz wyżej).
Sam Pałac otoczony jest parkiem, któremu daleko niestety do świetności. Natychmiast zadaliśmy pytanie, czemu o park nie dbają uczniowie szkoły w ramach zajęć praktycznych? Przecież aż prosi się by jeden rocznik, w ramach pracy dyplomowej, opracował założenia architektury parkowej, a kolejne lata go realizowały.
Okazało się, że i owszem, dawniej uczniowie mieli wydzielone w parku „poletka”, o które musieli dbać, a prace społeczne były rzeczą normalną. Teraz, rodzice by zjedli nauczycieli i dyrekcję za każdą próbę namówienia dziecka do zrobienia czegoś ponad minimum (a pieniądze idą za uczniami). Nawet jeżeli jednym z kierunków szkoły jest architektura krajobrazu to niewiele znaczy gdy w grę wchodzi pobrudzenie sobie rączek czy złamanie tipsów.
Na dodatek, na parku trzyma łapę konserwator, i nawet wycięcie samosiejek wymaga zamawiania firmy zewnętrznej (z uprawnieniami) za grube pieniądze, chociaż mógłby te prace zrobić pracownik Centrum. 
kościół parafialny

kościół parafialny

Po przeciwnej stronie ulicy stoi kościół parafialny – o dziwo otwarty. Był on częścią, ufundowanego przez hrabiego Łazarza Henckel von Donnersmarck, całego kompleksu „pomocowego” wraz z domem opieki prowadzonym przez siostry zakonne. Kościół jest prosty, lecz wraz witrażami sprawiał przyjemne wrażenie. Stało się ono jeszcze przyjemniejsze, gdy przed kościołem dostrzegliśmy pamiątkowy głaz ufundowany przez mieszkańców mieściny w celu uhonorowania wkładu rodziny Henckel von Donnersmarck w rozwój Nakła Śląskiego.
poprzedni
następny

9 odpowiedzi na Nakło Śląskie

  1. krystyna

    W 2000 r. opisywaliście pałac w Gorzanowie k. Kłodzka, też stopniowo przywracany do życia. Czytam ostatnio kryminały autorstwa Tomasza Duszyńskiego/ pochodzącego z tamtego rejonu/. Jest tam wspominany także Gorzanów, a w ” Goliacie” w pałacowym ogrodzie dochodzi do tragicznych wydarzeń. Autor, jak widać, jest wielkim miłośnikiem miejscowej historii i pięknie promuje to miejsce.

    • Erynia

      Krystyno,
      Dzięki za polecenie czytelnicze, do książek T. Duszyńskiego jeszcze nie dotarłam, ale skrzętnie notuję nazwisko 🙂

  2. krystyna

    Czytając o powojennych losach pałacu w Nakle, ciekawość budzi, jakim szczęśliwym zbiegom okoliczności zawdzięczają swoje ocalenie pałace np. w Łańcucie, Kozłówce czy Pszczynie, które przetrwały w całkiem dobrym stanie. Ale to raczej wyjątki. Były to obiekty zbyt duże na szkoły rolnicze czy dyrekcje PGR, a znaleźli się rozsądni ludzie widzący w takich miejscach muzea.
    Na zamku w Pszczynie można zobaczyć sporą ekspozycję pięknych zdjęć służby, a to dlatego ze kucharz, Francuz był zamiłowanym fotografem.

    • Erynia

      Jest też sporo zamków, które przetrwały wojnę i Armię Czerwoną w dobrym stanie, a wykończył je PGR.

  3. Pudelek

    Trochę się nie chce wierzyć, że nie ma żadnych zdjęć wnętrza siedziby takiej arystokracji. I że nikt po 1945 nie zrobił zdjęć tego, co zostało! Ostatni właściciel w 1945 roku był dorosłym mężczyzną i pewnie mógłby udzielić jakiś informacji, ale wątpię, aby przed śmiercią ktoś go zdążył spytać…

    • Erynia

      Niby racja, ale weź pod uwagę, że Donnesmarckowie do końca sądzili, że front do nich nie dojdzie i uciekali w ostatnim momencie. Albumy rodzinne nie musiały być priorytetem w bagażu. Co do szkoły, rok temu z okazji 80-lecia, dyrekcja zwróciła się do absolwentów o udostępnienie zdjęć z dawnych lat. Może coś się znajdzie.

      • Pudelek

        W tą wiarę do końca też nie bardzo wierzę, każdy, kto miał trochę oleju w głowie zdawał sobie sprawę, że wojna jest przegrywana, zwłaszcza arystokracja, która miała więcej możliwości zdobycia informacji. Faktem jednak jest, że często czekali do ostatniej chwili na ucieczkę…

    • w.

      Kto robił zdjęcia wewnątrz „altanki na działce”?
      A co do „po 45’” to mogli tym się zajmować tylko, albo miejscowi, albo okupanci. Miejscowi raczej się takimi rzeczami nie zajmowali – a okupanci tym bardziej. A jak nawet fotografowali to z ruskiego archiwum raczej wyciągnąć się nie da.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.