Rano przywitał nas regularny, porządny deszcz. Niespiesznie więc spożywaliśmy wyśmienite śniadanie, rozmawiając przy okazji z operatorami hotelu, który jest własnością gminy. Choć budynek liczy sobie ponad 200 lat, i z zewnątrz na tyle wygląda. W środku, tylko grube mury sugerują, że to może być prawda. Całe wyposażenie jest już współczesne. W każdym razie, czyste pokoje, wygodne łóżka, i kaloryfery, które grzały po włączeniu w zupełności nam wystarczyły do szczęścia.
Wracając do operatora – Spółdzielni Socjalnej Pierrot&Róża, z której prezesem panią Beatą Heleną Domaszewicz mieliśmy okazję porozmawiać, zajmuje się ogólnie mówiąc pomaganiem, a w szczególności inspiracją młodzieży i dorosłych przez sztukę. Wygląda na to że sama pani Beata jest wulkanem inspiracji nie tylko dla innych, ale i dla siebie. Z rozmowy wynikało bowiem, że nie tylko potrafi znaleźć miejsca, w których może pomóc, ale i zorganizować zarówno samą pomoc jak i fundusze na nią. Nie jesteśmy w stanie przytoczyć całej rozmowy, ale była ona tak interesująca, że jedynie obowiązki pani Beaty ją zakończyły, długo po zakończeniu przez nas śniadania.
Po tak miłej rozmowie wyskoczyliśmy do bramy obok, gdzie znajduje się lokalna Informacja Turystyczna, od 30 kwietnia do 30 października czynna codziennie od 10. do 17. Miła odmiana po Czeskim Cieszynie. Co więcej, jest dobrze zaopatrzona w folderki z całego Mazowsza, a i pani była bardzo rozmowna, kompetentna, i chętnie dzieliła się wiedzą na temat fajnych miejsc w okolicy do zobaczenia. W tym momencie już wiedzieliśmy, że my tu jeszcze wrócimy na dłuższy weekend, by dooglądać ciekawe miejsca w Mieście i w jego okolicy. Tak się to robi, drogie Pepiki z Czeskiego Cieszyna.
W ramach udzielania informacji Pani w Informacji Turystycznej poinformowała nas również, że możemy u niej otrzymać klucz do bramy kirkutu, to go wzięliśmy mając w planach podjechanie tam. Plany mają to do siebie że… poszliśmy tam na piechotę, przy okazji przemakając (Erynia). Jej kurtka jest ciepła, ale niezupełnie odpowiednia na naprawdę intensywny deszcz, a zapomnieliśmy o parasolach, sieroty. Nic to, z cukru nie jesteśmy. Kirkut nas zachwycił – około 2200 macew, w dużym zagęszczeniu, w większości z wyraźnymi: pismem i detalami zdobnymi. Niestety fotografowaliśmy wyłącznie komórkami na szybko, nie chcąc narażać aparatów na przesadny kontakt z wodą. Z cukru nie są, ale elektronika też nie przepada za wilgocią. Później, już przebrani, pojechaliśmy kierunku zamku, po drodze zatrzymując się pod kościołem pod wezwaniem św. Zygmunta, już otwartym i zajrzeliśmy do środka. Szczęki nam opadły z wrażenia. Widać tu pieniądze bogatego fundatora (księcia z rodziny Radziwiłłów). Sam kościół kamienny został postawiony pod koniec XV – XVI w. na miejscu świątyni drewnianej, a w kolejnych wiekach coś do niego dokładano i dobudowywano, stąd malowidła ścienne, drewniany malowany sufit, bogato zdobione złocone ołtarze i wyglądający na neogotyckie konfesjonały. Nie można też nie wspomnieć o pięknej rzeźbie na grobie Marii z Gawdzickich Radziwiłłowej i płaskorzeźbie nagrobnej Mikołaja Szydłowieckiego.
Po obejrzeniu kościoła podjechaliśmy pod dawny zamek Szydłowieckich, centrum kulturalne miasta oraz oraz siedzibę dwóch muzeów, z których o porannej porze było czynne, założone w 1968 r., Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych. Tu wpadliśmy na całego. Pogrupowane kategoriami, pięknie wyeksponowane, z możliwością odsłuchu a także gry pod okiem równie kompetentnego co chętnego do przekazania swej wiedzy przewodnika sprawiły, że świetnie się bawiliśmy dowiadując się przy okazji wielu ciekawych informacji. Oprócz instrumentów, czy wystaw czasowych z nimi związanych, w podziemiach są również salki poświęcone samemu zamkowi, jak i ich poprzednim właścicielom: Szydłowieckim, Radziwiłłom, a na koniec księżnej Annie Sapieżynie z Zamoyskich. Finalnie, zamek został sprzedany Królestwu Polskiemu na początku XIX w., dzięki czemu żaden arystokrata z rodzin wyżej wymienionych nie ma podstaw, by sięgnąć po wyremontowany obiekt.
|
Zamek |
instrumenty |
witraże |
zamek |
![]()
Szydłowieccy |
Zamek i wystawy na jego terenie
Tuż przy samym wyjściu, w muzeum instrumentów, była okresowa wystawa witraży, w postaci podświetlanych witryn – oryginały trudno byłoby odremontować i przenosić.
Na tym muzeum, ze smutkiem zakończyliśmy zwiedzanie, bo musieliśmy wreszcie opuścić pokój hotelowy i pojechać dalej. Czekało nas bowiem około 300 kilometrów trasy.



Ładny ten Szydłowiec nawet przy deszczowej pogodzie. Zabytki ciekawe i dobrze zachowane. Krzywe drzewo – oby jak najdłużej żyło. Zaskoczyło mnie pozytywnie, że mieszkańcy zgłosili takie nietypowe drzewo, a głosujący docenili jego oryginalność.
Też nam się to Miasto wydaje nietypowe. Ponoć po „wyjazdach zarobkowych” ma mniej niż 10 tyś. mieszkańców, a organizacyjnie bije na głowę miasta znacznie większe.