Haapsalu
Przyszedł w końcu czas przeniesienia się z wyspy na ląd stały, rankiem pożegnaliśmy więc miłą Gospodynię i jednym etapem, szybko, bez zbędnych postojów dotarliśmy do przeprawy promowej. Choć niebo było dynamiczne, to morze jednak było spokojne i promy pływały zgodnie z rozkładem. Zanim dotarliśmy do Tallina, zahaczyliśmy o Haapsalu – miejscowość uzdrowiskową o długiej historii, ciekawej architekturze małych domków, większych hoteli uzdrowiskowych i jeszcze większej twierdzy. Co ciekawe parkingi w mieście były darmowe więc trochę zdziwieni, że można było znaleźć miejsce parkingowe nie tak daleko od twierdzy, ruszyliśmy ją obejrzeć. I tutaj trzeba przyznać, że była ona dotąd największą z twierdz widzianych przez nas na ziemi estońskiej. I to pomimo pożaru w XVII w., po którym odbudowano właściwie jedynie bazylikę, a dopiero w XXI w. jako tako doprowadzono zabytek do stanu użyteczności. A było co restaurować bo w międzyczasie maczali tutaj swe brudne paluchy i Rosjanie. Niemniej jednak twierdza wygląda okazale – z zewnątrz, a po kupieniu biletów można było zwiedzać kilka pięter wnętrz zamkowych. Wystawy były jednak z natury rzeczy dosyć ubogie i głównie nastawione na edukację poprzez czytanie niezbyt dobrze wyeksponowanych tablic oraz ciekawostek technicznych – zegar wodny czy mechaniczny z możliwością ich dotykania – „pompowania/nakręcania”. Można też było wziąć do ręki repliki mieczy (różnych) oraz pik i halabard. Na szczęście były one przykute do stojaków łańcuchami, bo co bardziej krewcy zwiedzający mogliby popróbować ich w walce. Oprócz wnętrz zamkowych powłóczyliśmy się i po majdanie, by w końcu wyjść z twierdzy pooglądać nadmorską promenadę, z jej najciekawszymi przykładami architektury uzdrowiskowej. W pawilonie nadmorskim mogliśmy się zapoznać z historią najnowszą miasta – od strony wysokiego poziomu Bałtyku potrafiącego podnieść się nawet o dwa metry i zalać nadmorskie bulwary, niszcząc przy okazji co się da. Chodząc wśród ciekawych z wyglądu domków dotarliśmy do zamkniętego kościoła Św. Jana (Jaani kirik). W. oczywiście musiał zapukać by stwierdzić czy ewangelickie „pukajcie, a będzie wam otworzone” znowu się nie sprawdzi. Tym razem, chyba pierwszy raz od kiedy pamięta, drzwi się otworzyły i zostaliśmy zaproszeni do środka przez osobę sprzątającą kościół. Mamy wrażenie, że była równie zdziwiona pukaniem co W. otwarciem bramy. Kościół od wewnątrz nie był specjalnie zachwycający, chociaż i ambona, i ołtarz były warte obejrzenia, niemniej jednak czuliśmy się usatysfakcjonowani zarówno spełnieniem przepowiedni jak i uczynnością niewiasty, która podprowadziła nas również za kościół by pokazać afisz z dzisiejszymi koncertami – niestety miały się odbyć po południu, a my musieliśmy ruszać do Tallina.
Wpisany pod 2026, Estonia, fortyfikacje, muzea, Pribałtika, Saaremaa, wybrzeża, wyspy
Brak komentarzy do Haapsalu
Brak komentarzy do Haapsalu


