browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Ibis w Tallinie

Do hotelu Ibis dotarliśmy po 16. i przypomnieliśmy sobie (Erynia – niegdyś po licznych przedcovidowych delegacjach), co w praktyce oznacza opis „budżetowy” przy nazwie hotelu – nadaje się wyłącznie na krótki pobyt najlepiej dla jednej osoby. Dwie, będą się potykać o siebie i bagaże, których nie ma jak rozpakować, bo ta malutka półeczka z czterema wieszakami nijak na to nie pozwala. Do tego wiszące mikre półeczki, w roli „stolików” nocnych, zamocowane jakiś metr obok łóżka, by człowiek od razu się obudził (albo spadł z łóżka i się obudził), chcąc wyłączyć alarm/budzik w komórce. Do tego brak lodówki w pokoju, a jeżeli ma się ochotę napić czegoś ciepłego, to niestety trzeba się fatygować na parter, gdzie obok recepcji jest punkt z darmową (plus dla hotelu) kawą i herbatą dla gości. Choć łazienka wydaje się duża, projektant znów nie pomyślał o funkcjonalności. Umywalka jest długa ale wąska, do tego, jakieś 12 cm nad kranem jest szklana półka na kosmetyki, na szerokość całej umywalki. W efekcie, nie da się umyć twarzy bez walnięcia się w twarz albo zalania łazienki. A najśmieszniejsze jest to, że ta półeczka jest niepotrzebna, bo i umywalka ma miejsce na kubki, a i obok nad toaletą jest dużo miejsca na kosmetyczki.
Niby pierdoły, ale wkurzają.
Na dodatek, pod prysznicem nie ma półeczki na mydło, a automatyczny podawacz szamponu/mydła jest na wysokości około 160 cm i niewątpliwie jest zgodny z estońskimi zasadami wychowywania dzieci, do przetrwania w ciężkich warunkach – podskakiwanie kilkulatka na mokrej i śliskiej podłodze by użył mydła to duży wyczyn (krzesełka nie było). Nie każde dziecko by to potrafiło, a i niektórym dorosłym szampon zalewałby oczy.
Po drobnej akomodacji, i zjedzeniu całkiem smacznej zupki pomidorowej, ruszyliśmy w kierunku starówki, by rozeznać i drogę, i umiejscowienie interesujących nas zabytków. Niestety niebo postanowiło nam poprzeszkadzać w robieniu zdjęć i co prawda nie obdarzyło nas wodą, ale chmurkom pozwoliło do woli zasłaniać słoneczko mogące nas oślepiać. Mimo to pospacerowaliśmy po dolnym i górnym mieście zachwycając się zarówno architekturą małych domków i zaułków, jak i monumentalnych budowli, a nawet robiąc niektórym zdjęcia. Udało nam się również odwiedzić cztery z pięciu wskazanych przez mapę, punktów widokowych pozwalających obejrzeć z góry panoramę miasta. Na koniec daliśmy się namówić naganiaczom na placu Ratuszowym na śledzie i lokalne piwo Saku. Były dobre, niemniej jednak W. dopadła chyba zemsta Wikinga, na szczęście już w hotelu.
Mimo wszystko, W. – zawsze twierdzący, że nie lubi dużych miast, a stolic w szczególności – oznajmił, że stary(!) Tallin ma atmosferę podobną do Wrocławia. W jego ustach to najwyższy komplement.
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.