Pribałtika
Estonia – wrażenia
Zbyt krótko przebywaliśmy w Estonii, by móc napisać przewodnik (a trafiali się już tacy blogerzy), za to chętnie możemy podzielić się naszymi wrażeniami ogólnymi z pobytu w tym interesującym kraju. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła nam się w oczy, to drogi. Wszystkie one są bezpłatne dla samochodów osobowych i z nawierzchnią w dobrym stanie. Z drugiej strony, maksymalna dozwolona prędkość na tych drogach to 110 km/h, … Kontynuuj czytanie
Jełgawa
Przyszła pora powrotu do Polski, a ponieważ czasu do końca urlopu jeszcze trochę mieliśmy, to Erynia znalazła coś do obejrzenia „po drodze”, z noclegiem, by W. nie próbował pobić rekordu długości trasy pokonanej jednym cugiem. Do przejechania mieliśmy więc jakieś 250 km drogi prostej jak drut i nudnej jak flaki z olejem (w przypadku W. takie połączenie zazwyczaj nie jest nudne). … Kontynuuj czytanie
Parnawa
W końcu nadszedł czas na pożegnanie z Tallinem, ale jeszcze nie z Estonią. Czekała na nas bowiem Parnawa (est. Pärnu), podobnie jak Dorpat i Bauska pod koniec XVI w. i aż do wojen szwedzkich należąca do Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Później, przewinęli się tam jeszcze Szwedzi i Rosjanie. Obecnie jest to nadbałtycki kurort, przedstawiany jako „estońskie Miami”. Hm, zobaczymy. Do miasta wjechaliśmy przez Riia … Kontynuuj czytanie
Muzea Tallina
Ponieważ był to ostatni dzień naszego zwiedzania Tallina to Erynia postanowiła przegonić W. po muzeach. Na szczęście w Erynii chęć sprawienia W. „przyjemności” walczyła z jej własnymi oporami. W efekcie dało się żyć, szczególnie że W. był na tyle wredny, by nie mieć nic przeciwko dowolnej liczbie muzeów… pod warunkiem, że Erynia przygotuje trasę od muzeum do muzeum. … Kontynuuj czytanie
Keila-Joa i klif
Rzut beretem od Vääna, znajdował się nasz pierwszy zaplanowany postój: wodospad Keila, o 6-io metrowym spadzie. Przy nim stały zabudowania dawnej hydroelektrowni, otwartej pod koniec lat 20′ ubiegłego wieku, a zamkniętej w 1999 r., stojącej na miejscu dawnego młyna z 1555 r. Elektrownia zasilała zabudowania stojącego w pobliżu pałacyku oraz, w miarę możliwości, i okolicznych odbiorców prywatnych. W 2005 r. hydroelektrownię odrestaurowano, ale … Kontynuuj czytanie
Vääna
Ponieważ był poniedziałek, i przez cały dzień zapowiadane były deszcze, rzeczą naturalną wydawał się kolejny wypad z Tallina, tym razem na zachód, gdzie według pogodynki znalezionej przez Erynię, miało nie padać. W. znowu ustawił trasę w GPS i od razu przestał jej słuchać, a właściwie to przestał się z nią dogadywać na niektórych skrzyżowaniach i w efekcie trochę po Tallinie pojeździliśmy drogami bocznymi, … Kontynuuj czytanie
Przylądek i „tajny obiekt”
Wyglądało na to, że los postanowił nam wyrównać poranne przypadłości więc postanowiliśmy go poprosić o jeszcze trochę i po krótkiej dyskusji wyruszyliśmy na północ, na przylądek Purekkari (est. Purekkari neem), najdalej wysunięty na północ skrawek lądowej Estonii. Chociaż tak naprawdę to sama końcówka tego półwyspu gdy W. tamtędy szedł, był wyspą – około dwumetrowy odcinek trasy trzeba … Kontynuuj czytanie
Wieże i wielki majątek
Ponieważ pora była dość wczesna to po zabraniu z hotelu karty pamięci do aparatu Erynii ruszyliśmy na wschód by obejrzeć parę ciekawostek z „Przydasi”. Na początek zawitaliśmy do miejscowości Kiiu. gdzie stoi sobie przy drodze dworek, a kawałek dalej „średniowieczna” mieszkalna wieża Kyda – odbudowana po paru wiekach pod koniec XX w. Wieża nie była akurat otwarta dla zwiedzających, … Kontynuuj czytanie
Park Kadriorg
Dzień zaczął się od drobnego problemu – brama garażowa postanowiła nas nie wypuścić. Przypuszczalnie miała problemy z uzgodnieniem różnicy pomiędzy „5” i „S” w numerze rejestracyjnym. Po interwencji w recepcji brama została przeszkolona i mogliśmy pojechać w kierunku parku Kadriorg. Niby do parku nie było daleko, ale fruwające po niebie chmury nie mogły się zdecydować czy opaść, a ponadkilometrowy spacer w ulewie nam … Kontynuuj czytanie
Olde Hansa
Popijając piwo miodowe z glinianego dzbana w Olde Hansa, Erynia gapiła się dłuższą chwilę bezmyślnie na przeciwną stronę uliczki, odnotowując znajome barwy biało-czerwone, jak również tabliczkę z białym ptakiem w koronie na czerwonym tle… Tak, to była ambasada Polski. Może W. wirus rzucił się na żołądek, za to Erynii najwyraźniej upośledził zdolności poznawcze. Przy piwie Erynia poczuła lekki głód … Kontynuuj czytanie
Spacer po Tallinie
Zemsta Wikinga trzymała W. dłużej w swych łapach, więc po śniadaniu Chłop zległ ponownie w łożu, zaś Erynia zgarnęła d… w troki i bez parasola, pomimo jednoznacznej prognozy pogody, ruszyła w miasto. Siłą rzeczy zaczęła zwiedzanie od apteki, gdzie nabyła elektrolity dla W., a następnie, standardowo, wyskoczyła ciut inną drogą niż wczoraj na Dolne Miasto, gdzie w zaułku pokazał jej się otwarty … Kontynuuj czytanie
Ibis w Tallinie
Do hotelu Ibis dotarliśmy po 16. i przypomnieliśmy sobie (Erynia – niegdyś po licznych przedcovidowych delegacjach), co w praktyce oznacza opis „budżetowy” przy nazwie hotelu – nadaje się wyłącznie na krótki pobyt najlepiej dla jednej osoby. Dwie, będą się potykać o siebie i bagaże, których nie ma jak rozpakować, bo ta malutka półeczka z czterema wieszakami nijak na to nie … Kontynuuj czytanie
Haapsalu
Przyszedł w końcu czas przeniesienia się z wyspy na ląd stały, rankiem pożegnaliśmy więc miłą Gospodynię i jednym etapem, szybko, bez zbędnych postojów dotarliśmy do przeprawy promowej. Choć niebo było dynamiczne, to morze jednak było spokojne i promy pływały zgodnie z rozkładem. Zanim dotarliśmy do Tallina, zahaczyliśmy o Haapsalu – miejscowość uzdrowiskową o długiej historii, ciekawej architekturze małych domków, większych hoteli uzdrowiskowych … Kontynuuj czytanie
Port, zamek i soljanka
Kolejnym punktem ustawionym przez W. na trasie był malutki port Triigi na północy wyspy, z którego 3 razy dziennie odpływają promy na wyspę Hiiumaa. Bilety można kupić w automacie. Nawet gdybyśmy mieli w planach popłyniecie, musielibyśmy czekać do dwudziestej bez pewności powrotu tego samego dnia, bo nie wiemy po której stronie „śpią” promy. Może kiedyś… Trasą nadmorską dotarliśmy do … Kontynuuj czytanie
Peonie, krater i wiatraki
Rano na śniadanie spróbowaliśmy tostów z białego chleba zakupionego wczoraj w Salme Sai. Był tak mokry, że trzeba było pięciokrotnie przepuścić przez toster by zbrązowiał. Tyle tylko, że zgodnie z podejrzeniem Erynii, tosty były słodkawe, a sam chleb przypominał w smaku chałkę. Do słodkiego śniadania się nada, z tym że my nie przepadamy za śniadaniami na słodko. W. w swoich opiniach był … Kontynuuj czytanie
Źródełko i klify
Kolejną atrakcję turystyczną, którą na trasie uraczyła nas Saaremaa, niełatwo było znaleźć. Było to źródełko Odalatsi. I niby wodę była i płynęła, ale gdzie wypływała pierwsza kropla rzeczki to już zupełnie inna sprawa. No chyba że przyjąć jako źródło rozmokłe malutkie bagienko w rowie… bo kilkanaście metrów dalej woda już płynęła i bardzo szybko zmieniała się w parometrowej szerokości … Kontynuuj czytanie
Brązowe strzałki
Chcąc się jakoś zrehabilitować za skierowanie nas do Salem (ups… do Salme) W. postanowił pooglądać wszystkie punkty oznaczone na drogach brązowymi strzałkami, jako ciekawostki historyczno-przyrodnicze. Szybko mu jednak przeszło, po punkcie będącym starą drogą pasterską (przegrodzoną by nikt nią nie poszedł), „dworkiem” będącym „czymś” w remoncie z dwoma bramami na posesję, i parkiem narodowym traw nadmorskich, a przynajmniej tak … Kontynuuj czytanie
Nie-chleb i nie-łódź
Dzień ten mieliśmy zacząć od odwiedzenia najlepszej piekarni na wyspie, piekącej najlepszy chleb na wyspie. Ponieważ piekarnię w Salme otwierano dopiero o 11., trochę rano poleniuchowaliśmy, szczególnie że pogoda za oknem sugerowała „nie wychodź z domu bo…” – ciężkie czarne chmury przeganiał wiatr po niebie, na szczęście był tak mocny, że przegonił je skutecznie i wyjechaliśmy już prawie w słońcu, … Kontynuuj czytanie
Cypel i dwa muzea
Po kilku godzinach w Kuressaare poczuliśmy głód i zaczęliśmy rozważać opcje spożywcze. Jeszcze wczoraj nasza Gospodyni polecała nam piekarnię w nieodległej miejscowości Salme. Dzisiaj potwierdziła to przemiła bileterka z zamku, dodając, że oprócz własnego chleba, wypiekają też ciasta na jajach od kur wolno wybiegowych z własnej farmy. Nawet nie podały nam ani jej nazwy, ani nawet adresu, mówiąc, że to na głównej … Kontynuuj czytanie
Zamek w Kuressaare
Rano po szybkim śniadaniu wyskoczyliśmy na szybki spacer łącząc dwie potrzeby: chodzenia boso po trawie oraz poszukiwania sygnału Wi-Fi, który w poleconym przez Gospodynię miejscu ogrodu, pojawiał się i znikał. Z przewagą tego drugiego. A był nam potrzebny do ustawienia trasy na dzisiejszy dzień. Przy okazji, mogliśmy się przyjrzeć innym domkom z zewnątrz, grządkom, inspektom, mini szklarni a także ogrodowi zimowemu, … Kontynuuj czytanie

