browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

2024

patrz: Madera sanatoryjnie

Madera – początek; 2024-03-16

Tym razem kierunek wyjazdu był wynikiem wystawienie nas… do wiatru. M. ogłosił, że wybiera się z kolegami na dwutygodniowy treking po Maderze. OK, no to my, w tym samym terminie, na tydzień…
M. zrezygnował (koledzy go olali), ale my tak łatwo nie rezygnujemy i wylądowaliśmy w Funchal.
patrz: Spacer po Funchal

Madera pierwszy spacer;
2024-03-17


W pierwszy dzień, tak dla rozruszania kości, trochę pospacerowaliśmy, zaglądając tu i tam. Po drodze był fort São Tiago, kościółek Santa Maria Maior, Madeira Story Centre i port. Poza tym leżakowanie: jak sanatorium to sanatorium!
patrz: Spacer… i owocki

Spacer… i owocki; 2024-03-18


Spacerów nigdy dosyć, szczególnie nad oceanem, w słońcu i z możliwością posmakowania owoców. Przy okazji wstąpiliśmy do Muzeum Cukru i do Katedry.
patrz: Blandy’s Wine Lodge

Blandy’s Wine Lodge; 2024-03-19


Kolejny dzień zaczęliśmy od picia (oczywiście po śniadaniu i drobnym spacerku). A napoje były przednie – wina maderskie z wiodącej na wyspie firmy winiarskiej. I profesjonalizm widać było nie tylko w smaku win, ale i organizacji degustacji i sprzedaży.
patrz: Muzeum i kościół São Pedro

Ogrody i muzeum; 2024-03-19

Dalsza część spaceru poprowadziła nas do miejskiego parku-ogrodu. Co za miasto! Albo wąskie uliczki, albo otwarte przestrzenie wypełnione zielenią i kolorami kwitnących kwiatów i drzew. Kawałek dalej znaleźliśmy i Muzeum Historii Naturalnej – także z własnym ogrodem. Przy okazji zahaczyliśmy
patrz: Klasztor i ciastka

Klasztor i ciastka; 2024-03-19

jeszcze o jeden kościół. Też jest ich tutaj dużo. Kontynuacją spaceru było zwiedzanie Klasztoru św. Klary oraz leżącego w jego pobliżu ogrodu przy Quinta das Cruzes. Natknęliśmy się też na manufakturę Fábrica Santo António.
patrz: Monte i dwa ogrody

Monte; 2024-03-20

Piękne, słoneczne dni miały się skończyć, więc nie było siły – Erynia zadecydowała „Jedziemy na Monte bez względu na kolejki czy cokolwiek innego”. No to pojechaliśmy. Czekały tam na nas dwa piękne, wykwiecone ogrody, dojrzewające banano-ananasy i ogrodowy Disneyland.
patrz: Fort i muzeum fotografii

Fort i fotografie; 2024-03-21

Miały się skończyć to się i skończyły. Nie to żeby lało, ale i tak niebo nie rozpieszczało słońcem. w sam raz na spacer do Fortu św. Jana Chrzciciela. Po drodze do fortu wstąpiliśmy do zjawiskowego Muzeum Fotografii.
patrz: Marina i dwa muzea

Muzea wnętrz; 2024-03-22


W ostatni dzień zwiedzania Madery mieliśmy przyjemność odwiedzić dwa muzea wnętrz. Nie omieszkaliśmy również rzucić okiem na port jachtowy, i oczywiście uraczyliśmy się wyśmienitymi owocami morza. Kolejny dzień to już tylko drobne zakupy kwiatowo-owocowe (W.), pakowanie i wyjazd na lotnisko. Wszystko sprawnie i miło. (2016zdj/0 km – piesze spacery/5500zto)
patrz: Do Sarpi, po latach

Droga do Sarpi;
2024-04-30 do -05-02


Przyszedł w końcu czas na dłuższe wakacje, tym razem nietypowo, bo W. chciał zobaczyć Turcję trochę mniej spaloną słońcem – i zobaczył: zapłakaną deszczem. Ale fakt, była zielona. Widać to było mimo deszczu, przez całą drogę po azjatyckiej części Turcji. Wcześniejsza część trasy była trochę mniej mokra.
patrz: „Przejście/a” graniczne

„Przejście/a” graniczne;
2024-05-02


Za to na końcu trasy, na przejściu granicznym w Sarpi, zderzyliśmy się z kompleksami pracowniczek służb granicznych oraz totalną bezmyślnością projektantów przejścia granicznego i procedur na nim obowiązujących.
patrz: Poranek u Daro

U Daro - dzień pierwszy;
2024-05-03


 
 
W Sobotę Wielkanocną, między kroplami deszczu, obejrzeliśmy ogród Daro, ale ponieważ krople padały dość gęsto i dość długo, to skoncentrowaliśmy się na przygotowaniu jaj wielkanocnych i różnych wypiekach. Na dodatek pasieni byliśmy chaczapuri w ilościach nieprzeciętnych.
patrz: Batumi po latach

Batumi po latach;
2024-05-04

Gdy na chwil parę przestało z nieba lać wsiedliśmy do samochodu i przejechaliśmy się do centrum Batumi. Przyglądaliśmy się zmianom głównie z samochodu, zatrzymując się jedynie przy zamkniętym Akwarium. Po krótkim spacerze musieliśmy wrócić do domu bo znowu zaczęło padać.
patrz: W Batumi… deszcz

W Batumi… deszcz;
2024-05-05


W Niedzielę Wielkanocną w Batumi lało, a że jest to w kulturze gruzińskiej dzień odwiedzin rodzinnych to pozostaliśmy w domu Daro i wraz z Nią przyjmowaliśmy gości.
Jak już byliśmy w Gruzji w okresie Wielkanocy trzeba było odwiedzić i cerkiew. Daro wybrała nam do obejrzenia Katedra Świętej Trójcy na mapach Samebą zwana.
patrz: Sameba

Sameba i targ rybny;
2024-05-06

Stała ona na wzgórzu z dojazdem typu: „gruzińskie drogi”. Może i nie olśniewa ona starością, ale zarówno w środku jak i na zewnątrz widoki były zachwycające. Niestety wnętrz fotografować nie było wolno. Po obejrzeniu cerkwi obejrzeliśmy i targ rybny w pobliżu portu.
patrz: Park dendrologiczny

Park dendrologiczny;
2024-05-07


 
 
 
Mimo porannego deszczu, po południu udało nam się wyruszyć do parku dendrologicznego. Było to parę godzin wśród zieleni i ptactwa wszelakiego (w wolierach). Wracając obejrzeliśmy jeszcze park przy Hali Widowiskowej i pojedliśmy wyśmienite chinkali w restauracji Pirosmani.
patrz: Bazar, plaża i ogród botaniczny

Bazar, plaża i ogród botaniczny; 2024-05-08


Lata temu obiecaliśmy sobie i Daro, że będziemy chcieli wybrać się z nią do batumskiego ogrodu botanicznego. Przyszedł więc czas na dotrzymanie tej obietnicy. Po drodze wstąpiliśmy na bazar (zrobić zakupy) i pod Petras Ciche.
patrz: Most i wodospad Machunceti

Machunceti; 2024-05-09


 
Daro postanowiła nam pokazać swoje rodzinne strony, gdzie w okolicy Kedy, spędziła dzieciństwo i początkowo pracowała. Po drodze zatrzymaliśmy się, między innymi, w Machunceti by obejrzeć most i wodospad.
patrz: Dom rodzinny i winiarnia

Dom rodzinny i winiarnia; 2024-05-09

Niedaleko już stamtąd było do Kedy i posadowionego na stoku jednego ze wzgórz rodzinnego domu Daro. Po obejrzeniu posiadłości i tradycyjnym posiłku – nie można przecież gościa wypuścić z domu głodnego – zostaliśmy zaproszeni do winiarni Szerwaszidze, na degustację (z posiłkiem – równie tradycyjnym!).
patrz: Przez Goderdzi do Turcji

Droga do Turcji; 2024-05-10


 
 
Przyszedł czas pożegnań i powrotów. Po pożegnaniu z naszymi przyjaciółkami ruszyliśmy do Turcji drogą, przez Goderdzi i przejście graniczne w Wale (ვალე), do Ardahan.
patrz: Ardahan, Kars i Katerina

Ardahan i Kars; 2024-05-10


Jak mieliśmy dojechać do Ardahan tak i dojechaliśmy. Myśleliśmy, że twierdza będzie nieczynna o tak później porze, ale okazało się, że nie tylko mogliśmy ją obejrzeć, ale i zdążyliśmy dojechać do Kars by tam przenocować.
patrz: Śniadanie z kotem… i Kars

Kars; 2024-05-11


Poranek zaczął się dla nas bardzo mile – wygłaskiwaniem hotelowego kota przy śniadaniu. Dalej już nie było tak pięknie, zwiedzając zabytki Karsu mokliśmy w mniej lub bardziej padającym deszczu. Na całe szczęście, oprócz twierdzy, większość z nich była blisko siebie.
patrz: Pałac Ishaka Paszy i wodospad

Pałac i wodospad; 2024-05-11


Po moknięciu w Kars ruszyliśmy w kierunku południowym, by zobaczyć „perełkę” architektoniczną Turcji (Jak to było z tym starym dowcipem o perełkach? „Masz ząbki jak perełki.”, „Takie piękne?”, „Nie, każdy z dziurką.”). Bardziej interesujące były wodospady.
patrz: Van – muzeum i twierdza

Van - muzeum i twierdza; 2024-05-12


Do Van dotarliśmy wieczorem i po mile przespanej nocy ruszyliśmy zwiedzać atrakcje tego miasta. Na pierwszy ogień poszły: muzeum i ruiny twierdzy. Jedno było bogate w eksponaty, drugie raczej nie, ale oba miejsca pozostawiły w nas cokolwiek mieszane uczucia.
patrz: Koty i wyspa Ahtamar

Koty i Ahtamar; 2024-05-12


 
 
Podobnie nam się uczucia zmieszały przy kolejnych dwóch „atrakcjach”. Mieszanie spowodowały: piękne białe Koty z Van i warunki „hodowlane” w Van Kedisi Villasi, oraz szczycenie się „jedynym takim ormiańskim kościołem”, po zniszczeniu wszystkich innych, i wraz z nimi i Ormian, i ich kultury na tych terenach. Na dodatek bezczelnie drą pieniądze z tych turystów, którzy przypływają go obejrzeć.
patrz: Most w Malabadi i Zerzevan Kalesi

Most w Malabadi i Zerzevan Kalesi; 2024-05-13


 
Mimo tego, że był to dzień 13 miesiąca maja to udało nam się zobaczyć, w trakcie przejazdu do Mardin, i piękny most, i Mitreum, i grobowce rodziny sułtana Şeyhmusa Ezzuli. A W. zobaczył tureckie pola wiosną – były zielone.
patrz: Herbata i Dara

Dara; 2024-05-14


 
Po błąkaniu się po miejscach mniej lub bardziej znanych przyszedł wreszcie czas na obejrzenie czegoś nowego-starego – bizantyjskiego skalnego miasta Dara.
(no dobrze, dzień wcześniej też nie byliśmy w miejscach ogólnie znanych)
patrz: Karahan Tepe i Göbekli Tepe

Karahan Tepe i Göbekli Tepe; 2024-05-14


Zanim wróciliśmy na trasy turystycznie eksploatowane to odwiedziliśmy miejsce jeszcze przygotowywane do bycia wielką atrakcją turystyczną – Karahan Tepe.
A po jego obejrzeniu mogliśmy już wrócić na drogi „godne prawdziwego turysty” i odwiedzić Göbekli Tepe.
patrz: Divriği

Divriği; 2024-05-15


Parę lat temu byliśmy już w Divriği, ale dopiero tym razem mogliśmy obejrzeć odremontowany meczet i cały kompleks z zewnątrz. Niestety w szpitalu jeszcze remont się kończył, więc uzupełniliśmy zwiedzanie o spacer po nastrojowym mieście i drobne zakupy.
patrz: Safranbolu i Hadrianopolis

Safranbolu i Hadrianopolis; 2024-05-16


Hadrianopolis mieliśmy odwiedzić na początku trasy, jadąc do Gruzji, ale pogoda zniechęciła nas do odwiedzenia tego miejsca. Co się odwlecze…
Przy okazji odwiedziliśmy i Safranbolu. A później pozostał nam już tylko szybki powrót do domu.
(5159zdj/8525km/2038zto)

Przybliżona trasa przejazdu.
Profil wysokościowy dostępny jest po otwarciu „Pokaż na mapy.cz


Długo to Erynia w domu nie wysiedziała, natchniona Morawami przez Filipa Hlavinkę, delikatnie zasugerowała wyjazd w okolice Modrych Hor by podegustować wina. I tak to wylądowaliśmy w Wielkich Pawlowicach. Ponieważ z domu wyjechaliśmy po południu, dnia tego, przed nocą, zdążyliśmi jedynie zakwaterować się i rzucić okiem na najbliższą okolicę.
Poranek zmusił nas do zakupów (przed)śniadaniowych i już mogliśmy ruszyć pooglądać miasteczko. Co prawda słońce nie pomagało nam malować zdjęć światłem, ale i tak, i miasteczko, i winne okolice nas zachwyciły. Nie można też nie wspomnieć o zachwycie różami i ludźmi.
Następnego dnia przyszedł czas na degustację win tutejszych bo akurat, zupełnie przypadkiem, trafiliśmy na „Putování vinicemi za víny VOC”
(Spacer po winnicach z winami VOC – tłumaczenie przybliżone, bo dokładniejsze mogłoby urazić Czechów). A był to spacer i owocowy, i owocny i w doznania, i w smaki, i zapachy wszelakie.
Jako że nie samym winem człowiek żyje to i należało odrobinę popracować nad częścią duchową naszej egzystencji. Po krótkich uzgodnieniach ruszyliśmy pozwiedzać pozostałości klasztoru i chroniącego go zamku w miejscowości Dolní Kounice.
Dzięki religijnemu skretynieniu Królów Katolickich Hiszpanii: Izabeli I Kastylijskiej i Ferdynanda II Aragońskiego, w Dolní Kounice istniała również gmina żydowska. Po kolejnych, mniej już religijnych, działaniach – tym razem niemieckich, po gminie żydowskiej pozostały już tylko wspomnienia, kirkut i świeżo odrestaurowana synagoga. Nie omieszkaliśmy ich obejrzeć.
patrz: Dolní Kounice [2] i Veveří

Hrad Veveří; 2024-06-03


Deszcz odrobinę pokrzyżował nam dalsze plany i dlatego dopiero w drodze powrotnej podjechaliśmy pod Hrad Veveří. Niestety był to poniedziałek i bramy zamku były zamknięte – nie wyważaliśmy ich, a jedynie obejrzeliśmy gród z zewnątrz. (976zdj/819km/3166zto)

Jak już powłóczyliśmy się po obcych krajach można było pomyśleć o bardziej krajowych trasach.
Akurat tę podjęliśmy za namową koleżanki Erynii, czującej sentyment do Będzina, miasta w którym się wychowała.
A Będzin to ciekawe miasto, z jednej strony z bogatą historią symbolizowaną przez Zamek, Pałac i wspomnienie po będzińskich Żydach, a z drugiej ze współczesnością i jej ciężarem. A ciężary są znaczące. Nie dość, że stare miasto ma nieuregulowane prawa własności budynków mieszkalnych to jeszcze pozostałość nieliczących się z nikim decyzji komunistów pozostawiło całkiem niezły melanż. W efekcie, stare miasto wygląda jak rozpadająca się ruina, a miasto walczy z odnawianiem systemu komunikacyjnego z cudem techniki – rondem o kształcie nerki – włącznie.