browser icon
Używasz niezabezpieczonej wersji przeglądarki internetowej . Należy zaktualizować przeglądarkę!
Korzystanie z przestarzałej przeglądarki sprawia, że komputer nie jest zabezpieczony. Proszę zaktualizować przeglądarkę lub zainstaluj nowszą przeglądarkę.

Kościoły i pałace

Kolejne punkty były już mniej więcej wcześniej zaplanowane, ale za to nie aż tak ciekawe.
do albumu zdjęć

Perlejewo

Pierwszym z nich był Kościół Rzymskokatolicki pw. Przemienienia Pańskiego w Perlejewie – o dziwo otwarty i z możliwością obejrzenia go bez świadków. Może były w nim zamontowane kamery, lecz żadnego człowieka w nim nie uświadczyliśmy. Kościół jest stosunkowo nowy – raptem niecałe 200 lat – ale trzeba przyznać, że i z zewnątrz i wewnątrz można z przyjemnością nacieszyć się jego urokiem.
do albumu zdjęć

Pałac w Patrykozach

Kolejnym punktem trasy był punkt najdalej położony od kwatery Pałac w Patrykozach z dwoma (a nawet trzema) bramami. Nas nawigacja poprowadziła akurat pod tę, która z powodu remontu mostu wjazdowego, była zamknięta. Nic to podjechaliśmy pod drugą z bram i mieliśmy już przyjemność obejrzeć pałacyk z zewnątrz – w końcu to teren prywatny, więc i tak byliśmy wdzięczni za brak tabliczki „Wstęp wzbroniony”. Gdyby ktoś miał wolne – bagatela – 12 mln złotych, to pałac jest na sprzedaż.
do albumu zdjęć

Paprotnia

Przejeżdżając przez Paprotnię, zatrzymaliśmy się przy kościele św. Bartłomieja Apostoła. Kościół był oczywiście zamknięty, zaciekawiła nas jednak wisząca przy nim tablica wskazująca, na odrestaurowanie go praktycznie w całości z funduszu sygnowanego „Polski Ład”. Oczywiście jak wszystko czego dotnie się PIS musi być spieprzone i tutaj także, jakiś domorosły geniusz położył deski nie sezonowane i w efekcie wszystkie ściany płaczą żywicą spod farby dając efekt wizualny obesranych ścian.
do albumu zdjęć

Pałac w Korczewie

Po tej krótkiej przerwie i parudziesięciu kilometrach dotarliśmy do Pałacu w Korczewie. I to był drugi tego dnia strzał w dziesiątkę. Po kupieniu biletu w restauracji w dawnej kuźni (10 zł/osobę) mogliśmy swobodnie pałętać się po wszystkich wnętrzach pałacowych, oranżerii i pałacyku „Syberia”. Nie mówiąc już o parku pałacowym z menhirem spełniającym życzenia – pożyjemy zobaczymy!
Ponieważ pałac jest świeżo po remoncie, a mamy wrażenie, że jeszcze trzeba wycyklinować i polakierować drewniane podłogi, to pokoje pałacowe są praktycznie puste. Ale i tak sprawił na nas duże wrażenie wyglądem zewnętrznym i zdobieniami ścian i sufitów wewnątrz.
Oranżeria, dość bogata ilościowo, sprawiała również wrażenie tymczasowości, ale i tak miło było usiąść i zatopić się w jej zielonościach.
Pałacyk „Syberia” był odpowiednikiem już przez nas odwiedzanych wdowich rezydencji, bo był wybudowany specjalnie dla mam (teściowych) właścicieli i rezydentów pałacu głównego (śmiesznie to musiało brzmieć: „wysyłamy teściową na Syberię”). W późniejszych już czasach nie miał on wiele szczęścia bo oprócz pełnienia funkcji bardziej użytkowych (piekarnia) niż reprezentacyjnych to jeszcze na koniec ktoś go spalił. Obecnie po remoncie wnętrz może służyć jako sala konferencyjna. Strona zewnętrzna jeszcze wymaga renowacji. Podczas spaceru po parku (W. oczywiście boso) i odwiedzeniu Menhiru mieliśmy okazję obejrzeć budynek wyglądający z zewnątrz na kaplicę, w środku wyglądał jak coś pomiędzy tancbudą, a miejscem zgromadzeń/wieców partyjnych w latach 50′ ubiegłego wieku.
Niestety Restauracja w Kuźni była zarezerwowana, więc W. widząc delikatnie wysuwające się kły Erynii zaproponował, by zrezygnować z odwiedzin Góry Grabarki, i od razu pojechać do karczmy „W starym POMie” w Siemiatyczach. Propozycja została przyjęta i po jakimś czasie znaleźliśmy się w punkcie wskazanym nam przez GPS (ustawionym przez W.). A tam żadnej karczmy nie było. Zaczynało to wyglądać groźnie (wysuwające się coraz bardziej kły) na szczęście W. dostrzegł napis „W Starym POMie”, na czarnym budynku przy słowie… kawiarnia.

Dygresja:

dla osób trochę młodszych POM jest skrótem od Państwowy Ośrodek Maszynowy i było to dawnymi czasy miejsce w którym naprawiano maszyny rolnicze (i nie tylko) z dawnych PGR-ów (Państwowych Gospodarstw Rolnych), i nie tylko.
Po zmianach ustrojowych w na przełomie wieków zniknęły i PGRy i POMy, ale miejsca pozostały. I jak to w życiu bywa niektóre popadły w ruinę, a niektóre, trafiwszy na dobrych gospodarzy przeżyły, a nawet rozkwitły.


Erynia parsknęła śmiechem (nie plując przy tym jadem…. za bardzo) i skomentowała „zamówisz ciastko i nie umrę z głodu” (nie wiadomo dlaczego W. usłyszał tylko „…i nie umrzesz.”), ale na szczęście oprócz słowa „kawiarnia” było na innej ścianie napisane i słowo „bar”. Zrobiło się milej, szczególnie po obejrzeniu „krótkiej karty”. A ponieważ „Bóg trójcę lubi” to był dzisiejszy trzeci strzał w dziesiątkę. Wybraliśmy po porcji policzków wołowych z puree z truflami i fasolką szparagową – Erynia dodatkowo z ćwikłą z chrzanem. Przygotowanie dań trochę potrwało, ale były wyśmienite nie tylko dlatego, że byliśmy głodni. Co prawda Erynia wyszła z baru mówiąc coś o głodzie, ale sugestia powrotu do baru i wzięcia jeszcze jakichś dań skończyła się sugestią, że „jest głodna na ciasto – Marcinki”. Nie pozostało W. nic innego jak szybko wrócić do Ziołowego Zakątka by kupić ciasto (i przy okazji piwo) przed zamknięciem Karczmy.
Zdążył!
Przeżył!
poprzedni
następny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.