browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Nie-chleb i nie-łódź

Dzień ten mieliśmy zacząć od odwiedzenia najlepszej piekarni na wyspie, piekącej najlepszy chleb na wyspie. Ponieważ piekarnię w Salme otwierano dopiero o 11., trochę rano poleniuchowaliśmy, szczególnie że pogoda za oknem sugerowała „nie wychodź z domu bo…” – ciężkie czarne chmury przeganiał wiatr po niebie, na szczęście był tak mocny, że przegonił je skutecznie i wyjechaliśmy już prawie w słońcu, tak by zjawić się Salme o czasie i długo nie czekać.
W drodze uzgodniliśmy, że nie będziemy krytykować wypieków (chleba) nawet jeżeli nie będzie on spełniał standardów Erynii (o W.to już nawet nie ma co wspominać!).
Przyjechaliśmy o czasie, piekarnia już była otwarta i obojgu nam, już w drzwiach, wyrwało się gromkie:
Dlaczego zabijacie chleb?!
Nie wytrzymaliśmy widząc „to coś co ponoć miało być chlebem” – świeżo upieczonym – zawinięte szczelnie w folię plastikową!
Napisaliśmy „coś co ponoć miało być chlebem” bo mimo najszczerszych chęci „tego czegoś” chlebem nazwać nie można. Wyglądało to jak drożdżowe, nieupieczone ciasto o konsystencji starej wilgotnej bułki. Żeby nie było – kupiliśmy do spróbowania: jedno „coś” białe (wyglądało jak biała babka wyjęta z foremki przed dopieczeniem, a smakowało jak niedopieczona słodka chałka), jedno „coś” ciemne – ponoć z ziarnami (wyglądało jak mokry pumpernikiel, kroiło się jak guma, a w smaku było nawet dosyć smaczne (tylko dlaczego słodkie?) i ”coś” co wyglądało jak rogalik – miękkie, niedopieczone, niechrupiące byle co bez smaku. Erynia stwierdziła, że woli takie niż gliniaste, a na dodatek smakowało jej słodko. W. musiał grubo posmarować masłem i jeszcze grubiej posolić by dało się to przełknąć – z bólem. Dokupiliśmy jeszcze do tego po ciastku z rabarbarem. Zgodna opinia brzmiała: „byłoby nawet dobre, gdyby zostało upieczone”.
To „coś” sprzedawane jako chleb, natychmiast po kupieniu odwinęliśmy z folii, a ekspedientka łaskawie zapakowała nam „to coś” w torebki papierowe. W samochodzie nawet po paru godzinach jazdy nie było czuć zapachu chleba!
Jeżeli to jest najlepsza piekarnia na wyspie to albo jest jedyną na wyspie, albo nie chcemy nawet myśleć jaki poziom mają inne piekarnie. Jeżeli piekarz nie wie, że chleb po upieczeniu „żyje” (jeszcze dochodzi do właściwego smaku) i pozwala zabić go wkładając do folii to może i jest kucharzem, może i jest cukiernikiem, ale na pewno nie jest piekarzem!
do albumu zdjęć

Salme i okolice

Zniesmaczeni wyszliśmy z tej „piekarni” i poszliśmy szukać łodzi wikinga opisanej na mapach jako ciekawostka Salme. I owszem znaleźliśmy betonowe „coś” z ławeczkami i jakąś tablicę w miejscu zaznaczonym na mapie, ale mimo obejścia całej okolicy dookoła (włącznie z pobliską szkołą i jej wielce rozbudowanym zapleczem sportowym) żadnej łodzi nie znaleźliśmy. Jak już estońska wycieczka młodzieżowa odsłoniła nam tablicę, pobieżnie przeczytaliśmy, że w miejscu, w którym ona stoi „kiedyś” odkopano pochówek wikiński, z którego został jedynie zarys łodzi, parę kawałków metalu, jeszcze mniej kości – chyba, żeby wliczyć „te do gry”. Wszystkie te artefakty wylądowały w Tallinie, ale Saaremaa ma atrakcję turystyczną pod postacią tablicy informacyjnej.
Po dokładniejszym przeszukaniu Internetu okazało się, że czytanie pobieżne nie jest zbyt dokładne.
Pochówek łodziowy w Salme

Pochówek łodziowy

  • Po pierwsze – nie była to jedna łódź, a dwie.
  • Po wtóre – pochowanych delikwentów było w sumie 41 (42), a kości było tyle, że udało się ustalić liczbę pochowanych, ich przypuszczalne pochodzenie, a nawet częściowo pokrewieństwo.
  • Po trzecie – metalu także było więcej, tak około 40 mieczy i okuć tarcz.
  • Po czwarte – zaczęto dyskutować o kwestii Wikingów, bo łodzie były starsze od wieku przyjętego dla istnienia zjawiska zwanego „Wikingami” o jakieś 50 do 100 lat.
Kości do gry (oraz pionki) też były i to w znaczącej liczbie.
 
(nawet w Wikipedii wersje powstałe w różnych językach różnią się od siebie – warto jest przeczytać również przynajmniej wersje [En] i [Est])

Dygresja:

Już po powrocie do domu znaleźliśmy więcej informacji o najnowszej historii znalezisk z tych łodzi. Po wielu latach badań wróciły na Saaremę i najpierw wystawiane były na zamku w Kuressaare na wystawie „Wikingowie przed Wikingami”. W 2023 roku wystawę przeniesiono do muzeum Morskiego w Tallinie, a w 2025 roku pojechała do Szwecji, tak że nic dziwnego, że nie daliśmy rady jej znaleźć w Estonii.


 
Przy okazji poszukiwania łodzi Wikingów W. zauważył, że ta część Salme, na której stoi „piekarnia” oddzielona jest od reszty wyspy przekopem (z wyszukanych informacji: była kiedyś oddzielną wysepką), przez co jest jakby mniejszą wyspą obok wyspy Saaremaa. To mogło bardziej uwiarygodnić opinię, że jest najlepszą (bo jedyną) piekarnią na wyspie nie-Saaremie.
 
Aby trochę rozładować podwójną frustrację przeszliśmy się wzdłuż przekopu w kierunku morza, oglądając drobną przystań, parę drewnianych rzeźb wikingów i wygolony trawnik mogący być mikro polem golfowym. Nie wiemy co to jest, ale w Salme może to być nazwane nawet kosmodromem!
(Erynia: W. naprawdę się wpienił.).
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.