fortyfikacje
Muzea Tallina
Ponieważ był to ostatni dzień naszego zwiedzania Tallina to Erynia postanowiła przegonić W. po muzeach. Na szczęście w Erynii chęć sprawienia W. „przyjemności” walczyła z jej własnymi oporami. W efekcie dało się żyć, szczególnie że W. był na tyle wredny, by nie mieć nic przeciwko dowolnej liczbie muzeów… pod warunkiem, że Erynia przygotuje trasę od muzeum do muzeum. … Kontynuuj czytanie
Spacer po Tallinie
Zemsta Wikinga trzymała W. dłużej w swych łapach, więc po śniadaniu Chłop zległ ponownie w łożu, zaś Erynia zgarnęła d… w troki i bez parasola, pomimo jednoznacznej prognozy pogody, ruszyła w miasto. Siłą rzeczy zaczęła zwiedzanie od apteki, gdzie nabyła elektrolity dla W., a następnie, standardowo, wyskoczyła ciut inną drogą niż wczoraj na Dolne Miasto, gdzie w zaułku pokazał jej się otwarty … Kontynuuj czytanie
Haapsalu
Przyszedł w końcu czas przeniesienia się z wyspy na ląd stały, rankiem pożegnaliśmy więc miłą Gospodynię i jednym etapem, szybko, bez zbędnych postojów dotarliśmy do przeprawy promowej. Choć niebo było dynamiczne, to morze jednak było spokojne i promy pływały zgodnie z rozkładem. Zanim dotarliśmy do Tallina, zahaczyliśmy o Haapsalu – miejscowość uzdrowiskową o długiej historii, ciekawej architekturze małych domków, większych hoteli uzdrowiskowych … Kontynuuj czytanie
Port, zamek i soljanka
Kolejnym punktem ustawionym przez W. na trasie był malutki port Triigi na północy wyspy, z którego 3 razy dziennie odpływają promy na wyspę Hiiumaa. Bilety można kupić w automacie. Nawet gdybyśmy mieli w planach popłyniecie, musielibyśmy czekać do dwudziestej bez pewności powrotu tego samego dnia, bo nie wiemy po której stronie „śpią” promy. Może kiedyś… Trasą nadmorską dotarliśmy do … Kontynuuj czytanie
Zamek w Kuressaare
Rano po szybkim śniadaniu wyskoczyliśmy na szybki spacer łącząc dwie potrzeby: chodzenia boso po trawie oraz poszukiwania sygnału Wi-Fi, który w poleconym przez Gospodynię miejscu ogrodu, pojawiał się i znikał. Z przewagą tego drugiego. A był nam potrzebny do ustawienia trasy na dzisiejszy dzień. Przy okazji, mogliśmy się przyjrzeć innym domkom z zewnątrz, grządkom, inspektom, mini szklarni a także ogrodowi zimowemu, … Kontynuuj czytanie
Jedzenie w Tartu
Po krótkim odpoczynku i doprowadzeniu się do stanu używalności, W. rozpoczął w Przydasiach poszukiwania polecanej restauracji z kuchnią lokalną. Znalazł dwie, ale ta druga mu się mniej „na wyczucie” spodobała (później dowiedział się, że od paru lat zbiera ona co roku tabliczki z nazwą Michelin). Tak więc wróciliśmy w miejsce, które obejrzeliśmy z zewnątrz rano – pod ponad dwustuletnią prochownię (powder … Kontynuuj czytanie
Zamek w Bausce
Po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku zbiegu dwóch rzek Mūsa i Mēmele (pl.: Niemenek) tworzących po połączeniu rzekę Lelupę, gdzie na skalnej ostrodze stoi zamek broniący dawnymi czasu miasta Bauska (pl.: Bowsk). Patrząc od strony miasta, widać jego część nowszą, a zza niej wystają ruinki średniowiecznej twierdzy. Wszystko to na wysokich skarpach spadających do dwóch rzek. Natomiast od strony miasta widać … Kontynuuj czytanie
Szydłowiec rano
Chcesz rozśmieszyć Boga? Opowiedz Mu o swych planach. Rano przywitał nas regularny, porządny deszcz. Niespiesznie więc spożywaliśmy wyśmienite śniadanie, rozmawiając przy okazji z operatorami hotelu, który jest własnością gminy. Choć budynek liczy sobie ponad 200 lat, i z zewnątrz na tyle wygląda. W środku, tylko grube mury sugerują, że to może być prawda. Całe wyposażenie jest już współczesne. W każdym … Kontynuuj czytanie
Cieszyn, trochę dłużej
Majówka okazała się świetnym pomysłem na dooglądanie Cieszyna, po wcześniejszej, dosyć krótkiej, w nim wizycie. Niestety na ten świetny pomysł wpadło wiele osób, tym bardziej że w ten weekend odbywał się w Cieszynie festiwal Kino na granicy, w którym nie tylko można się zapoznać ze sztuką filmową, (a od roku 2018 również literacką) zarówno polską jak i czeską, ale również spotkać … Kontynuuj czytanie
Kocobędz-Podobora
Niedaleko od Czeskiego Cieszyna jest ciekawy obiekt archeologiczno-rekreacyjno-dydaktyczny – Archeopark Kocobędz-Podobora (Chotěbuz-Podobora). A ponieważ w pobliżu jest i Rybny Dom z restauracją, akwarium zewnętrznym i wewnętrznym, i miejscem zabaw dla wnuczki W., to decyzja była prosta. Daleko nie było więc po drobnym zwiedzaniu Cieszyna w kilkanaście minut dojechaliśmy na parking przy Rybnym Domu, a stamtąd spacerkiem, w parę chwil, doszliśmy pod Archeopark. … Kontynuuj czytanie
Zamek Valtice
Przed zwiedzaniem Zamku w Valticach mieliśmy trochę czasu na poznanie jego historii, która (pisana) zaczyna się od XII w., a niepisana jeszcze wcześniej. Jak to w średniowieczu bywało, miał on paru właścicieli (kolejno), aż – co nie było typowe – trafił on w ręce rodu Liechtensteinów, którzy zarządzali nim od XIV w. do 1945 r., w którym to przeszedł on … Kontynuuj czytanie
Stećci i jeziorka
A miało być tak prosto, łatwo i przyjemnie – no może z drobną złośliwością W., bo Erynia zasugerowała by do Crljivicy (stanowiska archeologicznego ze stećci, wpisanych na listę UNESCO) podjechać od drugiej strony (od Cista Provo) jak się nam wczoraj nie udało dojechać od Cista Velka. Potem nawrotka i szybka trasa do Omiš (oczywiście W. musiał dodać trasę … Kontynuuj czytanie
Wykopaliska i twierdze
Dzisiaj to W. planował trasę, faszerując ją licznymi punktami, chcąc się zemścić na Erynii, której ostatnio przypadło do opisu plażowanie. Plany planami, ale W. na widok tabliczki „vino” 100 m od trasy, nie powstrzymał się i skręcił. Wyjechaliśmy z Proškiem, domowym czerwonym, wiśniówką i orzechówką na rakiji. Dalej nadzieja kazała nam skręcić na widok tabliczki „auto service”. Pierwszy mechanik, … Kontynuuj czytanie
Split
Po niedzielnym spacerze po Trogirze Erynia postanowiła obejrzeć i drugie miasto z listy UNESCO: Split z jego główną atrakcją – pałacem Dioklecjana. Dojazd po Splitu był właściwie przyjemnością, ze względu na piękne widoki z trasy nadmorskiej. A można je było oglądać do upojenia, bo ograniczenia prędkości wymuszały jazdę poniżej 50 km/h, co cokolwiek wkurzało Chorwatów, szczególnie gdy W. reagował przesadnie … Kontynuuj czytanie
Trogir
Poranek przywitał nas szarymi chmurami, z których czasami coś pokapywało. Zeszliśmy na śniadanie licząc na to że w międzyczasie coś się zmieni. Śniadanie było jak najbardziej odpowiadające gwiazdkom hotelowym, przy czy jak zawsze przy „pierwszym razie” należało przetestować jakie smaki są serwowane. Było w czym wybierać zarówno od strony różnorodności jak i smaków. Nawet Erynii jakoś bardziej smakowało – … Kontynuuj czytanie
Pępek, bikini i kwatera
Nadszedł dzień przenosin w inne miejsce. O ile Cefalù będzie nam brakowało, o tyle ani za hotelem, ani jego śniadaniami tęsknić nie będziemy. Przenosiny przenosinami, ale W. nie byłby sobą, gdyby gdyby nie ustawił kilku punktów na trasie typu „by nie wracać”. W ten to sposób znaleźliśmy się w interiorze, w miasteczku Enna, zwanym pępkiem Sycylii, gdyż znajduje się (mniej więcej) … Kontynuuj czytanie
Caccamo
„Co się odwlecze o nie uciecze”, sprzed paru dni, zmaterializowało się w ostatnim dniu pobytu w Cefalù. A było to urocze miasteczko Caccamo z najlepiej zachowanym na Sycylii średniowiecznym zamkiem, chociaż co rusz był rozbudowywany przez kolejnych właścicieli, a historię ma ma tak bogatą, że trudno ją w skrócie nawet opisać (Włochom się udało, chociaż skrótem trudno to nazwać – po przeczytaniu … Kontynuuj czytanie
Cefalù – hotel i spacer
Spokojnie dojechaliśmy do hotelu Santa Lucia Le Sabbie d’Oro, parkując z trudem i prawie przy ulicy, gdyż miejsc parkingowych było za mało. Niestety pokoje jeszcze nie były dostępne, a że były to godziny poranne (6:30), poszliśmy zapytać o możliwość wykupienia śniadania. Kelnerzy usłyszawszy o rezerwacji od dzisiaj wpuścili nas na salę bez płacenia. I w sumie była to jedyna zaleta tego śniadania. … Kontynuuj czytanie
Toszek
Gdy jakiś ciężki idiota wymyślił płatność za przejazd A4 na odcinku Gliwice Wrocław przypisaną do telefonu (a nie do samochodu, czy biletu), często jeździliśmy do Wrocławia omijając tę trasę. Mijaliśmy wtedy bardzo ładny zamek stojący na wzgórzu nad jeziorkiem. Za każdym razem obiecywaliśmy sobie, że kiedyś go odwiedzimy, więc gdy wypadł nam wyjazd do Gliwic postanowiliśmy … Kontynuuj czytanie
Lublin – zamek
Jako że mieliśmy ocenić śniadanie to trzeba przyznać, że było ono na poziomie powyżej średniej, biorąc pod uwagę, że w połowie okresu na nie przeznaczonego (od 7:00 do 9:00) byliśmy sami, a według W. przed nami był co najwyżej „1 pokój”. Wyszliśmy więc z hotelu przyzwoicie najedzeni by ruszyć na zamek i dalej na stare miasto. Po drodze natrafiliśmy jednak … Kontynuuj czytanie

