Gdy już dotarliśmy do Ziołowego Zakątka obojgu nam pyski się uśmiechnęły na widok żywego skansenu z drewnianymi domami i zagrodami, w których były praktycznie prawie wszystkie zwierzęta wiejskie (niestety bez psów; koty znalazły się później), choć ich zbiór został wzbogacony o parę gatunków raczej nietypowych na polskich włościach – jak pawie, które dumnie krocząc po okolicy darły dzioby aż uszy bolały. Ale tylko trochę bolały, za to reszta zmysłów wróciła do właściwego stanu dla nas obojga – wiejskiego błogostanu.
Ktoś – Mirosław Angielczyk, który (tak przy okazji) jest właścicielem pobliskiej firmy Dary Natury – wpadł na wprost wyśmienity pomysł, by stworzyć skansen i pozwolić w nim mieszkać turystom. Nie jest to przy tym typowa wieś, bo układ domów jest może i przemyślany ze względu na ośrodek wypoczynkowo-turystyczny, ale dosyć chaotyczny jak na układ wsi. W każdym razie już dawno nie zdarzyło nam się spać w drewnianym domu – nie potrafimy jedynie się zdecydować, czy od samego początku był on domem mieszkalnym, czy też zmienił swoje przeznaczenie już po wybudowaniu z oryginalnych bali. Dla nas ważne było, że było czysto, z działającymi: łazienką z toaletą, nastrojowymi oknami wychodzącymi na staw z kaczkami i… stukającym wygodnym, podwójnym łóżkiem.
Podobnych domów, o różnych wielkościach, na terenie gospodarstwa-skansenu, jest wiele – 12 na 48 miejscówek zaznaczonych na mapie, którą otrzymaliśmy w recepcji, by się nie zgubić. Oprócz domów i zabudowań gospodarczych są jeszcze: kaplica, w której nawet raz w tygodniu odprawiana jest msza (a nawet udzielane są śluby), bar w stodole, sklepik z ziołami, SPA i oczywiście karczma, z której nie omieszkaliśmy skorzystać jak tylko zameldowaliśmy się na recepcji. I trzeba przyznać, że lista dań karczmy nie była zbyt rozbudowana, rapem po parę dań z każdego typu, co już na wstępie sugerowało dobre jedzenie. I fakt, były nawet dobre, chociaż skórkę golonki udało im się tak wypiec, że nie brały jej ani noże, ani zęby. Dla odmiany za 6 ruskich pierogów z czosnkiem niedźwiedzim trzeba było zapłacić 36 zł. Chyba przyjdzie się przyzwyczaić do takich cen, chociaż porównanie cen tych 6 pierogów do ceny golonki (58 zł, a W. nie był jej w stanie całej zjeść) wydaje się cokolwiek interesujące!
Po jedzeniu Erynia postanowiła zasiąść do opisania wrażeń, a W. wysłała z aparatem na rekonesans okolicy. Toteż połaził sobie trochę i polokalizował ciekawe miejsca do obejrzenia w kolejne dni.
Wiejska część Ziołowego Zakątka
PS Zdjęcia były robione wieczorem w deszczu. W rzeczywistości Zakątek jest dużo bardziej malowniczy. Dla odmiany, film został nakręcony w ostatni dzień pobytu, ale tutaj lepiej pasuje.


Jest co oglądać.
A czosnek niedźwiedzi warto posadzić w ogródku. Kupujemy sadzonki w supermarkecie albo takim miejscu jak Ziołowy Zakątek, sadzimy w cieniu, oznaczamy, bo roślina po kwitnieniu zanika. Wiosną znów się pojawia w większej ilości, bo rozmnaża się przez kłącza. Polecam, nawet jak nie robi się ruskich pierogów.
Krystyno,
Mieliśmy czosnek niedźwiedzi w ogrodzie, ale zanim sobie o nim na wiosnę przypominaliśmy, to już zdążył przekwitnąć. Faktycznie trzeba oznaczyć, ale nie tylko w ogródku, ale i w kalendarzu 🙂